
W marcowym numerze „n.p.m. - między innymi rozmowa z Adamem Wojciechem Stachoniem , gospodarzem schroniska PTTK „Stare Wierchy”
Czy to prawda, że legendarna Wikta Bigoska była Twoją babką?
– Tak, Wikta Bigoska i Maria Krzeptowska to znane w przedwojennych Tatrach siostry, prowadzące dwa schroniska – Wikta pod Wodogrzmotami Mickiewicza, a Maria w Dolinie Pięciu Stawów. Wikta przeniosła się na Głodówkę, gdy lawina zabrała jej schronisko, natomiast rodzina Krzeptowskich nadal siedzi w Piątce. Drewno ze zniszczonego schroniska pod Wodogrzmotami zostało przewiezione na Głodówkę i wykorzystane do budowy nowego domu. Weranda zatem jest tam na swój sposób starsza niż cała reszta budynku, więc ma dla mnie szczególną wartość emocjonalną.
Urodziłeś się na Głodówce?
– Tak, przyszedłem na świat dokładnie w tym miejscu, w którym teraz stoi kuchenny piec.
Masz zatem swój kawałek ziemi w Tatrach?
– Teoretycznie mam. Startując do przetargu na prowadzenie schroniska w Roztoce, cieszyłem się, że historia zatacza koło. To, że ujek Jędrek z Marychną i Martą prowadzą Piątkę jest logicznie uzasadnione, bo do ciotki Maryny należała dokładnie taka sama część Tatr jak do mojej babki, czyli jedna szesnasta Doliny Rybiego Potoku, Doliny Roztoki, Pięciu Stawów i Polany pod Wołoszynem. Przejęcie schroniska w Roztoce miałoby zatem dla mnie symboliczny charakter powrotu na swoje. Niestety, ten przetarg przegrałem.
Cała rozmowa Kuby Terakowskiego z Adamem Wojciechem Stachoniem w marcowym n.p.m.
opr.s/