Na doroczne święto Polonii Węgierskiej upamiętniające pierwszych polskich osadników w Derenku, wybrała się blisko pięćdziesięcioosobowa delegacja.
Na jej czele stanęli Jan Budz - prezes Związku Polskiego Spisza, ks. Jan Byrski - proboszcz parafii w Białce Tatrzańskiej oraz Jadwiga Plucińska-Piksa, która swego czasu wraz z etnografem Januszem Kamockim odkryła potomków osadników z Podhala i Spisza na ziemi węgierskiej.
Pierwszego dnia Podhalanie odwiedzili miasto Tiszaújváros. Na uroczystym spotkaniu powitani zostali przez władze mniejszości polskiej i burmistrza miasta w osobach: dr Csúcs Lászlóne Halina - przewodniczącą Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech, Poros Andrásné Jolán - przewodniczącą Samorządu w województwie Borsod-Abaúj-Zemplén i Bráz Görgy - burmistrza miasta. Wystąpił z nowym programem zespół folklorystyczny Emöd-Istvánmajori - Polska Derenka.
- Dziękujemy, że przyjechaliście do nas. Chciałbym podkreślić, że są bardzo dobre układy pomiędzy samorządami miasta, a mniejszości polskiej. Wszystko wskazuje na to, że po zbliżających się wyborach samorządowych ponownie będzie reprezentowany polski samorząd - powiedział burmistrz Bráz. - Nasze miasto jest przemysłowe, ale mamy wspaniałe baseny termalne, z których możecie korzystać. Życzę abyście mile spędzili czas w naszym mieście.
- Już kilka razy byliśmy zapraszani do Tiszaújváros. Teraz mamy to szczęście zobaczyć miasto i gościć w nim. Jest nam miło, że utrzymujemy od paru lat bliskie kontakty z mniejszością polską. Zapraszamy burmistrza do rewizyty - mówił Jan Budz, przewodzący polskiej delegacji, dodając: - My nie tylko mamy wspólną historię, korzenie, ale połowa Polaków i Węgrów ma... to samo DNA. Przysłowie Polak Węgier dwa bratanki ma głębokie uzasadnienie. Jeszcze raz w imieniu całej naszej grupy dziękuję za możliwość spotkania się i oby nasze więzi rozwijały się dalej.
Drugiego dnia załamała się piękna pogoda, zrobiło się zimno i padał deszcz, co zmusiło organizatorów do przeniesienia uroczystości z Derenku w górach do miasta Szögliget, co też miało dobre strony, bo uroczystość odbyła się w kościele, w którym znajduje się dzwon z Derenku z napisem „Anna 1727”. Mszę św. odprawił ks. Sonta István, któremu towarzyszyli ks. proboszcz Trestyánszki József, ks. Zajach Gábór (greko-katolicki), ks. Jan Byrski i ks. Leszek Kryża Schr - proboszcz Polskiej Parafii w Budapeszcie. W uroczystości oprócz władz Samorządowych Mniejszości Polskiej wzięła udział Katalin Tóthné Mihalik - burmistrz miasta, dr Konrad Sutarski - dyrektor Muzeum i Archiwum Polonii Węgierskiej w Budapeszcie, a ambasadora RP Romana Kowalskiego reprezentował kierownik administracyjno-finansowy ambasady Grzegorz Kacprzyński.
Kazanie po węgiersku wygłosił ks. Zajach Gábór, po polsku ks. Leszek Kryża. - Nasza martwa dotąd wioska zaczyna istnieć życiem tych, którzy przyjeżdżają odwiedzić groby swoich przodków, życiem gości i pielgrzymów, naszą pamięcią, wspomnieniami. To dzisiejsze spotkanie jest swoiste, bo jubileuszowe, spotykamy się po raz dwudziesty. Wspominamy dziś patronów tego miejsca św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Zawsze wspomina się ich razem, dlatego, że zginęli – według wszelkich podań - w tym samym dniu w Serbii, oddali życie za Ewangelię, wiarę w Chrystusa Zmartwychwstałego. Patrząc na ich życie możemy powiedzieć, że byli niezłomni, św. Judasz dostał przydomek Tadeusz, co tłumaczy się „odważny”, Szymon zaś „gorliwy”. Te dwie piękne postacie są patronami Derenku, a przez to i nas. Możemy sobie duchowo wyobrazić, że ci, którzy mieszkali tam w górach schodzili od czasu do czasu na dół, być może do tego kościoła, przychodzili na uroczystości odpustowe, pomodlić się, zaopatrzyć w produkty i wrócić do siebie w góry. Dlatego to nasze dzisiejsze bycie w tej świątyni nie jest do końca przypadkowe, możemy odczuć to, co czuli oni. Wzywamy św. Apostołów Szymona gorliwego i Judę Tadeusza odważnego, aby ich znów nie zabrakło w naszym życiu, potrzebujemy na każdym etapie naszego życia gorliwości i odwagi, ponad tym wszystkim roztropności i życzliwości wobec drugiego człowieka, tego uczą nas patroni - mówił ks. Leszek Kryża.
Ks. Jan Byrski przekazał w darze derenczanom obraz Miłosierdzia Bożego. - W sanktuarium w Łagiewnikach najpiękniejszą kaplicą jest węgierska, w niej oprócz mozaiki przedstawiającej świętych narodu polskiego i węgierskiego znajdują się relikwie św. Stefana, króla Węgier. W sanktuarium rozwija się kult Miłosierdzia Bożego św. siostry Faustyny. Również w naszej wspólnocie parafialnej św. Szymona i Judy Tadeusza w Białce Tatrzańskiej znajdują się relikwie św. siostry Faustyny. Poprzez kult Miłosierdzia Bożego, poprzez ten obraz chcemy aby nasze wspólnoty - mieszkającą kiedyś w Derenku, wzywającą tych samych św. Apostołów, co wspólnota białczańska, zawiązały większą łączność duchową. Na ręce pani Poros, przewodniczącej całej wspólnoty przekazuję ten obraz, którego najlepszym miejscem byłaby kaplica w Derenku - powiedział. Przekazując obraz ks. Byrski, wyraźnie wzruszony, ucałował go jeszcze przed oddaniem.
Poros Andrásné Jolán podziękowała i trzymając obraz w górze powiedziała: - Jego miejscem będzie kaplica w Derenku, dzięki temu my Derenczanie udając się tam, będziemy przypominali sobie skąd pochodzimy. Wspomnimy kościół w Białce Tatrzańskiej, gdzie nasi przodkowie byli chrzczeni, a na cmentarzu znajdują się groby mieszkańców, których nazwiska nosimy. Dziękuję za ten piękny obraz przybyłym z Białki Tatrzańskiej, Bukowiny, Czarnej Góry, Rzepisk za to, że nas przyjmujecie z taką miłością u siebie, poszczególne rodziny nawiązują ponownie z sobą więzi, jesteśmy w takich chwilach razem. Ks. Leszek Kryża zaintonował „Boże, coś Polskę...”, którą śpiewali wszyscy stojąc. Podczas mszy św. grała muzyka z Gronkowa i Zaskala dodając uroczystości swoistego kolorytu. Spotkanie zakończyło się w miejscowym domu kultury obietnicą zobaczenia jesienią na Podhalu i Spiszu. Relacjonowały je liczne media węgierskie.
Ryszard M. Remiszewski
Zdjęcia: Ryszard M. Remiszewski
23:42, 10 sierpnia 2010JK
uwaga dla "all Capona":
Pytasz się czy Jan Budz jest spiski czy podhalański. Otóż jest i
spiski i podhalański, gdyż Budzowie są jednym ze znanych rodów Podhala,
a jedna gałąź tego rodu przeniosła się na Spisz - i Jan właśnie do niej
należy.
23:38, 10 sierpnia 2010Hanka od Cułego"
Drogi Alojzie
widać, że w ogromnym zdenerwowaniu i pośpiechu czytałeś w "Podhalu 24"
artykuł "Podhalanie i Spiszacy na święcie Polonii Węgierskiej", nie
zauważyłeś bowiem, że pan Jan Budz jak również nikt z Polaków w tym roku
na Derenku nie był. Czy kiedykolwiek rozmawiałeś z Derenczanami, którzy
zawsze mówili o sobie "my som Poloki", względnie rzadziej określali się
jako "Lendziele".
Wiem - marzyło by się aby przyjęli oni jako kraj swego pochodzenia
Słowację - dawne Górne Węgry! Radzę zapoznaj się z pracami naukowymi na
ten temat, a sprawy pochodzenia przodków raczej nie ruszaj, bo możemy i
u ciebie doszukać się polskich korzeni a może i węgierskich. Tak to
bowiem na pograniczu bywało. Owszem, Słowacy są w niedalekiej stosunkowo
miejscowości Répáshuta w Górach Bukowych i ich pochodzenia nikt nie neguje.
Pozdrawiam
13:03, 31 lipca 2010maria m.
Byłam tam. Zwiedziliśmy jaskinię Domica, chyba słowacką. Na tę górę nie dojechaliśmy bo bardzo lało.....Spotkanie z Węgrami sympatyczne, wielu starszych gadało po nasymu, ale byli też Polacy z powojennej emigracji, których prosiliśmy o tłumaczenie.
Jako chodzi o korzenie tych górali to z pewnością większości są polskie co potwierdzają nazwiska Remiasz, Kustwan, Mihalik, Gogola, Trybuła, Sieczka, Ludźmierski, Krakowski, Bigos ale i wiele innych - opowiadali o tym pan Budz z Czarnej Góry i pani Plucińska z Jurgowa.
Pani Bubenko opowiadała jak to im zmienili nazwisko z pierwotnego Bembenek. Powiedzxiał też, że ich jako dzieci Węgrzy do słowackiej szkoły kazali im iść. Dopiero znalazł się profesor w Warszawy, który ich pytał jak się co nazywa, jak nazywają pola, drzewa, przedmioty i stwiedzxił że oni przecież Polacy.
Wyjazdy na Węgry miały miejsce w czasie wojjennym ok 1700 roku, kiedy to świeżo pobudowano u nas kościół w Białce TATrzańskie i nie dziwi nas, że grupa z Białki musiała być duża skoro kościółek w Drenku też tak jak w Białce jest pod wezwanie świętych Szymona i Judy Tadeusza. Musieli z naszymi wyjechać i Spisoki bo te panie z zespołu choć spiewały po góralsku to upodobały se spiskie stroje. Wyjazd był fajny, a nasz ksiądz proboszcz zadowolony.
12:44, 31 lipca 2010ali capona
a ten Jan Budz to Budz spiski czy podhalański, i skąd ta Białka tatrzńska????
23:20, 30 lipca 2010alojz
Z załączonych zdjęć wynika, iż pan Jan Budz był w miejscowości Derenk mocno zbenerwowany. Być może mu mieszkańcy tej miejscowości ponownie przypomnieli o swoich słowackich korzeniach. Być może usłyszał podobne słowa jak od swoich przodków... Pochodzenia nie trzeba się wstydzić i wypierać. Szacunek do ojcowizny jest największą wartością :-)