
- Często z obojętnością przechodzimy obok takich tragedii, jak dramat ludzi chorych na SLA, nie ma na nie miejsca pomiędzy praniem, a pilną wizytą u dentysty. Prześlizgujemy się po tekstach takich jak ten, rzadko kiedy docierając do końca. Podchodzimy do cierpienia jak do jeża bojąc się, żeby przypadkiem nie zakłócił nam naszego spokoju – pisze w swoim kolejnym felietonie Paweł Bała z Nowego Targu, chory na SLA.
Paweł Bała ma 25 lat, mieszka w Nowym Targu i jest śmiertelnie chory na SLA (Stwardnienie Boczne Zanikowe). Paweł zgodził się przybliżyć Czytelnikom Podhale24.pl codzienność ludzi naznaczonych tą chorobą. Dziś jego drugi felieton. W miarę możliwości będzie starał się pisać je co tydzień, jeśli zdrowie tylko mu pozwoli.
SLAbość (2)
Młode małżeństwo. Wyczekiwane dziecko w drodze. Plany na życie. Przyszły dumny ojciec dowiaduje się, że jest śmiertelnie i nieuleczalnie chory; wyrok - SLA. Kolejne małżeństwo: czwórka dzieci, w tym malutka Ania, ma około roku, gdy tata, którego jest oczkiem w głowie zaczyna chorować na SLA. Umiera pięć lat później. Ania nie pamięta zdrowego taty, innego niż tego leżącego w łóżku. Niewielka wieś pod Krakowem. Pani Grażyna, emerytka, wypuściła już wszystkie dzieci "w świat". Doczekała się nawet wnuków. Choruje od roku. Jeszcze chodzi, ręce wprawdzie są słabe, ale musi się przecież trzymać, bo kto inny zaopiekuje się jej chorym psychicznie mężem?
Historie przedstawione powyżej są jedynie niewielką częścią dramatów, których przyczyna zawiera się w trzech pozornie nic nieznaczących literach - SLA. Często z obojętnością przechodzimy obok takich tragedii, nie ma na nie miejsca pomiędzy praniem, a pilną wizytą u dentysty. Prześlizgujemy się po tekstach takich jak ten, rzadko kiedy docierając do końca. Podchodzimy do cierpienia jak do jeża bojąc się, żeby przypadkiem nie zakłócił nam naszego spokoju.
Można powiedzieć, że zalewają nas krwawe newsy, prośby o pomoc dla głodującej Afryki itp.; człowiek naładowany takimi informacjami musi przecież zobojętnieć. Czy aby na pewno? Po śmierci Jana Pawła II, po pogrzebie i żałobie, wielu publicystów skarżyło się, że z umierania Papieża urządzono spektakl epatujący cierpieniem; zazwyczaj twierdzili to ci sami co wcześniej zarzucali schorowanemu Papieżowi, że pokazuje się publicznie zamiast zamknąć szczelnie Spiżową Bramę i cichutko, nie frapując nikogo swoim niemodnym stanem, czekać na śmierć. Większości z nas jednak nie przeszkadzają kryminały, krew bluzgająca po ścianach, brutalne mordy, czy ofiary liczone w dziesiątkach, a czasem w setkach na jeden seans. Potrafimy nawet za to płacić i to słono biorąc pod uwagę zyski przemysłu filmowego!
Coś się jednak z nami dzieje, gdy słyszymy nie o zamieszkach w Birmie, której najprawdopodobniej nigdy nie odwiedzimy, ale o rzeczywistym bólu i cierpieniu. Coś dławi, być może odwracamy wzrok, nieświadomie szukając absorbującego zajęcia. Może się boimy? Intuicyjnie czując, że może nas to kiedyś również spotka? Nie wykręcając numeru do, w sumie umierającej babci, przyklejając np. tej wiadomości łatkę epatowania cierpieniem, czy obracając śmierć w haloween'owski żart, tak naprawdę próbujemy udawać, że nas to nie dotyczy i nigdy nie będzie…
PS: Według danych statystycznych jedynie niewiele ponad 1% Polaków umiera nagle w wyniku wypadków, zawałów czy udarów. Niemal 99% umiera w wyniku przewlekłych chorób, głównie kardiologicznych, ale też takich jak stwardnienie boczne zanikowe- SLA
Historie przedstawione w tekście są autentyczne. Zmieniono imiona i nazwy miejsc.
Paweł Bała
Stowarzyszenie Dignitas Dolentium
ul. Gorczańska 26
34-400 Nowy Targ
KRS: 0000287744
NIP: 7352721481
REGON: 120540597
nr konta: 61124044321111000047210358
www.mnd.pl
mnd-sla@wp.pl