Sobota, 16 grudzień 2017, Imieniny: Albiny, Zdzisławy, Adelajdy
Czarny Dunajec i okolice
pochmurno
-1°
Wiatr: 1.1 km/h Wilgotność: 93%
pochmurno
-1°
Wiatr: 1 km/h Wilgotność: 96%
śnieg
Wiatr: 1 km/h Wilgotność: 69%
pochmurno
Wiatr: 6.9 km/h Wilgotność: 80%
śnieg
Wiatr: 4.3 km/h Wilgotność: 84%
śnieg
-1°
Wiatr: 1.1 km/h Wilgotność: 93%
Jakość powietrza
Nowy Targ
Dostateczna
Zakopane
Dostateczna
12.08.2017, 08:17 | czytano: 1103

Andrzej Podgórski: Oczekując na ukształtowanie adeptów AP

- W naszej przestrzeni publicznej jest miejsce dla każdej formy aktywności. Nie wyciągamy rąk do nikogo o znaczącą pomoc. Chcemy tylko być zauważeni i traktowani tak samo jak inni. Mamy do tego prawo, bo też szkolimy mieszkańców miasta, dzieci, które wybrały taką formę aktywności – mówi prezes NKP Podhale Nowy Targ, Andrzej Podgórski.

Za kilkadziesiąt godzin otwarcie nowego trzecioligowego sezonu. Z prezesem naszego jedynaka w tym gronie rozmawiamy o transferach, celach drużyny i klubu, ale także wraca wątek przeszłościowy i szkolenia młodych mieszkańców miasta

- Po licznych roszadach w zespole nie czujesz się jak szef wielkiej Akademii Piłkarskiej?

- Działamy w dwóch pionach – młodzieżowym i seniorskim, które chcemy równolegle rozwijać. Oba piony są dla siebie ważne. Wraz z krzepnięciem adeptów, liczę, że w niedalekiej perspektywie szeroką kadrę pierwszej drużyny będą tworzyć nasi wychowankowie lub zawodnicy związani z naszym regionem.

- W jakiej perspektywie?

- Stworzyliśmy dla Akademii program ośmioletni, ale myślę, że pierwsi adepci mają szanse już za 2-3 lata zaistnieć w kręgu drużyny seniorskiej. Pewne próby już czynimy, o czym świadczą nasze ostatnie sparingi, w których mieli okazję zagrać piłkarze z drugiego zespołu i z grup juniorskich. Dla nich było to ciekawe doświadczenie, a dla nas sygnał z ich strony, że są zainteresowani walką o jak najwyższą pozycję w drużynie.

- Po licznych roszadach kadrowych przez wiele tygodni trzeba będzie zawodników przede wszystkim uczyć – przebywać ze sobą i tworzyć zespół… Początek sezonu może być trudny.

- Nie zakładam, że od samego początku będziemy prezentowali wybitną dyspozycję. Bardzo chciałbym, żeby tak było, ale mam świadomość, że w tym przypadku czas jest niezbędny, żeby tak duży dopływ świeżej krwi mógł się przyjąć w organizmie i ujawnić swoje najlepsze cechy. Liczę, że zawodnicy, których pozyskaliśmy są tej klasy, tak dobrze przygotowani do funkcjonowania w zawodowym futbolu, że proces adaptacji będzie krótki. Gry kontrolne – może nie w takim wymiarze, z takim obciążeniem na jakim odbywają się ligowe – pokazały spory potencjał nowych graczy. Udało się osiągnąć efekt, którego zabrakło w poprzednim sezonie, czyli rzeczywistą konkurencję o miejsce w podstawowym składzie. Dublerzy nie ustępują wiele poziomem od tych, których nazwałbym „pierwszymi wyborami”. Wierzę, że sportowa rywalizacja przełoży się na wyniki. Z boku obserwuję pracę trenera oraz zespołu i jestem z niej zadowolony.

- W jakim stopniu personalne przetasowania pokryły się z twoją wizją zespołu?

- Jeśli mówimy o wizji, pewnym modelu docelowym, to będzie go kształtowała Akademia Piłkarska i jej adepci. To wymaga czasu, bo tyle trwa proces szkolenia piłkarza, który ma spełnić zawodowe kryteria. Nie możemy czekać, musimy mieć drużynę na tyle mocną, by była lokomotywą akademii. Ona musi wyznaczać pewne kierunki działań i poziom, na którym chcemy funkcjonować. Jeśli chcemy, żeby akademia miała w przyszłości przełożenie na szkolenie w całym regionie, to musi mieć wzorce gwarantujące wysoki poziom. Ten poziom daje pierwszy zespół. Nawet w oczach centrali (PZPN – przyp. aut) ważne jest czy akademia funkcjonuje przy klubie klasy A, trzeciej ligi czy też pierwszej. Jest to czynnik, który niebawem będzie decydował o możliwości przyznania licencji Akademii. Ona musi działać w określonej przestrzeni, nie może działać w próżni, nie może istnieć sama dla siebie. Musi uczniom gwarantować szansę konfrontacji z innymi zespołami o podobnej klasie. Osadzona przy dobrym klubie może stworzyć takie warunki. Mówiąc o dalekosiężnej wizji mam na myśli młode kadry podhalańskie. Natomiast dzisiaj, chcąc zachować poziom, zbliżyć się do czołówki ligowej, a być może powalczyć o coś więcej, musimy mieć przygotowany do tego zespół. Ponieważ sami takich zawodników nie wychowaliśmy, nie ma ich w naszym otoczeniu, bo żaden podhalański zespół tak wysoko nie grał, ściągamy ludzi przygotowanych w innych klubach i środowiskach, dysponujących sporym doświadczeniem ligowym. Zwracam uwagę na to, że w pierwszej kolejności sięgamy po takich, którzy mają związki z regionem lub w jakimś stopniu ze środowiskiem. Dopiero w ostateczności sięgamy po piłkarzy, o których przyjściu do klubu decyduje wyłącznie potencjał sportowy. Czy zrealizowaliśmy cele transferowe? W minionym sezonie nie wyszły nam transfery. Nie wszystkie wzmocnienia były tej klasy, której wymagała drużyna. Za bardzo uspokoiliśmy się pierwszym sezonem w trzeciej lidze i okresem przygotowawczym. Mieliśmy sporo młodych graczy, aż 12 młodzieżowców. Siłą rzeczy jakość nie była taka jakiej oczekiwaliśmy. Wyszło to w momentach trwogi. Młodzież nie była w stanie wziąć na swoje barki odpowiedzialności za wynik, zaś zawodnicy starsi nie mieli w niej wsparcia. Zespół grał na 60-65% swoich możliwości. Tylko nieliczne mecze można uznać za rozegrane na zadawalającym poziomie. Wobec powyższego zapadły decyzje, żeby zespół dość istotnie wzmocnić na tych pozycjach, na których odczuwaliśmy wyraźny niedobór dobrych zawodników. Mam na myśli defensywnego pomocnika i napastnika. Ta pierwsza pozycja w poprzednim sezonie nie była obsadzona, bo zawodnik, którego przymierzaliśmy do tej pozycji, w ostatniej chwili zrezygnował. Nie mając alternatywnego wariantu próbowaliśmy różnych ustawień, z różnymi piłkarzami i z różnymi efektami. Nawet jeśli niektórzy wykazywali predyspozycje do gry na tej pozycji, to jednak klasycznymi „6” nie byli. To odbijało się na jakości gry, bo to newralgiczna pozycja, przez którą wszystkie piłki muszą przejść. Od jakości tej pozycji zależy postawa zespołu.

- Sebastian Świerzbiński był rzucany na wszystkie możliwe pozycje, poza bramką i to też nie wyszło na dobre drużynie.

- To zawodnik o wyraźnych inklinacjach ofensywnych. Jego brak z przodu oznaczał bardzo kiepskie wyniki strzeleckie. W poprzednich latach byliśmy od niego uzależnieni. Zespół zdobywał połowę bramek z jego udziałem. Cofnięto go do tyłu i tak stępiono ostrza naszej strzały, że mieliśmy kłopot ze zdobywaniem bramek. Dlatego zwiększyliśmy konkurencję z przodu. Pozyskaliśmy dwóch młodych zawodników, z dużymi perspektywami. Myślę, że spełnią nadzieje, które pokładamy w tej formacji.

- Zabrze to wasz transferowy kierunek. To dlatego, że dyrektorem sportowym klubu jest człowiek związany z zabrzańską piłką?

- To był czynnik dość istotny. Ma wiedzę i rozpoznanie w śląskim futbolu. Przez dziesięć lat funkcjonował w strukturach Akademii Górnika Zabrze. Zna środowisko, zna zawodników, bo z wieloma pracował. Taka znajomość zawsze jest lepsza niż zasłyszana wiedza. Pierwszy zaciąg z Zabrza był w osobach Jarosława Potońca i Jakuba Luberdy, skądinąd naszych podhalańskich chłopaków, którzy tam szukali piłkarskiego chleba. Są nieźle przygotowani do zawodu piłkarza i to skłoniło nas, żeby tam szukać kolejnych wzmocnień. „Górnicy” są obecni nad reprezentatywnie w zespole, ale niedługo będzie się to wyrównywać. Z przodu mamy Konrada Bucia, który wrócił do drużyny z wypożyczenia po przerobieniu zaplanowanej dla niego lekcji, wzmocnienia się fizycznie. Będzie mocnym punktem zespołu. To bardzo młody i obiecujący chłopak o sporym talencie. Dla Sebastiana Dziedzica i Artura Pląskowskiego będzie sporym konkurentem. Dołączy do nich Jarek Potoniec, który ma jeszcze najlepsze lata przed sobą. Jeśli jego sprawy zdrowotne zostaną wyjaśnione, to taki kwartet napastników powinien gwarantować niezłe uzyski strzeleckie. Mamy jeszcze kilku młodych graczy w obwodzie. Trwają poszukiwania, na drodze wypożyczenia, jednego lub dwóch młodzieżowców, którzy zwiększą rywalizację w zespole.

- Śląska piłka nie pokłóci się z krakowską szkołą trenera?

- Obserwując grę w ubiegłym sezonie najbardziej zawiedzony byłem nie wynikami, ale stylem, który ewoluował w złym kierunku. Awansując do trzeciej ligi byliśmy zespołem na wskroś ofensywnym, kreatywnym, grającym ładną piłkę. Gra na tym poziomie jest trudna, bo napotyka się lepiej do tej roli przygotowanych przeciwników. Tu hasać bezkarnie nie można. Zdawałem sobie sprawę, że potrzeba było pewnego przeorientowania stylu gry, ale nie w taki sposób, że zatraciło się wszystkie atuty, nie dając nic w to miejsce. Sposób funkcjonowania drużyny był mało widowiskowy. Z miesiąca na miesiąc widać było narastającą frustrację zawodników. Wybór trenera jest odpowiedzią na naszą i zespołu potrzebę. Musimy grać do przodu. Mamy w ofensywie duży potencjał. Nie jesteśmy w stanie uniknąć strat goli, ale powinniśmy zawsze wbić jedną więcej niż rywal. Nasza gra defensywna w ub. sezonie pozostawiała sporo do życzenia i dlatego bardzo istotnie wzmocniliśmy linię defensywną. Pojawili się zawodnicy z ekstraklasową przeszłością. Zakładam, że ich obecność uspokoi grę tej formacji, nada jej właściwy wymiar. Przez to formacje ofensywne będą w większym stopniu mogły się angażować w zdobywanie bramek. Jestem optymistą jeśli chodzi o zmianę stylu gry za sprawą obecności trenera, który wymusza takie działania na zawodnikach. Tomasz Kulawik wyszedł z wiślackiej szkoły, grał w wielkiej Wiśle, która charakteryzowała się ofensywnym stylem gry. Po testach i treningach widzę, że drużyna ten styl kupuje, chętnie do niego wraca. Są pewne nawyki, które Kulawik eliminuje, np. wycofanie piłki, zamiast szukania szybkich okazji do stwarzania bramkowych sytuacji. W miarę upływu czasu będziemy zwiększali nacisk na granie do przodu.

- Trenerskie CV trenera Tomasza Kulawika nie obfituje w sukcesy, wręcz przeciwnie.

- Patrzę na trenera i jego możliwości w inny sposób. Drużyna spada, bo zawodnicy nie grają na poziomie jakiego wymaga trener. To piłkarze wygrywają i przegrywają. Trener może im w tym tylko pomóc, albo nie. Śledzę karierę Kulawika. Jego dwie przygody z seniorską Wisłą następowały w sytuacjach awaryjnych, kiedy odwoływano trenera i kiedy drużyna była w dołku. Trudno było oczekiwać, by w kilku kolejkach odbudował zespół i nadał mu nowy charakter. Te przygody były na miarę oczekiwań. Pobyt w Okocimskim wiązał się z kryzysem klubu. Funkcjonował nieźle, drużyna była w górnej części tabeli i nagle nastąpiło finansowe tąpniecie i rozstanie ze sponsorem, a w konsekwencji utrata stabilności, która jest niezbędna do utrzymania w lidze. Zambrów to inna historia i każdy kto będzie ją analizował, będzie miał swoje zdanie w tej sprawie. Tam gdzie nie ma chemii między trenerem, zawodnikami i działaczami trudno osiągnąć sukces. Nie w każdym środowiska, nie z każdymi ludźmi można dobrze funkcjonować. Nie oceniam Kulawika za przeszłość. Bardziej patrzę na przyszłość, na jego potencjał, oceniam jego kwalifikacje trenerskie i jako człowieka. Uważam, że jest dobrze przygotowany do zawodowej roli i że w naszym zespole będzie ważnym ogniwem.

- Jaki cel przed nim i zespołem pozostawiliście?

- Chcemy grać dobrą piłkę. Nie mówię tego kokieteryjnie, tylko dlatego, że zależy nam by drużyna wróciła na poziom dużo lepszego grania. Żeby jej gra cieszyła oczy kibiców, żeby u zawodników było widać radość gry, a wyniki będą tego pochodną. W ubiegłym sezonie miejsce nie było zbyt odległe od założeń ( 5-6 pozycja – przyp. aut), ale mniej zadowoleni byliśmy z przepaści punktowej jaka dzieliła zespół od czołówki. W tym sezonie chciałbym, żeby zespół na dobre zagościł w czubie tabeli. Chcemy być liczącą się siłą w lidze, z którą każdy musi się obawiać porażki. Co do awansu, to mecze zweryfikują na jakim poziomie są też konkurenci, którzy nie zasypiali gruszek w popiele. Pewną niewiadoma są – jak zawsze – debiutanci. Pierwsze mecze odsłonią możliwości poszczególnych drużyn i pozwolą zweryfikować plany. Z każda kolejką chcemy grać o wyższe cele, a awans zakładamy, gdy będziemy do tego przygotowani. Kiedy poziom grania i ujawniony potencjał będzie na tyle duży, żeby w przypadku awansu nie być dostarczycielem punktów, a w gronie drugoligowców być zespołem, który na stałe zadomowi się w tym towarzystwie.

- Pogoniliście najlepsze strzelca w drużynie Tarasa Jaworskiego.

- To może być dla niektórych niespodzianką. Musimy jednak wziąć pod uwagę dwa czynniki. Taras był człowiekiem z innej bajki. Przychodził do zespołu mając status gwiazdy. Miał być liderem, bo takie zadanie mu pozostawiliśmy. Sezon wymagał rozliczeń, a on nie dał tego czego oczekuje się od lidera. Jego indywidualne osiągniecia nie były wystarczającą rekomendacją by był nadal z nami. Na jego miejsce musieli przyjść inni, którzy dostaną swoją szansę. Nie będą jej mieli w nieskończoność. To będzie ich sezon i ich szanse. Są to piłkarze, od których oczekujemy pokazania swoich wartości. Zespół musi mieć liderów, zawodników przerastających resztę przynajmniej o pół głowy. Taras takich gwarancji nie dawał. Dlatego najlepszym rozwiązaniem, dla obu stron, było pójście każdego w swoją stronę. Życzę zawodnikowi w nowym otoczeniu (Pelikan Łowicz) wszystkiego najlepszego.

- Jak odniesiesz się do słów (tylko hokej się liczy) prezesa PZHL z sesji Rady Miasta?

- Nie chcę atakować hokeja. W naszej przestrzeni publicznej jest miejsce dla każdej formy aktywności. Nie wyciągamy rąk do nikogo o znaczącą pomoc. Chcemy tylko być zauważeni i traktowani tak samo jak inni. Mamy do tego prawo, bo też szkolimy młodych mieszkańców miasta, dzieci, które wybrały taką formę aktywności. Mają do tego prawo. Zadaniem władz jest stworzenie porównywalnych warunków dla wszystkich mieszkańców, takich, które dają szanse rozwoju i satysfakcji. Przy każdym podziale środków będziemy obecni ze swoimi wnioskami i projektami. Będziemy starać się przekonać, że potrafimy otrzymane pieniądze racjonalnie i z sensem wydać. Na końcu tej drogi będą również sukcesy sportowe w dyscyplinie najbardziej medialnej i popularnej, dla której nie trzeba reklamy. Nie mamy problemów z naborem w żadnej grupie wiekowej. To jest odpowiedź na pytanie „jakim zainteresowaniem cieszy się piłka?” Będziemy robić swoje, szukając wszędzie wsparcia. Natomiast od władz oczekujemy pomocy logistycznej, bo funkcjonujemy w miejskich obiektach, nasze klasy sportowe funkcjonują w szkołach podległych samorządowi. Siłą rzeczy mamy wiele kontaktów, na wielu płaszczyznach. Liczę na owocną współpracę, nie konkurując z innymi w sposób nieuprawniony. Będziemy rywalizować, ale tylko w zakresie jakości pracy i uzyskiwanych wyników.


Stefan Leśniowski
najnowsze informacje
komentarze
Zdzisław K.12:52, 12 sierpnia 2017
Brawo Ty !!!
dodaj komentarz
regulamin
Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd.
Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).
reklama
kursy walut
reklama
chmura tagów
reklama
reklama
reklama
reklama
Pod naszym patronatem
Ta strona używa cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Zamknij