W nadesłanej właśnie odpowiedzi drogowcy przekonują, że wszystko musi odbywać się zgodnie z przepisami. A te wskazują, że konieczna jest analiza porealizacyjna. I dopiero jeśli ta po roku wykaże przekroczenia norm hałasu, będzie można doprojektować ekrany.
- Przecież w perspektywie to wszystko może trwać nawet i trzy lata - irytował się radny Mariusz Wcisło podczas poniedziałkowego posiedzenia komisji skarg i petycji. - Spędziwszy jeden z wieczorów w pobliżu tej drogi słychać dobrze, że ona powstała i utrudnia życie osobom tam mieszkającym - dodał.
I zwrócił się do prawnika urzędu miasta z prośbą o podsunięcie pomysłu działań, które skłoniłyby GDDKiA do poważniejszego zajęcia się tematem, a nie odbijania tematu jak piłeczki pingpongowej.
- Przepisów nie powinno się sprowadzać do absurdu - tłumaczył Łukasz Ambroży, prawnik urzędu miasta. - Nie można czekać na wyniki analizy przeprowadzanej w ciągu roku, skoro to jest oczywiste bez żadnych badań! Mój prywatny pogląd jest taki, że te ekrany powinny tam być. Sugerowałbym przeprowadzenie analizy prywatnej, a jeśli ona wykaże, że poziom decybeli jest za duży - obciążenie tym zarządcy drogi. Bardzo chętnie pomogę prawnie przygotować takie działanie, które pozwoliłoby uzyskać pożądane efekty.
Dariusz Jabcoń, radny a niegdyś naczelnik wydziału zajmującego się między innymi ochroną środowiska, podpowiada także, że inwestycja już działa, więc można uruchomić służby Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska czy poprzez skargę mieszkańców czy całej rady.
Nieco większym optymistą wydaje się być starosta Tomasz Hamerski, który w piątek odbył spotkanie w sprawie ekranów w krakowskim oddziale GDDKiA. Zapytany przez nas o efekty dyskusji przekonuje, że jest szansa, że nie trzeba będzie czekać roku. - To dotyczy nie tylko Nowego Targu, ale także Lasku, gdzie zakopianka także przechodzi w pobliżu domów- tłumaczy.
fi/






























