Takie były plany przed dwudziestu laty, gdy urbaniści wytyczyli drogę na mapach. Pomysł nigdy nawet nie wszedł w fazę realizacji. Część mieszkańców przekazała gminie działki licząc, że dzięki temu droga powstanie. Inni musieli dogadywać się z sąsiadami, zamieniać się gruntami i ustalać służebność drogi dojazdowej do swojej posesji. Ci, którzy budowali domy musieli uzgadniać ich lokalizację tak, jakby droga była, ale dojazd już tak jakby jej nie było.
Droga niechciana
To przepis na uśpiony konflikt, który zdaje się wybudzać. A wszystko przez sołeckie zebranie i debatę nad wykreśleniem drogi z Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego.
- Mieszkańcy prosili o wykreślenie tej drogi. Są sytuacje, w których przecina ona np. siedmioarową działkę w połowie. W efekcie powstają dwie trzyarowe parcele, na których nie można nic wybudować ? podkreśla sołtys Zawodzia, Katarzyna Leśniak.Jak zauważa, są też mieszkańcy, którzy mając dostęp do innej drogi nie chcą, by kolejna przechodziła pod ich oknami. To także obniża wartość działek, które jeszcze zabudowane nie są.
Jak zauważa Katarzyna Leśniak, gmina i tak nie ma możliwości budowy tej drogi, bo nie ma własności do większej części działek, po których ma ona przebiegać. I tu także, jej zdaniem, trudno oczekiwać, by mieszkańcy niechętni jej powstaniu zgodzili się oddać działkę gminie.
A jak gmina ma zwrócić działkę?
Ale co mają powiedzieć ci, którzy te działki przekazali i to za darmo?
- Jak gmina zamierzałaby je oddać właścicielom? Wójt na zebraniu przekonywał, że za darmo zwrócić nie może... - irytuje się jeden z mieszkańców proszący o zachowanie anonimowości.
I przekonuje, że część mieszkańców dokonała podziałów i zamian działek z myślą, że ta droga powstanie, a teraz nie mają dojazdu do działki. A jest to teren budowlany.
Grzegorz Biel, były sołtys Zawodzia nie może zrozumieć, dlaczego ktoś chce wykreślić drogę z planu.
- W 2006 roku zostało pod nią przekazane 13 działek nawet po 10 arów. Zdziwiło mnie, że ktoś ją chce teraz wymazać. Ona jest bardzo potrzebna, jeśli ten teren ma się rozwijać - podkreśla.
Skwadracili pole i co teraz?
Wojciech Walkowski ma do swojego domu dojazd od ul. Jarek. Sprawa więc bezpośrednio go nie dotyka, choć jako mieszkaniec tego terenu przyznaje wprost:
- Patrząc na chłodno i zdroworozsądkowo, wykreślenie tej drogi z planu byłoby bardzo nierozsądne - podkreśla.
I tłumaczy, że droga poprawiłaby komunikację i zwiększyła bezpieczeństwo, bo w razie pożaru, dojazd dość wąską ul. Jarek jest trudny. A tak służby miałyby dostęp z dwóch stron.
Zwraca też uwagę na służebności przejazdu, których w sumie już jest więcej niż zajmowałaby droga.
- Działki tu są długie i wąskie, więc trzeba było jak to się tu mówi: "skwadracić pole" czyli wymienić się z sąsiadami tak, by działka miała odpowiednią wielkość. I myśmy to dzielili tak, by kończyła się ona tam, gdzie przebiegać ma droga - wspomina.
Jak przekonuje inny mieszkaniec, likwidacja drogi jest dla gminy najprostsza, bo uwzględnia oczekiwania zainteresowanych, będących może nawet w większości.
- Nie trzeba będzie więc wpisywać tego do budżetów na następne lata - same korzyści. A wszystko kosztem kilkunastu terenów budowlanych, które dla gminy nie są chyba ważne - nie kryje rozżalenia.
Martwy temat
Kontrowersje wzbudziło również to, że na zebranie sołeckie w tej sprawie zaproszenia dostali tylko właściciele działek, przez które ma przebiegać droga. Ci, którzy już wcześniej je przekazali lub tylko sąsiadują - już nie.
- To była tylko rozmowa, i tak dopiero trwają prace nad planem ogólnym więc nie ma możliwości wprowadzania zmian punktowych. Wydaje się, że ta droga i tak nigdy nie powstanie. To martwy temat - zauważa sołtys Katarzyna Leśniak.
Józef Figura


























