Spór, który od ponad dekady polaryzuje lokalną społeczność, wszedł w nową fazę wraz z wnioskiem o punktową zmianę w planie zagospodarowania przestrzennego. Inwestor, Dariusz Baboń, argumentuje, że sport na tym terenie obecny był od dawna.
- Na tej łące, zanim powstało boisko, bo już w 2004-2005 roku trenowali piłkarze. Obecnie boisko jest rozebrane, mamy do wywiezienia kruszywo, aby zasiać trawę, by dzieci mogły dalej trenować - tłumaczył właściciel terenu. Propozycja budowy hali ma być kompromisem - sport zostałby zamknięty wewnątrz budynku, co odcięłoby sąsiadów od dźwięków gwizdków i okrzyków kibiców.
Perspektywa ta nie przekonuje jednak mieszkańców skupionych wokół Spółdzielni Mieszkaniowej Pardałówka. Jej prezes, Janusz Świerk, przedstawił list podpisany przez 266 osób sprzeciwiających się jakimkolwiek ustępstwom.
- Dla nas to próba utrwalenia i zalegalizowania koszmaru, jakim jest sąsiedztwo obiektu sportowego. Budowa hali sportowej nie stanowi rozwiązania problemu. Na Pardałówce to najpierw było osiedle - grzmiał z mównicy Świerk, przypominając, że pierwsza decyzja o rozbiórce boiska jako samowoli budowlanej zapadła już w 2017 roku. Według niego radni stoją przed wyborem: poprzeć przedsiębiorcę łamiącego prawo lub kilkuset obywateli szukających spokoju.
W obronie inwestycji stanęli przedsiębiorcy z branży turystycznej, dla których turnieje API były głównym źródłem dochodu poza ścisłym sezonem. Małgorzata Komperda, prowadząca pobliski pensjonat, wskazała na ekonomiczne skutki likwidacji obiektu.
- Jeżeli turnieje będą się rozgrywać w Poroninie, to Zakopane nic na tym nie zarobi. Wcześniej były pełne obiekty noclegowe, karczmy, każdy zarabiał. Jesteśmy wszyscy połączeni zależnym od siebie łańcuszkiem - mówiła, dodając, że brak stabilności finansowej uniemożliwia stałe zatrudnianie pracowników. Atmosferę podgrzał fakt, że przewodniczący rady nie pozwolił na wyświetlenie filmu promującego turnieje i pokazujący projekt hali.
Głos zabrali również trenerzy, ostrzegając przed przymusowymi wyjazdami młodych talentów. Adam Gubała, występujący w imieniu młodych piłkarzy, alarmował, że brak infrastruktury zmusza dzieci do wyjazdów z Zakopanego.
- Moi wychowankowie nie mogą tu realizować swojej przygody na wyższym poziomie. O infrastrukturę trzeba walczyć, a nie zamykać. Sam mieszkałem w internacie i wiem, jakie niebezpieczeństwa czyhają w miejscach, gdzie nie ma rodziców - przekonywał.
Władze miasta zachowują dużą ostrożność, a punkt dotyczący zmian w planie został ostatecznie zdjęty z porządku obrad, by dać stronom czas na dialog. Wiceprzewodniczący rady, Marek Donatowicz, sugerował, że sport jest potrzebny, ale lokalizacja może być błędna.
- Dzieci nie mogą być zakładnikiem tego konfliktu. Wydaje mi się, że boisko tak, ale nie w tym miejscu - ocenił.
Burmistrz Łukasz Filipowicz, sam będący mieszkańcem Pardałówki, przyznał, że sytuacja jest patowa i niezwykle trudna do rozstrzygnięcia.
- Trzeba na pewno oddzielić sport dzieci od dużego biznesu. Te wszystkie wydarzenia towarzyszące - kibicowanie, trąby, fanfary, petardy - spowodowały cały ten konflikt. Nie chce mi się wierzyć, by komuś przeszkadzało, że dzieci grają w piłkę, ale skala imprez narosła do ogromnych rozmiarów - zauważył burmistrz Filipowicz. Podkreślił również, że miasto szuka alternatywnych lokalizacji we współpracy z ministerstwem, by nie "grać na emocjach" koszmarem braku boisk, przy jednoczesnym poszanowaniu spokoju mieszkańców.
em/s
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas

























