Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Wniosek o zdjęcie ciszy" - podhale24.pl
Nowy Targ
Clear
8°C
Clouds
8°C
Clear
9°C
Clouds
10°C
Clouds
9°C
Clear
7°C
Jakość powietrza
Nowy Targ
Zakopane
Rabka-Zdrój
Nowy Targ
Dobra
PM 10: 25 | 50 %
Zakopane
Dobra
PM 10: 25 | 50 %
Rabka-Zdrój
Bardzo dobra
PM 10: 17 | 34 %
Kartka z kalendarza
06.05.2026, 08:20 | czytano: 682

Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Wniosek o zdjęcie ciszy"

Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Wniosek o zdjęcie ciszy".

Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Nokaut _ Wniosek o zdjęcie ciszy
/Fantástico Chico Blanco/

Gniewomir N. obudził się w poniedziałek i od razu wiedział, że coś mu w nocy ukradziono. Nie pieniądze, nie jakieś tam materialne dyrdymały, tylko okradziono go z własnego głosu i resztek godności. W sypialni panowała przerażająca cisza. Kiedy otworzył usta, by rzucić rutynowe przekleństwo na widok deszczu, z gardła nie wydobyło się nic. Dosłownie nic. Próżnia. Chciał zakląć, ale nie mógł nic powiedzieć. Naprężył się i słucha. Ni chrypnięcie, ni syk. Próżnia. Podszedł do lustra. Szybka inspekcja wyjaśniła sprawę. Na szyi widniała purpurowa pieczęć: "Zajęto w depozyt państwowy."

Gniewomir, w kapciach i przepoconej piżamie, wybiegł do Urzędu Komunikacji Werbalnej. Urząd, jak to zwykle bywa, zgodnie z logiką koszmaru, mieścił się na poddaszu starej kamienicy. Aby tam dotrzeć, trzeba było przejść przez prywatną kuchnię żony burmistrza. Pomieszczenie parowało kwaśnicą i czymś trudnym do zdefiniowania, czymś niepokojącym. Żona burmistrza, kobieta monumentalna o posturze barokowej diwy, stała nad wielkim emaliowanym niebieskim garnkiem. Miała na sobie jedynie koronkową zapaskę, która bardziej udawała, że coś zasłania, zaledwie w symbolicznym stopniu zasłaniając jej "świątynię", podczas gdy jej spore nagie, wilgotne od potu piersi wyznaczały rytm kulinarnego mistycyzmu. Jej ciało miało własną grawitację. Gdy Gniewomir przemykał obok, jej nagie potężne i jasne pośladki przypominające dwie niedopieczone budyniowe drożdżówki zatrzęsły się i zadrżały jakby go rozpoznały.

Zapatrzony w ten bezmiar cielesności, niemal staranował burmistrza, który stał w korytarzu prawie kompletnie nagi, ubrany jedynie w jedwabny krawat w czerwone prążki. Burmistrz z nabożnym skupieniem człowieka, który właśnie nadaje sens swojemu życiu, polerował klamkę do sypialni. Na szczęście jego jednostrunowa gitara basowa przysłonięta była krawatem, więc Gniewomir nie musiał wypierać tego widoku. Dalej było już tylko dziwniej, ale na szczęście mniej zmysłowo. Schody zaczynały się tam, gdzie kończyła się logika. Na niech minął korowód kilkunastu niskorosłych w strojach z epoki gry o tron, niosących wielkiego gipsowego fallusa, w którym ulokowana była mumia pewnego znanego komornika, tego samego typa, który za życia próbował zaszczepić papugę przeciwko prawdzie. Wyżej było już tylko ciszej i bardziej urzędowo.

W końcu dotarł do sekcji urzędniczej. W półmroku, przy biurkach wysokich jak wieże oblężnicze, siedzieli referenci. Widać było tylko czubki ich głów. Identyczne łysiny, wypolerowane i błyszczące jak kolana a także kilka rudych koków. Ponieważ jego głos był w depozycie, rozmowę rozpoczęto na piśmie.

- Dlaczego milczymy? - nabazgrał urzędnik na żółtym formularzu.
- Bo państwo mi zabrali głos! - wyrzucił z siebie Gniewomir, odzyskawszy fonię na ułamek sekundy.

Brzmiał dziwnie obco, jak stary odbiornik radiowy rzucony w okruchy rozbitej ceramiki.

- Profilaktyka - zachrypiał zadowolony z siebie urzędnik, nie podnosząc przy tym wzroku. - Istnieje uzasadnione podejrzenie, że mógłby pan przez sen wymówić jakieś zakazane obecnie słowo. Dekret w tej kwestii wprawdzie wchodzi za dwa lata, ale my działamy z wyprzedzeniem i już dzisiaj ludziom obieramy głos.
- Już żałuję - powiedział Gniewomir i otrzymał do wypełnienia formularz zatytułowany: "Wniosek o zdjęcie ciszy".
- Po co to? - zapytał.
- Żeby urzędnicy mieli pracę - padła bezlitosna odpowiedź.

Zgodnie więc z sugestią natychmiast zaczął zapełniać pismem wniosek o "zdjęcie ciszy". Im więcej stron formularza wypełniał, tym bardziej coś uwierało go od środka. Przypomniał sobie, że w drugiej klasie na zakończenie modlitwy nie powiedział "amen". Że milczał, gdy kolega kradł śniadanie puszystej koleżance. Że milczał zbyt wielokrotnie. Pisał i z każdym zdaniem robiło mu się gorzej. Przypomniał sobie te wszystkie momenty, kiedy nie mówił nic, mając coś istotnego do powiedzenia. Każde przemilczane zdarzenie wracało teraz jak bumerang. Cisza nie była już taka pusta, była pełna niewypowiedzianej zaległości. Każde przemilczane słowo pęczniało w nim teraz, tworząc nową hałaśliwą ciszę. Może zasłużyłem? Może cisza jest bezpieczniejsza niż prawda? Może tak ma być? Może to kara za tchórzostwo? Czy cisza jest bezpieczniejsza niż prawda? Natłok myśli wwiercał się mu w umysł.

I nagle drzwi do biura otworzyły się z hukiem. Do środka wpadł chudy mężczyzna w stroju nurka, ciągnąc za sobą na smyczy wielki gumowy balon w kształcie żółtego kaczora.

- Ktoś tu zamawiał skargę lub odwołanie?! - wykrzyczał.

Urzędnicy zastygli. Gniewomir poczuł, że to ten moment. Spojrzał na wniosek, potem na pieczęć na szyi. Zamiast podpisać to biurokratyczne plugastwo, chwycił pióro i przebił kaczkę. Huk był potężny. Biurka się przesunęły. Urzędnicy pospadali z krzeseł. Okazało się, że nie mają wolnych nóg. Są wbetonowani w konstrukcję niczym żywe kolumny. I w powietrzu coś pękło, nie tylko guma. Wszystkim skojarzyło się to z czymś bardzo osobistym i bardzo nieprzyjemnym. W tym momencie pieczęć na szyi Gniewomira pękła.

Wybiegł wolny z biura. Wracał jak przyszedł, przez kuchnię. Żona burmistrza nadal mieszała w garze, teraz jednak była ochlapana kwaśnicą. Krople potrawy wolno spływały po jej ciele a reszki kapusty leżały grzecznie na jej biuście. Widać było, że w czasie gotowania podjadała zaś jej małżonek burmistrz akompaniował jej przy tym na tarce do kapusty. Kuchnia, kwaśnica, ta sama scena... Na ulicy dopiero nabrał powietrza. Chciał krzyczeć, śpiewać i kląć. Otworzył usta. I wydał z siebie ostry dźwięk tłuczonego szkła. Ja pierdolę!

Zrozumiał, że depozyt nie zwraca głosu w stanie nienaruszonym. Oddają go jak jakiś przeterminowany wysokogatunkowy rozpakowany ser, pokruszony i niestrawny. Pomyślał, że kto oddaje głos władzy, odzyskuje tylko jego echo podszyte strachem. Znowu nabrał powietrza i znowu chciał krzyczeć. I ponownie wydał dźwięk tłuczonego szkła. Państwo oddaje głos, ale nie gwarantuje jakości, jak coś, co przeszło przez kły systemu. Oddajesz głos, dostajesz echo, zawsze z domieszką strachu.

Gdy wbiegł do klatki schodowej, zapukał do pani Szpalty.

- Umarł pan w końcu? - wychrypiała kobieta przez drzwi bez zbędnych wstępów.

Spróbował odpowiedzieć, ale z jego ust wypadł dźwięk rozbijanej porcelany, jakby tłuczonego serwisu obiadowego. Kobieta odskoczyła.

- Jezu, co pan robi?! Co pan wyprawia?!

Druga próba była ostrzejsza i w wyższej tonacji, zabrzmiała jak miażdżona żarówka. Kurz opadł ze ścian. Drzwi zatrzasnęły się. Tymczasem w jego mieszkaniu czekał na już Nurek.

- Niech pan nie mówi - rzekł spokojnie. - Przeszedł pan przez żarna biurokracji. Teraz brzmi pan jak szklarnia.

Wyjaśnił też, że na pół etatu jest likwidatorem absurdów i szkód, i właśnie przyszedł dorobić sobie do pensji.

- Odpowiedzi będą się teraz błąkać po mieszkaniu. Trzeba je wyłapać. Niech pan nic nie mówi - kontynuował. - Jest pan świeżo po obróbce. Teraz pan rani dźwiękiem.

- Co takiego?! - wyszklił pytanie Gniewomir.
- Odpowiedzi się rozsypują, trzeba je zebrać.

Nurek wyciągnął siatkę na motyle i wziął się do roboty nie zważając na gospodarza. Gniewomir zaś zdruzgotany osunął się na kolana. Zamiast łez, z oczu wypadały mu odłamki lustra. Każdy tak dźwięczał, że na klatce zaczęli się zbierać sąsiedzi.

- Otwieraj! Podziel się hałasem! Otwieraj! Nie bądź egoistą!

Gniewomir podszedł do drzwi, przyłożył usta do dziurki od klucza i wyrzucił z siebie najpotężniejszą wiązankę jaką mógł sobie wyobrazić. Rozległ się huk o brzmieniu katastrofy ciężarówki z butelkami. Zasadniczo powiedział wszystko. Jego słowa brzmiały jak katastrofa. Niespodziewanie po drugiej stronie zapadła cisza. Sąsiedzi zamarli. W tej ciszy każdy usłyszał coś swojego. W tej ciszy usłyszeli wszystkie swoje zdrady, kłamstwa, niedogotowane ziemniaki i strach.

- To był najpiękniejszy wiersz jaki słyszałem - wyszeptał wreszcie ktoś.

Nurek skinął głową.

- Państwo myślało, że pana uciszy. Ale tylko pana wyostrzyło. Nieźle. Widzi pan, nie uciszyli pana. Zmienili tylko panu narzędzie.

Gniewomir nigdy nie odzyskał normalnej mowy. Został za to cenionym krytykiem muzycznym. Nie pisał wprawdzie recenzji. Wystarczyło, że otwierał usta i wszystko było wiadomo. Tak, to wystarczało. Czasem wracał do kuchni żony burmistrza. Patrzył w niebieski gar i szeptał już prawie jak człowiek. Próbował mówić cicho. Prawie mu się udawało. A ona, mieszając kwaśnicę, uśmiechała się i mówiła:

- W świecie dekretów tylko rozbite szkło powie prawdę.

I wcale nie wstydziła się swojej obfitej nagości w świecie, gdzie wszyscy przedawkowują Ozempic.

***

W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.
Reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
komentarze
dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd. Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).

reklama
reklama
Co, gdzie, kiedy
Nie przegap!
06
06.2026
reklama
Pod naszym patronatem
Zobacz wersję mobilną podhale24.pl
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Aplikacja mobilna
Obserwuj nas
maj
19
Wtorek
Imieniny:Mikołaja, Piotra
Kliknij po więcej