Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Brukselskie tany na Krupówkach" - podhale24.pl
Czarny Dunajec
Clouds
18°C
Clouds
18°C
Clouds
22°C
Clouds
23°C
Clouds
22°C
Clouds
20°C
Jakość powietrza
Nowy Targ
Zakopane
Rabka-Zdrój
Nowy Targ
Bardzo dobra
PM 10: 12 | 24 %
Zakopane
Bardzo dobra
PM 10: 9 | 18 %
Rabka-Zdrój
Bardzo dobra
PM 10: 6 | 12 %
Kartka z kalendarza
07.07.2026, 08:00 | czytano: 4780

Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Brukselskie tany na Krupówkach"

Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Brukselskie tany na Krupówkach".

Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Nokaut. Brukselskie tany na Krupówkach.
Czwarta część tryptyku :-)

/Fantástico Chico Blanco/

Na wstępie od razu wyjaśnię, żeby nie było niedomówień, że niniejszy utwór jest efektem licentia poetica i dziełem fikcji. Choć akcja toczy się w miejscach istniejących, przedstawieni bohaterowie, ich losy oraz dialogi są wyłącznie wytworem mojej wyobraźni, zaś wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci jest czysto przypadkowe.

Wiktoryn i Zorian przyjechali do Zakopanego prosto z Brukseli, pachnący unijnymi dyrektywami i cytrusową wodą kolońską z nutą imbiru. W skórzanej teczce od znanego monachijskiego kaletnika, tuż obok wegańskich batonów, wieźli swój największy skarb, w naszym kraju wciąż nie do zdobycia: akt małżeństwa zawarty legalnie w Królestwie Belgii. Cel mieli prosty, wręcz techniczny, postanowili dokonać transkrypcji owego dokumentu w zakopiańskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Naiwniacy myśleli, że skoro nakazuje to prawo unijne, urzędnik pod Giewontem z uśmiechem przybije pieczątkę i wyda stosowny papier. Nie wiedzieli jednak, że wjeżdżają do strefy, gdzie unijny błękit z gwiazdkami gwałtownie traci kolor w starciu z szarością twardego, podhalańskiego granitu, a urzędowe korytarze pachną bardziej buntem niż europejskim porozumieniem. Na nic zdały się zaklęcia i unijne wyroki, Zakopane stało murem przeciwko Brukseli. Mur ten wzniesiono z potężnych, modrzewiowych płazów, których żadna unijna piła nie była w stanie tknąć. Jakże bowiem naruszyć taki monolit woli, ten żywy pomnik natury i korzeni nadziei?

Za biurkiem w USC siedział urzędnik, którego twarz przypominała wyschniętą korę smreka, a wzrok potrafił skisić mleko w kartonie, co samo w sobie było nie lada sztuką. Wiktoryn, poprawiając kremowy, jedwabny fular w granatowe kotwice, wyłożył papiery i z nienaganną dykcją zaczął referować wyroki Trybunału Sprawiedliwości. Urzędnik lustrował kolorowe dokumenty z Brukseli z taką samą miną, z jaką baca patrzy na wilka wychodzącego z boru. Przez dłuższą chwilę w gabinecie panowała cisza, przerywana jedynie nerwowym tykaniem zegara, tłumionym oddechem i głuchym szumem dobiegającym z ulicy. Świeżo upieczeni małżonkowie uśmiechali się szeroko, przekonani, że europejska argumentacja zaraz skruszy serce podhalańskiego biurokraty. A tu, za przeproszeniem, dupa!

- Panowie drodzy - zaczął w końcu urzędnik z niezbitą pewnością siebie, powoli przesuwając palcem po unijnym znaku wodnym. - Wy mi tu unijnym prawem przed nosem nie machajcie. W Brukseli to se możecie nawet i z kozłem śluby transkrybować, jak wam tam prawo pozwala i unijne dopłaty na to dają. Ale tu jest Zakopane. Zakopane, rozumiecie? Tu unijne prawo kończy się na Nowym Targu, a zaczyna nasze, twarde, starodawne, ale dobre. U nas chłop to chłop, baba to baba, a transkrypcja to może być, ale co najwyżej nut góralskich na inną tonację, jak jakiemu muzykantowi na starość głosu braknie.

Zorian zbladł i zaczął nerwowo stukać w ekran smartfona, grożąc półgłosem skargą do Strasburga. Urzędnik, wyraźnie znudzony, machnął jedynie dłonią grubą jak bochen chleba i schował belgijski akt głęboko do szuflady, tuż obok słoiczka z maścią końską i kanapką. Unijną powagę rozbił nagle gromki śmiech. Zza węgła na korytarzu wyjrzał sprzątacz, a właściwie konserwator powierzchni płaskich. Słysząc raban o "dwóch chłopach", splunął soczyście pod kaloryfer i rzucił na cały głos:

- Ooo, nastała unijna prawda! Teraz we dwóch będą naraz na jedno babsko osiemset plus pobierać!

Wiktoryn chciał podejść do konserwatora i zapytać, jaki związek ma osiemset plus z transkrypcją ich ślubu, ale Zorian powstrzymał go stanowczym szarpnięciem.

- Odpuść - syknął.

Czerwoni ze złości spakowali na korytarzu teczkę i szybkim krokiem ruszyli w stronę zaparkowanego elektryka, odprowadzani ironicznym śmiechem petentów czekających w kolejce na zwykłe, podhalańskie sprawunki. Wypadli z urzędu jak oparzeni. Ich lśniące, wegańskie półbuty z ekologicznego korka i lakierowanej syntetycznej skóry stukały nerwowo o kostkę brukową. Wiktoryn, z telefonem przy uchu, próbował połączyć się z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, ale halny zaczął dąć tak wściekle, że zagłuszał wszelkie dźwięki w słuchawce. Zorian tymczasem, trzęsąc się z oburzenia, ciągnął partnera w stronę zakopiańskiego gmachu sądu. Wiktoryn pomyślał rozsądnie: "Co on sobie myśli? Że sąd działa tak od razu, na zawołanie? Boże, skąd on się urwał?".

- Nie odpuścimy, Wiktorynie! Wracamy w takim razie do urzędu miasta - fukał, poprawiając markowe okulary, które zdążyły już zajść zakopiańskim smogiem. - Skoro urzędnik mentalnie tkwi w epoce brązu, idziemy prosto do burmistrza. Przecież włodarz miasta musi reprezentować jakieś europejskie standardy, w końcu biorą miliony z funduszy spójności na te swoje programy!

Sekretariat burmistrza pachniał wyborną kawą z nowoczesnego ekspresu, zmieszaną z głębokim aromatem suszonych borowików i dobrej wody kolońskiej. Za ciemnym biurkiem z twardego drewna przyjął ich sam włodarz - chłop jak dąb, w śnieżnobiałej koszuli ze spinkami z czystego srebra i bursztynu. Granatowy, jedwabny krawat miał lekko poluzowany. Nie nosił portek z grubego sukna, lecz spodnie z doskonałej, wyprasowanej w kant gabardyny, które opinały jego potężne uda niczym pancerz. Na stole, zamiast unijnych biuletynów, leżał wielki, drewniany kalendarz z wizerunkiem papieża oraz spora miska świeżej bryndzy pokrojonej w równe kostki, w które wbito drewniane wykałaczki. Wiktoryn, z właściwą sobie brukselską elokwencją, wyłożył sprawę. Mówił o dyskryminacji, o wolności przepływu osób, o traktacie z Maastricht i o tym, że odmowa transkrypcji belgijskiego aktu małżeństwa to jawny skandal, który skończy się wstrzymaniem dotacji na renowację zakopiańskich zabytków. Burmistrz słuchał, powoli żując kęs sera. Jego twarz, gładka i opalona na alpejskich stokach, nie wyrażała żadnych emocji, choć w jego spojrzeniu tliło się coś na kształt rozbawienia. Kiedy Wiktoryn wreszcie zamilkł, łapiąc powietrze, gospodarz miasta westchnął głęboko, oparł łokcie o blat i uśmiechnął się z taką wyższością, jakby patrzył na turystów wchodzących na Rysy w klapkach.

- Panowie drodzy, unijni dyplomaci - zaczął basem, od którego zadrżały szyby w kredensie. - Wy mi tu funduszami spójności nie groźcie. Te miliony z Brukseli tośmy już dawno na rury do geotermii wydali, a reszta ledwie starczyła na promocję oscypka w Portugalii. Zabytków to w Zakopanem już dawno nie ma, bo wszystko deweloperzy przebudowali na apartamenty. Prawo unijne, powiadacie? Piękna rzecz, kwiecista, papieru moc. Ale u nas, na Podhalu, najwyższą instancją nie jest żaden trybunał w Luksemburgu, tylko zdrowy rozsądek i czasem zgoda rady parafialnej. Jakbym ja wam dzisiaj tę transkrypcję podpisał, to jutro koło południa na Krupówkach nie miałbym po co się pokazywać. Przecież by mnie po tym podhalańskie babska ciupagami ze schodów zgoniły, a proboszcz z ambony ogłosił, że antychrysta do miasta wpuściłem i sodomię popieram.
- Ale to jest łamanie prawa! - krzyknął wzburzony Zorian, tracąc resztki brukselskiej flegmy. - Unia Europejska nałoży na was kary!
- Niech nakłada! Kary karami, a racja i tak będzie po naszej stronie - burknął burmistrz, wstając zza biurka i kończąc audiencję. - Prędzej my z tą całą waszą Unią handlować przestaniemy i dudki od kuzynów z Ameryki zaczniemy ciągnąć, niż pozwolimy, żeby nam w papierach dwóch chłopów jako mąż i żona, albo mąż i mąż figurowało. Idźcie wy lepiej, panowie, na kwaśnicę na Krupówki, zjedzcie coś konkretnego, bo od tych waszych wegańskich batonów to wam się w głowach poprzewracało.

Wiktoryn i Zorian, niemal wypchnięci z gabinetu przez potężną sylwetkę burmistrza, znaleźli się z powrotem na ulicy. Postanowili zapić ten cywilizacyjny szok w najbliższej karczmie. Wnętrze góralskiej knajpy powitało ich gęstym dymem z paleniska i głośnym rzępoleniem kapeli. Usiedli w kącie, zamawiając kwaśnicę oraz gorącą wódkę z miodem i przyprawami w nadziei, że alkohol ukoi ich zszargane nerwy. Niestety, plotka o "dwóch panach z Brukseli, co to chcą ślub w Zakopanem transkrybować" rozniosła się po okolicy szybciej niż wieść o podwyżce cen biletów na Kasprowy. Po trzeciej kolejce do ich stolika podszedł spory mężczyzna w kapeluszu z muszelkami. Chwiał się wyraźnie na nogach, a w jego oku lśnił groźny błysk. Za jego plecami uformowała się już mała, zaciekawiona procesja lokalnych biesiadników.

- No i co, unijne pany? - ryknął góral, opierając się ciężko o ich stół. - Słyszeliśmy, żeście chcieli u nas w urzędzie rewolucję robić! Myśleliście, że pod Giewontem na wasze belgijskie papiery z kwiatuszkami ktoś poleci? U nas w Zakopanem tradycja rzecz święta! Jeden chłop, jedna baba i porządne wesele na trzysta osób, gdzie się krew poleje, a nie jakieś tam brukselskie podpisywanie kwitów po cichu!

Muzykanci w tym momencie przestali grać, a w karczmie zapadła głucha, złowroga cisza. Wszyscy czekali na jatkę. Wiktoryn spojrzał na Zoriana, Zorian na Wiktoryna. W ich głowach, dotąd pełnych unijnych paragrafów i rezolucji, nagle zrobiło się pusto jak po przejściu halnego. Cała ta europejska mądrość, wypracowana na salonach, wyparowała pod wpływem zapachu bimbru i widoku spracowanych, góralskich pięści. Zrozumieli, że z tym murem nie wygrają. Złapali swoje designerskie torby, rzucili na stół zmięty banknot stueurowy i niemal biegiem opuścili karczmę, ścigani głośnym, ironicznym śpiewem kapeli, która natychmiast zaintonowała: "Góralu, czy ci nie żal, góralu, wracaj do Brukseli...".

Możesz mieć w kieszeni całe prawo unijne, poparcie Brukseli i najnowszego smartfona z zestawem przepisów na zawołanie, ale pod Giewontem pieczątkę przybija nie unijny komisarz, tylko lokalny urzędnik, zaś jego szuflada jest głębsza i twardsza niż wszystkie europejskie traktaty razem wzięte.

Cóż, debatować można sobie w Strasburgu, pisać rezolucje i powoływać się na najwyższe trybunały, ale kiedy wjeżdżasz na Podhale, unijne paragrafy znaczą mniej niż zeszłoroczny śnieg. Tutaj zasady dyktuje nie Bruksela, lecz tradycja, twarda baba i ciupaga. I jeśli tego nie uszanujesz, zamiast europejskiej transkrypcji dostaniesz co najwyżej szybki kurs ucieczki w stronę Nowego Targu, który notabene pod tym względem wcale nie różni się od Zakopanego.

***

W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.
Reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
komentarze
dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd. Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).

reklama
reklama
Co, gdzie, kiedy
Nie przegap!
19
07.2026
Nie przegap!
14
08.2026
Nie przegap!
16
07.2026
reklama
Pod naszym patronatem
Zobacz wersję mobilną podhale24.pl
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Aplikacja mobilna
Obserwuj nas
13
Poniedziałek
Imieniny:Małgorzaty, Ernesta
Kliknij po więcej