Był donos i poprawa - niesmak pozostał
Już w pierwszej edycji w 2024 roku powodzenie imprezy zaskoczyło samych organizatorów. Ktoś doniósł, że liczba kibiców znacznie przekracza tysiąc, więc jest to impreza masowa i jako taka powinna mieć odpowiednie zabezpieczenia.
Na miejsce przybyli policjanci. Po rozmowie z organizatorami znaleźli kompromisowe wyjście. Na miejsce przyjechała obowiązkowa w takim przypadku karetka, wóz strażacki i dodatkowi ochroniarze. Z programu wypadła za to zaplanowana na zakończenie dyskoteka.
Rok po wydarzeniu, przed kolejną edycją imprezy radny Maciej Tokarz przedstawiał wręcz katastroficzny obraz wydarzenia.
"Na imprezie ścigały się bardzo szybkie - zmodyfikowane technicznie traktory, dochodziło do bardzo niebezpiecznych sytuacji, istniało realne zagrożenie wypadkiem z udziałem publiczności lub zapaleniem się eksploatowanych w sposób ekstremalny maszyn rolniczych" - pisał radny w oficjalnej interpelacji do burmistrza miasta.
Kto był, ten widział, że owe "ekstremalne" maszyny to najczęściej typowe "ciapki" czyli stare ursusy odpięte wprost od pługa, zetory czy inne maszyny spotykane w podhalańskich zagrodach. Była też kategoria ciągników większych, ale i ona obejmowała typowe traktory użytkowane w polu. Jedyna kategoria "modyfikowana" to stare SAM-y czyli ciągniki własnej roboty. Ale te powstawały nie tyle z myślą o ściganiu, co raczej pomocy w kidaniu gnoju po polu.
Czynione są starania...
Mimo to, ubiegłoroczna Traktoriada odbyła się zgodnie z planami 13 września. Tym razem organizatorzy dopełnili formalności, zgłosili imprezę masową, a z Krakowa przywiezione zostały ciężkie bariery zabezpieczające. Nikt nie dopatrzył się uchybień, a impreza okazała się doskonałą z rozrywką nie tylko dla nowotarżan.
W tym roku jednak w Nowym Targu Traktoriady nie będzie - to już pewne. Jak usłyszeliśmy w urzędzie - organizacja obchodów jubileuszu 680-lecia Nowego Targu okazała się na tyle kosztowna, że zabrakło środków na Traktoriadę. Za to są "czynione starania", by impreza wróciła w przyszłym roku.
A jak nie tam, to gdzie?
Marcin Obałek jednak wciąż liczy, że jeszcze się uda znaleźć jakieś inne miejsce na Podhalu.
- Frekwencję imprezy mamy zapewnioną, traktorzyści też są umówieni. To jest na tyle już rozkręcone, że najgorzej byłoby to przerwać. Jesteśmy przygotowani, by imprezę zrobić w dowolnym miejscu - przyznaje podróżnik.
Józef Figura





























