Miasto wydało komunikat w sprawie zawirowań wokół spółki hokejowej: "Gramy w otwarte karty"
Klub tłumaczy decyzje w sprawie wyboru trenera dla I drużyny hokejowej
Oto przysłany nam dziś list od Czytelniczki, która zastrzegła do naszej wiadomości swoje nazwisko:
Hokej na koszt podatnika, czyli jak stworzyć spółkę, zanim pojawi się plan
W Nowym Targu od lat słyszymy, że hokej jest dobrem wspólnym, symbolem miasta i elementem naszej tożsamości. Trudno się z tym nie zgodzić. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy zamiast rzetelnego planu naprawczego pojawia się przekonanie, że wystarczy powołać nową spółkę, a wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tak właśnie wygląda pomysł utworzenia spółki Podhale sp. z o.o. Ma ona - według zapowiedzi władz - uratować ekstraklasowy hokej. Brzmi pięknie. Tylko że piękne hasła nie płacą rachunków.
Utrzymanie drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej to nie jest zabawa w amatorski sport. To ogromne, regularne wydatki. Wynagrodzenia zawodników. Kontrakty trenerów i całego sztabu szkoleniowego oraz medycznego. Zakup sprzętu hokejowego, który kosztuje fortunę. Organizacja meczów. Transport na wyjazdy przez całą Polskę. Noclegi. Wyżywienie. Opłaty ligowe. Ubezpieczenia. Marketing. Szkolenie młodzieży. Każdy miesiąc oznacza kolejne setki tysięcy złotych potrzebnych do funkcjonowania klubu. Rocznie na drużynę uplasowaną w dolnej części tabeli potrzeba ok. 3-4 mln zł.
Najpierw więc powinno paść podstawowe pytanie: z czego to wszystko będzie finansowane?
Na razie odpowiedzi brak.
Nie ma strategicznego sponsora, który gwarantowałby stabilne finansowanie. Nie wiadomo, skąd będą pochodziły pieniądze na bieżące funkcjonowanie. Nie ma pewności dotyczącej licencji na grę w ekstraklasie. Nie przedstawiono biznesplanu pokazującego, kiedy i w jaki sposób spółka miałaby osiągnąć finansową stabilność.
Jest natomiast przekonanie, że skoro powstanie miejska spółka, to jakoś to będzie.
W samorządzie słowo "jakoś" bywa jednak najdroższym słowem.
Historia zna wiele przypadków spółek tworzonych w atmosferze wielkiego entuzjazmu, które po kilku miesiącach okazywały się studnią bez dna. Każdy kolejny problem kończył się tym samym rozwiązaniem ? dokładaniem pieniędzy z budżetu.
A budżet miasta nie jest workiem bez dna.
To są pieniądze mieszkańców. Pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na drogi, chodniki, szkoły, przedszkola, inwestycje sportowe dla dzieci czy poprawę jakości życia wszystkich nowotarżan. Tymczasem istnieje realne ryzyko, że znacząca część środków będzie musiała zostać skierowana na bieżące utrzymanie zawodowej drużyny.
Nie dlatego, że hokej na siebie zarabia.
Dlatego, że nie będzie miał kto za niego zapłacić.
Najbardziej niepokoi kolejność działań. Najpierw powołuje się spółkę. Dopiero później szuka się pieniędzy. Jeszcze później sponsorów. Na końcu zastanawia się nad licencją. To trochę tak, jakby ktoś kupił autobus, zatrudnił kierowców i dopiero wtedy zaczął się zastanawiać, czy ma paliwo.
Tak nie prowadzi się odpowiedzialnej polityki finansowej.
Miasto nie powinno pełnić roli sponsora ostatniej szansy dla zawodowego sportu. Samorząd ma przede wszystkim tworzyć warunki do rozwoju sportu dzieci i młodzieży, budować infrastrukturę oraz wspierać aktywność mieszkańców. Finansowanie profesjonalnej drużyny może być elementem tej polityki, ale tylko wtedy, gdy istnieją stabilni partnerzy biznesowi, przejrzysty model finansowania i jasno określone limity odpowiedzialności miasta.
Dzisiaj zamiast konkretów słyszymy głównie deklaracje.
A deklaracjami nie opłaci się kontraktów zawodników. Deklaracjami nie kupi się sprzętu. Deklaracjami nie zapłaci się za autokary, hotele i wyjazdy. Deklaracjami nie uzyska się licencji.
Ostatecznie rachunek zawsze trafia do tego, kto jeszcze ma pieniądze.
W tym przypadku może nim zostać podatnik.
I właśnie dlatego mieszkańcy mają prawo pytać nie tylko o to, czy hokej przetrwa, ale przede wszystkim ? ile będzie ich kosztowało ratowanie go przez miejską spółkę oraz gdzie kończy się rozsądne wspieranie sportu, a zaczyna finansowanie przedsięwzięcia, którego ekonomiczne podstawy wciąż pozostają niewiadomą.
Czytelniczka
W Nowym Targu od lat słyszymy, że hokej jest dobrem wspólnym, symbolem miasta i elementem naszej tożsamości. Trudno się z tym nie zgodzić. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy zamiast rzetelnego planu naprawczego pojawia się przekonanie, że wystarczy powołać nową spółkę, a wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tak właśnie wygląda pomysł utworzenia spółki Podhale sp. z o.o. Ma ona - według zapowiedzi władz - uratować ekstraklasowy hokej. Brzmi pięknie. Tylko że piękne hasła nie płacą rachunków.
Utrzymanie drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej to nie jest zabawa w amatorski sport. To ogromne, regularne wydatki. Wynagrodzenia zawodników. Kontrakty trenerów i całego sztabu szkoleniowego oraz medycznego. Zakup sprzętu hokejowego, który kosztuje fortunę. Organizacja meczów. Transport na wyjazdy przez całą Polskę. Noclegi. Wyżywienie. Opłaty ligowe. Ubezpieczenia. Marketing. Szkolenie młodzieży. Każdy miesiąc oznacza kolejne setki tysięcy złotych potrzebnych do funkcjonowania klubu. Rocznie na drużynę uplasowaną w dolnej części tabeli potrzeba ok. 3-4 mln zł.
Najpierw więc powinno paść podstawowe pytanie: z czego to wszystko będzie finansowane?
Na razie odpowiedzi brak.
Nie ma strategicznego sponsora, który gwarantowałby stabilne finansowanie. Nie wiadomo, skąd będą pochodziły pieniądze na bieżące funkcjonowanie. Nie ma pewności dotyczącej licencji na grę w ekstraklasie. Nie przedstawiono biznesplanu pokazującego, kiedy i w jaki sposób spółka miałaby osiągnąć finansową stabilność.
Jest natomiast przekonanie, że skoro powstanie miejska spółka, to jakoś to będzie.
W samorządzie słowo "jakoś" bywa jednak najdroższym słowem.
Historia zna wiele przypadków spółek tworzonych w atmosferze wielkiego entuzjazmu, które po kilku miesiącach okazywały się studnią bez dna. Każdy kolejny problem kończył się tym samym rozwiązaniem ? dokładaniem pieniędzy z budżetu.
A budżet miasta nie jest workiem bez dna.
To są pieniądze mieszkańców. Pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na drogi, chodniki, szkoły, przedszkola, inwestycje sportowe dla dzieci czy poprawę jakości życia wszystkich nowotarżan. Tymczasem istnieje realne ryzyko, że znacząca część środków będzie musiała zostać skierowana na bieżące utrzymanie zawodowej drużyny.
Nie dlatego, że hokej na siebie zarabia.
Dlatego, że nie będzie miał kto za niego zapłacić.
Najbardziej niepokoi kolejność działań. Najpierw powołuje się spółkę. Dopiero później szuka się pieniędzy. Jeszcze później sponsorów. Na końcu zastanawia się nad licencją. To trochę tak, jakby ktoś kupił autobus, zatrudnił kierowców i dopiero wtedy zaczął się zastanawiać, czy ma paliwo.
Tak nie prowadzi się odpowiedzialnej polityki finansowej.
Miasto nie powinno pełnić roli sponsora ostatniej szansy dla zawodowego sportu. Samorząd ma przede wszystkim tworzyć warunki do rozwoju sportu dzieci i młodzieży, budować infrastrukturę oraz wspierać aktywność mieszkańców. Finansowanie profesjonalnej drużyny może być elementem tej polityki, ale tylko wtedy, gdy istnieją stabilni partnerzy biznesowi, przejrzysty model finansowania i jasno określone limity odpowiedzialności miasta.
Dzisiaj zamiast konkretów słyszymy głównie deklaracje.
A deklaracjami nie opłaci się kontraktów zawodników. Deklaracjami nie kupi się sprzętu. Deklaracjami nie zapłaci się za autokary, hotele i wyjazdy. Deklaracjami nie uzyska się licencji.
Ostatecznie rachunek zawsze trafia do tego, kto jeszcze ma pieniądze.
W tym przypadku może nim zostać podatnik.
I właśnie dlatego mieszkańcy mają prawo pytać nie tylko o to, czy hokej przetrwa, ale przede wszystkim ? ile będzie ich kosztowało ratowanie go przez miejską spółkę oraz gdzie kończy się rozsądne wspieranie sportu, a zaczyna finansowanie przedsięwzięcia, którego ekonomiczne podstawy wciąż pozostają niewiadomą.
Czytelniczka
s/




























1. Gdyby sponsoring był opłacalny w Podhale to Wojas, Blachotrapez czy podobni przedsiębiorcy dla których te 5 mln nie jest wydarzeniem zainwestowaliby. Skoro nie wchodzą to już lampka powinna się zapalić. Dlaczego? Bo to studnia bez dna, sport w TV egzotyczny i tak na prawdę nie znany a bardzo kosztowny.
2. Zainteresowanie wśród dzieci znikome. Niektóre roczniki ledwie składy na mecze mają. Selekcja jest niemożliwa bo grają w to głównie dzieci byłych hokeistów lub pasjonatów.
3. Dyscyplina do trenowania ciężka i bardzo droga. Biorąc pod uwagę zainteresowanie i tryb życia dzieciaków które raczej stronią od ruchu a jak już to idą w piłkę, hulajnogi i pumptracki nie spodziewał bym się nagłego zainteresowania hokejem tylko dlatego że powstała jakąś tam spółka.
4. Przygotowanie solidnych naborów, przeprowadzenie corocznych selekcji, stworzenie SMSu, zatrudnienie trenerów, kontraktowanie zawodników, pozyskiwanie na to wszystko środków zewnętrznych, utworzenie nowych struktur pionowych i poziomych to robota na całe dekady która jeżeli ma się opierać na pakowaniu pieniędzy podatnika jest raczej ryzykowna.
5. Odwoływanie się do tradycji w obecnych czasach to trochę jak zmuszanie do noszenia kożuchów w epoce Goretexu albo do noszenia kierpcy. Czasy się zmieniają.
Włodarzy w gospodarowaniu pieniędzmi publicznymi prosimy o ostrożność.