Czy to celowa dewastacja, czy przypadkowe zapalenie suchych kwiatów od znicza - bada też policja, która otrzymała takie zgłoszenie.
Są zarzuty, nie ma zatrzymania
Przypomnijmy, że dwa tygodnie temu prokuratura postawiła zarzuty mężczyźnie podejrzanemu o pobicie 25-letniego wówczas Pawła Ziętkowicza, druha OSP z Białego Dunajca. Choć od tragicznych wydarzeń w tamtejszej remizie minęły niemal dwa lata, śledczy dopiero teraz zdecydowali o pociągnięciu do odpowiedzialności Władysława M. Pozostali świadkowie zdarzenia, którzy jedynie przyglądali się zajściu, nie usłyszeli żadnych zarzutów.
Władysław M. usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego, a drugi - spowodowania u niego średnich obrażeń ciała.
Podejrzany nie przyznaje się do winy. Mimo poważnych zarzutów, prokurator nie zdecydował się na wniosek o areszt, lecz zastosował jedynie dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju oraz 10 tys. zł poręczenia majątkowego.
Bójka przed procesją
Przypomnijmy. Do tego tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu. Druhowie mieli tam omówić przygotowania do zbliżającego się odpustu parafialnego oraz ustalić, kto będzie niósł sztandar w procesji. Paweł Ziętkowicz nie brał udziału w spotkaniu od początku, dotarł tam dopiero później, dowożąc na prośbę kolegów jedzenie.
Podczas spotkania miało dojść do awantury między nim a starszym strażakiem, która przerodziła się w bójkę zarejestrowaną przez kamery monitoringu.
Około godziny drugiej w nocy pobity 25-latek został przyprowadzony przed swój dom przez samego sprawcę. Paweł, zakrwawiony, ale wciąż przytomny, powiedział matce, że został pobity. Potem stwierdził, że zostawił w remizie kluczyki i telefon, postanowił po nie wrócić.
Walka o życie
Zaniepokojone matka i siostra ruszyły za nim. Znalazły go leżącego na ziemi, opartego o żywopłot niedaleko remizy. Z relacji matki wynikało, że jej syn miał wówczas zmasakrowaną głowę, był sam i nikt z obecnych w remizie nie udzielił mu pomocy ani nie wezwał pogotowia. Służby ratunkowe wezwała dopiero matka poszkodowanego.
Paweł Ziętkowicz trafił na oddział neurochirurgii szpitala w Nowym Targu. Po kilkunastu dniach walki o życie, 11 sierpnia 2024 roku, młody strażak zmarł. Śledztwo przez blisko dwa lata prowadziła zakopiańska prokuratura rejonowa, nie podejmując w tym czasie decyzji o zatrzymaniach ani przedstawieniu zarzutów.
fi/




























