Nie tylko aktor. Jan Kardasiński o castingach, islandzkich lodowcach i byciu internetowym "Messim z Podhala" (wideo) - podhale24.pl
Nowy Targ
Rain
9°C
Clouds
10°C
Rain
10°C
Rain
11°C
Rain
10°C
Rain
8°C
Jakość powietrza
Nowy Targ
Zakopane
Rabka-Zdrój
Nowy Targ
Bardzo dobra
PM 10: 0 | 0 %
Zakopane
Bardzo dobra
PM 10: 0 | 0 %
Rabka-Zdrój
Bardzo dobra
PM 10: 0 | 0 %
Kartka z kalendarza
13.08.2026, 14:12 | czytano: 5683

Nie tylko aktor. Jan Kardasiński o castingach, islandzkich lodowcach i byciu internetowym "Messim z Podhala" (wideo)

Aktor, góral, twórca cyfrowy i przewodnik po lodowcach w Islandii - Jan Kardasiński z Kościeliska nie daje się zamknąć w jednej roli. W mediach społecznościowych próbuje rozmawiać z chatbotem AI gwarą podhalańską, a w czasie Mundialu zasłynął jako "Messi z Podhala". O aktorstwie, życiu między Podhalem a Islandią, kulisach tworzenia internetowych treści i tym, co potrafi zaskoczyć nawet sztuczną inteligencję, opowiada Izabeli Pudzisz.

Istotną sekcją Pana działalności zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w świecie wirtualnym, jest aktorstwo. Jest Pan absolwentem Państwowej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Skąd pomysł na taką ścieżkę zawodową?


- Skończyłem Szkołę Teatralną w Krakowie, Filię we Wrocławiu. Studiowałem aktorstwo dramatyczne. Ten pomysł zrodził się w moim kochanym, zakopiańskim liceum w klasie maturalnej. Zawsze myślałem, żeby iść w kierunku fotografii, filmu, czyli z drugiej strony kamery. W ostatniej klasie poszedłem na Ogólnopolski Konkurs Recytatorski, tam udało mi się dostać do finału, więc pojawił się pomysł, aby pójść w tym kierunku zawodowo. I się zaczęło. Kształciłem się przez rok w Krakowie, gdzie studiowałem geoturystykę, a potem przeniosłem się do Wrocławia na aktorstwo.

Pochodzi Pan z Kościeliska. Na ile podhalańskie korzenie pomagają, a na ile bywają "przeszkodą" w świecie zarówno kina, jak i telewizji?


- Myślę, że pomagają. Co tu ukrywać, nie ma wielu górali aktorów, jest ich kilku. Zazwyczaj widzimy się na castingach. Jesteśmy dużą pomocą, gdy kręci się coś, co wymaga znajomości dialektu podhalańskiego. Zawód aktora nie jest taki prosty. Niełatwo jest wygrać casting. Natomiast minusem tych korzeni jest to, że można się w pewnym momencie zaszufladkować i grać przykładowo tylko górali albo ludzi z akcentem, bo z tym reżyserzy mogą nas kojarzyć. Nie mam też takiego mocnego akcentu, bo mama jest z Karpieli, a tata z zewnątrz, więc zawsze znałem rozróżnienie, kiedy gadać po pańsku, a kiedy po góralsku.

Gwara podhalańska dla osób z zewnątrz nie jest łatwa do przyswojenia. Mogliśmy Pana zobaczyć w takich produkcjach filmowych, które na Podhalu były szczególnie znane. Zagrał Pan w "Białej Odwadze" i w "Poskromieniu Złośnicy". Jak wspomina Pan pracę na planach filmowych?


- Miałem większą rolę w "Poskromieniu Złośnicy", a w "Białej Odwadze" była malutka rola, więc to było bardziej odwiedzenie planu niż wcielenie się w wielką rolę. Na planie "Poskromienia Złośnicy" było ciekawie. Po premierze była to popularna w Polsce i na świecie produkcja, bo byliśmy w TOP 10 najpopularniejszych filmów nieanglojęzycznych na Netflixie. Znajomi z zagranicy - z RPA i z USA pisali do mnie, że mnie widzieli, to było ciekawe przeżycie.

A jaka była atmosfera na planie?


- "Poskromienie Złośnicy" to komedia, więc było wesoło, wszyscy aktorzy zgrali się ze sobą i wymienialiśmy się jakimiś pomysłami. Dlatego tym bardziej się ucieszyłem, jak się okazało, że byłem zaproszony na drugą część. Miło było zobaczyć się z aktorami i ekipą filmową jeszcze raz. Dla mnie była to też okazja do zobaczenia i podglądnięcia, jak pracują aktorzy znani z większych filmów.

- W "Białej Odwadze" grałem bardzo malutki epizodzik, niewiele dla historii znaczący. Mogłem obserwować moich kolegów i koleżanki jak grają. Ciekawie porównuje się te dwa plany. W komedii było trochę luźniej, gdzie aktorzy emanują inną energią, a w "Białej Odwadze" było już o wiele większe skupienie nad trudnymi scenami.

A jak to się stało, że właśnie między planami filmowymi trafił Pan na Islandię i został przewodnikiem po lodowcach?


- W liceum poznałem mojego przyjaciela Maksa, który po latach stał się przewodnikiem po lodowcach i wyjechał na Islandię, gdzie od lat mnie zapraszał. Pewnego razu zdałem sobie sprawę, że mówię co roku, że kiedyś wpadnę i pewnie nigdy tego nie zrobię, więc muszę to zrobić, żeby później nie żałować. Wyobraziłem sobie siebie, jako takiego dziadka, który siedzi w bujanym fotelu i mówi wnukom, że kiedyś mógł jechać na Islandię, a tego nie zrobił. Uznałem, że trzeba to zrobić. Maks się ucieszył i zdziwił, że udało mu się mnie przekonać.
Było trochę strachu zawodowego, że później wypadnę z obrotu. Na szczęście się tak, mam nadzieję, nie stało. No i zacząłem kurs na przewodnika lodowcowego.

- Podróżowaliśmy od liceum, wspinaliśmy się, więc ta znajomość gór już się wtedy rozwijała, a z takim doświadczeniem bardzo chętnie przyjmowali do tej pracy. Jeszcze jak dowiedzieli się, że jestem aktorem, to te dwie profesje pasowały im idealnie. Ważne było przedstawienie czegoś turystom i jednocześnie zapewnienie im bezpieczeństwa, a obok tego moja pasja do geologii. Dzięki tym trzem zainteresowaniom mogłem rozwinąć skrzydła na Islandii, jako przewodnik po lodowcach, co było bardzo ciekawym doświadczeniem.

Jak wygląda proces zdobywania uprawnień na przewodnika po lodowcach?


- Kiedyś to było o wiele mniej restrykcyjne. Po prostu zdawało się kurs wewnętrzny i stawało się przewodnikiem po lodowcach na Islandii. Teraz się to już bardziej zaostrza, więc zaczęto stawiać na oficjalne kursy, jak Jökla.

- Teraz, żeby być przewodnikiem, przynajmniej w naszej firmie, trzeba ukończyć kurs Jökla I i zaawansowany kurs pierwszej pomocy. Jeśli chce się zostać na zimę, to trzeba ukończyć Jökla II i jeszcze kurs jaskiń lodowych. Jest to łącznie około miesiąca prób, około miesiąca treningu i trening wewnętrzny, po czym się już zostaje przewodnikiem.

Dlaczego wybrał się Pan akurat na Islandię?


- Islandia to piękny kraj, każdemu polecam zobaczyć lodowiec, bo można zobaczyć jego oryginalny, niebieski kolor. U nas w Tatrach widzimy działalność lodowców, różne moreny czołowe i doliny, które ukształtowały się po lodowcu. W Islandii można zobaczyć, jak ten lodowiec działa, jak taki buldożer, który spycha materiał i formuje teren

Ten zawód to profesja wysokiego ryzyka, więc co było dla Pana największym wyzwaniem w czasie pracy jako właśnie przewodnik po lodowcach?


- Muszę przyznać, że w wspinaczce czuję się bardzo swobodnie. Dla mnie największym wyzwaniem był język. Bałem się, że ktoś mnie nie zrozumie, bo nie byłem pewien na tyle jeszcze swojego języka, więc obawiałem się rozmów z native speakerami, ale też z ludźmi, którzy kompletnie nie rozmawiają po angielsku. Zanim wyjdziemy na lodowiec, musimy bardzo dużo rzeczy im powiedzieć, jakie są zasady bezpieczeństwa, jak należy chodzić, gdzie nie należy skręcać, i że muszą dokładnie podążać naszą ścieżką, bo po bokach mogą być dziury stumetrowe. Takie nieporozumienie językowe z klientami było dla mnie największym wyzwaniem, bo wtedy łatwo o błąd, jeżeli ktoś coś źle zrozumie.

A często pojawiały się właśnie takie sytuacje, że ktoś na przykład nie znał totalnie angielskiego albo islandzkiego?


- Tak, głównie nasi klienci z Azji. Dla nich często był jeden przewodnik znający język angielski. Podróżował z nimi i był kontekstem między grupą. Już po pierwszym miesiącu pracy było nieco łatwiej, bo wiedzieliśmy, gdzie ich nie zabierać i dostosowywaliśmy wycieczkę pod danego klienta. Przydawały się aktorskie umiejętności - pantomima i umiejętność zabawnego opowiedzenia, żeby goście czuli się swobodnie.

Aktorstwo bez wątpienia wykorzystuje Pan też w przestrzeni mediów społecznościowych, gdzie możemy śledzić tak naprawdę kilka różnych formatów. Dlaczego dziś media społecznościowe są w zasadzie nieodłącznym elementem pracy aktora?


- W tym roku postanowiłem być bardziej aktywnym w mediach społecznościowych. Wcześniej uważałem, że chodzenie na castingi, poznawanie środowiska filmowego jest o wiele ważniejsze. Po powrocie z Islandii postanowiłem, że spróbuję czegoś nowego. Obserwując moich znajomych czy innych aktorów, zauważyłem, że jest w tym jakaś siła, bo ma się widza na wyciągnięcie ręki. Jeżeli potraktujemy użytkownika mediów społecznościowych, jako widza, to można to ciekawie wykorzystać. Prowadzę kilka różnych serii. Bierze się to stąd, że sobie testuję. Patrzę, która seria działa, która nie działa. Szukam różnych form. Wiem, że niektórzy aktorzy nie są zwolennikami mediów społecznościowych. Wolą pokazać swoje umiejętności na ekranie - w filmie lub w serialu. Media społecznościowe nie są jedyną drogą, ale są dostępną drogą, więc postanowiłem spróbować.

Sporą popularność w mediach zyskała seria "Gdyby Messi był z Podhala". Dlaczego zdecydował się Pan na taki kontent?


- To był spontaniczny pomysł. Byłem na Podhalu przy okazji prowadzania Dni Gminy Kościelisko. Czekałem w aucie na moją mamę, która akurat wracała z wakacji. Czekając na moją mamę, poszedłem na Gubałówkę i uznałem, że nagram "Gdyby Messi był z Podhala". Zresztą często słyszałem, że jestem do niego podobny, choć sam tego podobieństwa nie widzę. W szkole teatralnej prowadzący mówił, że jestem podobny do Messiego. Na jakimś planie zdjęciowym też ktoś mówił na mnie Messi. Pomyślałem, że zobaczę, jak to będzie działać. Zrobiłem to dla rozrywki.



Planuje Pan rozszerzyć tę serię o kolejne postacie ze świata sportu, popkultury?


- Myślę, że spróbuję, ale teraz mam za dużo innych zajęć. Okazuję się, że media społecznościowe nie są takie proste. Czasem nad filmikiem bardziej ambitnym spędzam kilka dni, innym razem pomysły wpadają w pięć minut. Muszę mieć na to czas. Teraz jestem we Włoszech, robimy międzynarodowy spektakl. Potem wracam pod Warszawę, czekają mnie też castingi. Media społecznościowe są absorbujące, więc być może je rozwinę, natomiast czas będzie głównym przeciwnikiem.

Równie dużą popularność zyskała seria "Gwara podhalańska vs AI". Możemy w niej usłyszeć, jak sztuczna inteligencja błędnie interpretuje wyrazy gwarowe. Czy od początku przewidywał Pan, że odpowiedzi sztucznej inteligencji nie będą prawidłowe?


- Na początku było to dla zabawy, a potem uznałem, że spróbuję to zarejestrować. To było ciekawe, bo sztuczna inteligencja potrafi w niemal każdym języku coś powiedzieć, a nasza gwara nie jest językiem, jaki spotkamy w translatorach. AI nie rozumie naszej gwary.
Pokazuje to, że sztuczna inteligencja też nie wszystko potrafi.

Najczęściej te odpowiedzi nie były trafne. Które odpowiedzi najbardziej Pana zirytowały lub rozbawiły? Bo przecież, gdy chce się obrazić górala, to się mu "babro gwarę", a AI to robi...


- Świadomie zacząłem się tym bawić, więc nie poprawiałem sztucznej inteligencji. Jeśli ktoś zna tę serię, to wie, że zazwyczaj przerywam w momencie, kiedy ona już się myli i nie tłumaczę jej, jak powinno być dobrze. Spotkałem się z komentarzami, żeby nie tłumaczyć sztucznej inteligencji znaczenia gwarowych słów. Chodzi o to, aby próbować porozumieć się z nią gwarą, ale finalnie nie zdradzać naszych tajemnic. Najbardziej mnie rozbawiło, że kłóciliśmy się o "cłeka". Ja mówiłem "cłeku", a ona powtarzała "człeku". To był jedyny przypadek, kiedy ją poprawiałem.

Jakie ma Pan plany zawodowe na najbliższe lata? Czy jest już jakaś kolejna rola, kolejny projekt, w którym Pan wystąpi bądź chciałby Pan wystąpić?


- Tak, stąd moja decyzja o powrocie z Islandii. Chcę iść w stu procentach w kierunku aktorstwa, dlatego moje media społecznościowe są bardziej aktywne. Obecnie jestem w kilku castingach. Rynek jest dosyć ciasny, jest wielu aktorów i dużo się kręci rzeczy. Jest kilka marzeń, które się nie udały, na przykład zagranie w "1670", czy na przykład w "Lalce", uwielbiam tę książkę. Więc są rzeczy, które się nie udały. Obecnie jestem we Włoszech, pracujemy nad międzynarodowym spektaklem. Regularnie chodzę na castingi, jestem więc dobrej myśli i jestem w pełni zmotywowany.

Rozmawiała Izabela Pudzisz
Reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
komentarze
0
Basia16:19, 14 sierpnia 2026
Lubię go posłuchać, pozytywny chłopak z niego. Pozdrawiam i niech się ludzmi nie przejmuje, nie pomogą, ale zaszkodzić mogą.
Reklama
3
G?rol z Podhala11:58, 14 sierpnia 2026
Kolego,gwarom to Ty nie umiys godać,co słychać na tym filmiku
dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd. Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).

reklama
reklama
Co, gdzie, kiedy
Nie przegap!
15
10.2026
Nie przegap!
11
10.2026
reklama
Pod naszym patronatem
Zobacz wersję mobilną podhale24.pl
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Aplikacja mobilna
Obserwuj nas
11
Niedziela
Imieniny:Aldony, Emila
Kliknij po więcej