W środę 19 sierpnia w Starostwie Powiatowym w Zakopanem odbyło się spotkanie poświęcone przyszłości transportu na drodze do Morskiego Oka. Przy jednym stole mieli usiąść samorządowcy, dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego, policja oraz przedstawiciele organizacji pro-zwierzęcych, na czele z Dolnośląskim Inspektoratem Ochrony Zwierząt (DIOZ). Spotkanie, które spóźnieni aktywiści rozpoczęli od wytłumaczenia, że musieli fotografować podhalańskie psy na łańcuchach na niemal każdej posesji, prawie natychmiast przekształciło się w karczemną awanturę. W stronę starosty tatrzańskiego Andrzeja Skupnia i przedstawicieli TPN posypały się obelgi.
- Jest pan kłamcą i oszustem! Bezczelnym, który okłamuje całą Polskę razem z dyrektorem. Wy nie macie wstydu! - grzmiał Konrad Kuźmiński z DIOZ. Wtórowała mu Krystyna Pietruszka z tej samej organizacji: - Tradycja to są jajka w koszyku i bombki na choince, a nie dręczenie koni, które padają i idą do rzeźni! Pan przede wszystkim do dymisji! Konie jeździć tam nie będą i innego stanowiska nie ma. My już nie negocjujemy z nikim.
Rzucane przez aktywistów oskarżenia o masowym padaniu zwierząt na trasie natychmiast zdementował starosta Andrzej Skupień, przypominając, że w całej wieloletniej historii transportu udokumentowano zaledwie trzy przypadki zasłabnięć czy incydentów zdrowotnych koni, co przy tysiącach kursów jest odsetkiem promilowym, a same zwierzęta są poddawane bardzo szczegółowym, regularnym badaniom weterynaryjnym przez niezależnych ekspertów. Co więcej jeden przypadek padnięcia konia był po spłoszeniu go przez śmigłowiec, a w drugim przypadku okazało się, że koń miał wrodzoną wadę serca. Władze TPN i powiatu podkreślają ponadto, że cały czas realizują postanowienia podpisanej ugody - od 1 września wchodzi w życie regulamin skracający trasę (konie dojadą jedynie do Wodogrzmotów Mickiewicza), wykluczając najbardziej stromą część podjazdu.
W toku burzliwych wymian zdań wyszło jednak na jaw, że pod hasłami walki o dobrostan zwierząt kryje się twarda gra o pieniądze. Działacze DIOZ oświadczyli, że sami chcą zostać oficjalnym przewoźnikiem na trasie do Morskiego Oka. Planują uzyskać licencję i wprowadzić elektryczne fasiągi. Na spotkanie przyprowadzili ze sobą komercyjnego producenta takich pojazdów, który wprost wyłożył zasady współpracy.
- Nasz model biznesowy jest taki, że nie chcemy tego pojazdu nikomu sprzedawać. Chcemy go dać za darmo, a w zamian brać procentowy udział z tego, co zostanie wypracowane. Mówimy o skali typu 5, 10, 15 procent i więcej - ujawnił przedsiębiorca.
Aktywiści twierdzili przy tym, że zakopiańscy fiakrzy sami marzą o elektrycznych wozach, ale blokuje ich administracyjna decyzja starosty. Tyle tylko, że teza ta nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości - żaden z lokalnych furmanów nie złożył dotąd wniosku o chęć zastąpienia koni elektrykiem, co sugeruje, że rzekome marzenia fiakrów to jedynie wymysł działaczy pro-zwierzęcych, jak te o ciągle padających na drodze koniach.
Równie zadziwiający sposób aktywiści chcą rozwiązać los koni, które przestałyby kursować na trasie. Zaproponowali, by Tatrzański Park Narodowy odkupił wszystkie zwierzęta za pieniądze podatników i zapewnił im dożywotni wypas na tatrzańskich polanach. Pomysł ten oznaczałby obciążenie budżetu państwa oraz próby sztucznego wprowadzania koni jako dziko żyjącego gatunku na obszary chronione. Działacze DIOZ nie chcieli jednak rozmawiać o szczegółach. Gdy pod koniec konferencji prasowej dziennikarze próbowali dopytać o konkretne dowody na rzekome katowanie zwierząt, brak wydawania paragonów przez fiakrów czy szczegóły finansowe planowanego biznesu transportowego, aktywiści odmówili odpowiedzi i gwałtownie opuścili salę. Zamiast merytorycznej rozmowy wybrali nagrywanie krótkich rolek na media społecznościowe przed budynkiem starostwa rozkładając transparenty.
Atmosfera na Podhalu pozostaje niezwykle napięta. DIOZ zapowiada na sobotę 22 sierpnia całkowitą blokadę drogi do Morskiego Oka. Starosta tatrzański stanowczo sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu.
- Złożyli wniosek o całkowite wstrzymanie ruchu. Na to nie ma naszej zgody. Jesteśmy w szczycie sezonu turystycznego, tą drogą muszą w razie potrzeby dojechać służby ratunkowe, przemieszczają się nią tysiące ludzi. Prawo do protestu istnieje, ale nie może ono zagrażać bezpieczeństwu - podsumowuje Andrzej Skupień.
em/r
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas































