- Wcześniej nie było z nim takich problemów. Koszmar zaczął się w grudniu ubiegłego roku. Wtedy po raz pierwszy zalał mieszkanie, woda skapywała do piwnicy sąsiada. W amoku wyrwał drzwi, powyrywał rury instalacyjne, wyrwał klozet, załatwiał się na podłogę. To był horror. Poza tym klął, zaczepiał ludzi, baliśmy się o swoje życie - relacjonuje Sylwia, mieszkanka klatki.
Sytuacja pogorszyła się na początku czerwca, kiedy to przez pięć godzin woda z fekaliami lała się z mieszkania przez klatkę schodową i do piwnic. W efekcie na stropach piwnic pojawił się grzyb, usunięty na zlecenie Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. Według relacji mieszkańców - grzyb odrósł momentalnie.
- Pięć godzin lała się woda. Wszystko poszło w mieszkania, sąsiadka zadzwoniła do ZGM z pytaniem, co się dzieje, bo jest pełno wody w piwnicy. Wszystkie stropy w piwnicy są nasiąknięte wodą z fekaliami - wyjaśnia Ula, mieszkanka bloku.
Fetor, grzyb i robactwo
Mieszkańcom dokucza nie tylko grzyb w piwnicach, ale też fetor wydobywający się z mieszkania sąsiada. Szczególnie uciążliwe jest to w ciepłe, letnie dni. W połowie czerwca osobiście złożyli pismo do Sanepidu prosząc o pilną interwencję i kontrolę sanitarno-epidemiologiczną mieszkania, klatki i piwnic. To skutek ciągłego zalewania i zatkania kanalizacji. Niestety, dotąd nie doczekali się odpowiedzi.
- Przez pewien czas chodziłam w maseczce, bo był taki smród. W nocy nie mogłam spać, bo miałam wypaloną śluzówkę. Musiałam zażywać leki, bo tak to piekło - tłumaczy Sylwia, sąsiadka z klatki.
Kilka tygodni temu ktoś widział jak uciążliwego sąsiada policja wyprowadza w kajdankach. Od tej pory nie pojawił się w mieszkaniu. Problem jednak pozostał. Zakład Gospodarki Mieszkaniowej zlecił wstawienie drzwi i szyb w miejsce wybitych okien. Zdaniem mieszkańców - bałagan wewnątrz lokalu pozostał, a wraz z nim wydobywający się wciąż uciążliwy fetor. Sąsiedzi boją się, że zalęgnie się tam jakieś robactwo, które może się rozpełznąć po całej klatce.
- Chcemy, aby weszli do domu i go wyczyścili. Byle te kupy stamtąd znikły i grzyb, który jest w piwnicy i u niego w domu, a roznosi się po całej klatce. Ten fetor wdychamy nagminnie od grudnia. Robactwo już się kluje, a zaraz będzie do nas przechodziło wentylacją - prosi Ula.
Sylwia zauważa też, że od czasu czerwcowego zalania klatki w bloku jest więcej much niż kiedyś. Podejrzewa, że problem może być bezpośrednim skutkiem działań sąsiada. Boi się o swoje zdrowie, podobnie jak pozostali mieszkańcy bloku.
- Ludzie chorują. Osobiście walczę z nawracającą grzybicą ucha i zatok. Tamto mieszkanie jest wylęgarnią bakterii i zarodników grzyba. Obawiamy się plagi robactwa, które lada moment przedostanie się wentylacją do naszych mieszkań. Muchy, których jest w tym roku niespotykana ilość, to tylko wierzchołek góry lodowej - relacjonuje Sylwia.
ZGM czeka na sąd
Dziennikarka Podhale24 dwa razy spotkała się z Dorotą Burdyn, prezeską ZGM. Ta nie pozwoliła się cytować ani nagrywać rozmowy. Od początku dawała do zrozumienia, że jest przeciwna publikacji materiału. Przekonywała, że sprawa dotyczy osób prywatnych i media nie powinny w nią ingerować. Początkiem sierpnia powiedziała, by przyjść po 20. sierpnia, bo wtedy sprawa ma się rozjaśnić. Jednak podczas kolejnej wizyty nic się nie zmieniło.
Jak ustaliliśmy, ZGM już skierował do sądu sprawę o eksmisję mężczyzny. Postępowanie w tej sprawie nadal się toczy. Dorota Burdyn, zaznaczyła, że póki spółka nie zyska sądowego pozwolenia na wejście do mieszkania, nie jest w stanie nic więcej zrobić. Zapewniła, że instytucja musi działać zgodnie z prawem i zrobiła wszystko, co mieściło się w jego zakresie - zabezpieczyła lokal, a w prywatnych piwnicach stanęły osuszacze.
Dorota Burdyn, miała do tej pory kilkukrotnie odwiedzić blok. Wysyłała pisma, w których prosiła mężczyznę o uprzątnięcie mieszkania. Tak się nie stało. Teraz, kiedy lokatora nie ma w mieszkaniu, twierdzi, że w bloku nie śmierdzi. Stali lokatorzy są jednak innego zdania. Mieszkańcy chcą, aby mieszkanie sąsiada zostało uprzątnięte.
Asp. szt. Łukasz Burek, rzecznik prasowy nowotarskiej policji potwierdza, że mundurowi wielokrotnie podejmowali interwencje w feralnym mieszkaniu. Nie dotyczyły one jednak zalania piwnic czy warunków mieszkaniowych. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące, jednak rzecznik nie przedstawił powodu zatrzymania.
To nie jest normalne
- Jak się żyje w takich warunkach, to pewne rzeczy dla nas zaczynają się już robić oczywiste, a nie powinny, bo to nie jest normalne. W pewnym momencie już się człowiek uodparnia i gdy opowiadam koleżance, która mieszka w normalnych warunkach o naszej sytuacji, to mówi, że się to w głowie nie mieści - mówi z niedowierzaniem Ula.
ip/



























