Problem istnieje od lat...
Sprawa wyszła na jaw przypadkiem, gdy podczas szkolenia BHP jeden z rodziców zainteresował się tematem.
- Ten gaz jest silnie chorobotwórczy i szkodliwy. A przecież nasze dzieci godzinami przebywają w tej szkole. Dlaczego nikt nic o tym nie wiedział? Dlaczego pani dyrektor o tym nie powiedziała? Dlaczego nikt z tym nic nie robi? Przecież są metody uszczelniania ścian. Ja się po prostu boję o zdrowie dziecka! Przecież to są uczniowie najmłodszych klas - denerwuje się kolejny rodzic.
Teresa Domin przekonuje jednak, że nie ma przekroczeń dopuszczalnych stężeń szkodliwego gazu - przynajmniej w klasach, w których uczą się dzieci. Marcowe pomiary pokazały co prawda podwyższone wartości, ale w pomieszczeniu nieużytkowanym i przez to niewietrzonym.
...i nic się nie dzieje?
Badania są prowadzone od początku działania szkoły - corocznie podczas sezonu grzewczego przez sześć tygodni, zawsze w trakcie funkcjonowania placówki, aby pomiary były miarodajne.
- Mam wykonywać zalecenia BHP-owca oraz sanepidu i tak robię. Gdy obejmowałam stanowisko dyrektora, zalecenia te już obowiązywały, więc zlecamy pomiary co roku. Nie ma obowiązku informowania o tym rodziców, jeśli wyniki są dobre. Co innego, gdyby stężenie mogło zagrażać zdrowiu. Przecież gdy badamy wodę, również nie obwieszczamy za każdym razem wyników. Jak jest źle, to reagujemy - podkreśla Teresa Domin.
Jak przekonuje, jeśli budynek nie ma podpiwniczenia, to niemal w każdym domu w Czarnym Dunajcu występują pewne przekroczenia stężenia radonu.
- Tych badań nie przeprowadza sanepid, tylko instytut z Warszawy. Kilka miesięcy czeka się na wyniki, zwykle przychodzą one w czerwcu wraz z ewentualnymi wytycznymi do realizacji - wyjaśnia dyrektorka.
Jak się okazuje, problem istnieje od początku funkcjonowania budynku.
- To jest gaz, który przenika z ziemi szparami w podłodze czy pęknięciami w ścianach. Sukcesywnie to malujemy, uszczelniamy, gruntujemy podłogi, poprawiamy wentylację tam, gdzie trzeba. I to stężenie spada - wylicza Teresa Domin.
Przenosiny klas
Na pytania po doniesieniach rodziców, że stężenie miało przekraczać nawet 1300 jednostek, dyrektorka odpowiada, że tak wysokich wartości nie było. Jedynie pomiary sięgające niespełna 1000 Bq/m^3 dotyczyły zamkniętej sali, w której lekcje się nie odbywają.
- Będziemy chcieli zdobyć środki, by w tych kilku salach zrobić mechaniczną wentylację i to powinno rozwiązać problem - dodaje.
Jednak po alarmie podniesionym przez część rodziców dyrektorka zdecydowała się na przeniesienie jednej z klas do innej sali, mimo że w dotychczasowe stężenie nie przekraczało 100-150 Bq/m^3. Wkrótce ma przenieść się także druga klasa.
Bezpieczne czy niebezpieczne?
Szkoła w Czarnym Dunajcu liczy 370 uczniów. Problem dotyczy dwóch klas, czyli niespełna 40 dzieci.
Mateusz Jagoda, specjalista ds. BHP, przygotował osobne pismo do rodziców. Wyjaśnia w nim, że w większości pomieszczeń stężenie nie przekracza 300 Bq/m^3. Sama ta wartość jest jedynie "poziomem odniesienia dla średniorocznego stężenia radonu, a nie granicą oddzielającą warunki bezpieczne od niebezpiecznych ani wartością, po której przekroczeniu pojawia się nagłe zagrożenie dla zdrowia".
Czy wyjaśnienia dyrekcji i specjalisty przekonają rodziców - nie wiadomo. Należy mieć nadzieję, że sytuacja wywoła także reakcję ze strony gminy i znajdzie się rozwiązanie, które na stałe rozwieje obawy rodziców oraz nauczycieli.
Józef Figura



























