
Pomysł radnej Agaty Michalskiej o zorganizowaniu nowotarskiej gali sportu spotkał się z dużym zainteresowaniem w mieście i jak zwykle to bywa, z falą komentarzy, na tak i na nie. Ale skoro już gala ma być i są na to pieniądze, pragnę wtrącić swoje trzy grosze.
Zdaniem pomysłodawczyni takie wydarzenie jest istotne dla promocji aktywności fizycznej wśród mieszkańców, podniesienia prestiżu sportu i przyczyni się do budowy pozytywnego wizerunku miasta oraz integracji mieszkańców. Zgadzam się ze wszystkimi powyższymi tezami, jednak szczególną uwagę poświęciłbym tej ostatniej; kiedyś w naszym mieście było to realne; dziś to mission impossible.
Dopóki na stadiony nie wkroczyła przemożna chęć wyniku za wszelką cenę, a na lodowisku, głównej arenie miasta od rana do wieczora obijali bandy przedstawiciele nowotarskich rodzin, czuło się w stolicy Podhala ducha sportu. Ale kiedy domorośli "menago" zaczęli hurtem ubierać w koszulki z szarotką Finów, Szwedów, Białorusinów i bodaj to bodaj Kanadyjczyków, w Nowym Targu skończył się hokej. Reszta naszych rodzimych gladiatorów kończy kariery w śląskich klubach, część nieco bliżej w Krakowie, paru wyjechało za Ocean, gdzie słuch o nich zaginie. W parku miejskim pozostała pustka, gorycz porażki zmieszana ze wstydem, który musi brać na klatę garstka młodych, z trudem usiłujących udźwignąć ciężar tradycji miejscowego hokeja. I nie czarujmy się, nawet przy najlepszych programach naprawczych i nawet dużych pieniędzy, solidnego jak dawniej nowotarskiego hokeja, prędko nie będzie!
Wróćmy zatem do podstaw. Ciekawe, ile osób w mieście wie, jak doszedł do niebotycznych wyników nasz nowotarski motocyklowy super champion, Tadeusz Błażusiak, bo są tu jeszcze tacy, którzy o nim nie słyszeli. To przeważnie te puste łby, zakute w kolorowe kaski, popisujące się jazda na jednym kółku z rykiem silnika na prostej drodze i kręcące manetką gazu pod oknem swej panienki.
"Taddy" mając 11 lat, był już mistrzem Polski na rowerku, aby potem piąć się po kolejnych szczeblach kariery najlepszego motocyklisty świata. Mimo 40 lat na karku utrzymuje niesamowitą formę, wciąż szukając nowych wyzwań. Cena wyrzeczeń jest wysoka, a przez dekady zbierał doświadczenia i blizny, którymi naznaczoną ma całą wspaniałą karierę. Ale aby osiągnąć sukces trzeba mieć mocny organizm, a przede wszystkim psychikę; pod tym względem Błażusiak jest sportowcem kompletnym.
I pod tym kątem dopatrywał bym się kandydatów do miana Talentu Sportowego Roku; mamy takie perełki w mieście. Szymon Kus, zawodnik AMK "Gorce" błyszczy w motocyklowym trialu. Przy absencji "Taddy?ego" w Grand Prix Superenduro, bronił honoru nowotarskich motocykli na wertepach siedmiu aren w kategorii juniorów i jako najlepszy z Polaków wywalczył piąte miejsce na świecie!
Inny kandydat, Hubert Guzik, ma zaledwie 16 lat i na swoim koncie więcej wywalczonych medali i pucharów, niż wiele dorosłych gwiazd strzelectwa. Jego trofeum to złoty medal zdobyty indywidualnie podczas Pucharu Świata Compak Sporting w Grecji. W Pucharze Świata indywidualnie należy do czołówki, w mistrzostwach Polski regularnie sięga po złote medale, jego osiągnięcia i potencjał to już materiał na sążnisty artykuł; pozostawiam to kapitule.
Kogóż zatem wybierać na sportowca minionego roku? Ano, jest taki człowiek, któremu wiatr świszcze za uszami, gdy biegnie przez mury, druty kolczaste, przeszkody wodne, błoto i Bóg wie co jeszcze wymyślą na całym świecie, gdzie już znają Roberta Krzystyniaka, wojownika z Nowego Targu, który zawsze walczy do upadłego.