
Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Higiena & Strój".
Nokaut_ Moje podróże autobusikiem _ Higiena & Strój
/Fantástico Chico Blanco/
Charakterystyczny dla podróżujących autobusikiem jest ich ubiór oraz zapach, reszta zależy już niemal wyłącznie od kwasu deoksyrybonukleinowego odziedziczonego po przodkach no i oczywiście od stwórcy.
Przyznaję, każdy ma prawo do tego, żeby wyglądać jak chce, ale kiedy widzę osobę z wyeksponowanym nadmiarowym i trzęsącym się jak meduza cellulitem, brzuchem wylewającym się tak groteskowo, że nie może dostrzec swoich stóp i co straszne, niewiasty noszące piersi na wysokości pępka, muszę te obrazy na bieżąco wypierać, ponieważ nie chcę doprowadzić do awarii mojego procesora. A propos, moda na nienoszenie staników w zależności od gabarytów biustów może być fajna albo straszna. Rozumiem, na ładne miło się patrzy, nieładnym jest gorzej. W tym miejscu obronię się po raz pierwszy. Nie krytykuję i nie oceniam, jedynie zauważam. Z uczciwości zastanawiam się też, czy te cięższe przypadki nie są wynikiem niedomagań zdrowotnych, wtedy usprawiedliwiam taki stan rzeczy, albo czy są zwyczajnym zaniedbaniem, połączonym z zaburzoną samokrytyką. I w takim przypadku również staram się to jakoś zracjonalizować i usprawiedliwić. Sam przecież w tej kwestii nie jestem święty. I myślę przy tym sobie, że owczy pęd w urzeczywistnianiu pewnych modowych trendów, jest absolutnie zły. A już na pewno nieprzemyślany i mało estetyczny. Pokuszę się tu o kontrowersyjne stwierdzenie, że ubranie, jak sama nazwa sugeruje, służy do ubierania a nie do odsłaniania rażących mankamentów. Już pewnie po tych słowach wyleje się na mnie fala hejtu, mimo to będę kontynuował. Wiem, wiem, trudno to zbalansować, spoglądając na siebie samemu. Nie jest przecież łatwo obiektywnie ocenić samego siebie. Poza tym kryteria oceny zależą od szeregu czynników, w tym również od posiadanej wiedzy, środowiska i środków. Warto jednak przyswoić fakt, że pewne obrazy mogą być dla innych traumatyczne, a przecież komfort ich warto uszanować. Dla usprawiedliwienia mojego, nazwijmy to manifestu, użyję pewnej analogii z palaczami. Nikt przecież nie lubi nam jak ktoś puszcza w twarz dym. Może zatem warto nie błyskać desperackim ekshibicjonizmem modowym, kiedy stwórca nie ofiarował nam dostatecznej urody albo nie jesteśmy w stanie o siebie prawidłowo zadbać, przy tym nie mamy wiedzy, co nam pasuje a co nie. Konieczne jest, żeby na siebie spojrzeć nieco surowiej, zastosować chociażby minimalny gest samokrytyki i potraktować to, jako akt życzliwości wobec siebie.
Kontynuujmy. Wydawało mi się, że powoli wychodzą z mody gołe lędźwie, kolczyki w pękach i nieforemne boczki wylewające się znad paska, jednak w lokalnej modzie wciąż dominują kuse kurteczki i inne części garderoby odsłaniające to i owo. U dziewcząt nie dominują już spodnie rurki z elastanem, jednak nadal jest sporo cekinów, czy trzeba, czy nie, no i luźne poszerzane spodnie z każdego rodzaju materiałów, zmiatające z ziemi kurz, głównie z dżinsu albo dresowej dzianiny. Nadal królują również leginsy, wytwornie obnażające wszystkie niedociągnięcia i błędy natury. I nie ważne czy są zbyt obcisłe, czy szpetnie się marszczą, zawsze wzbudzają litość i są szkaradne. Warto przy tym nadmienić, że rzadko, jednak czasem zdarzają się estetycznie harmonijne i świetnie prezentujące się, chociaż nie zawsze dostosowane do okazji. Chłopcy zaś głównie noszą sportowe bluzy z kapturami i to nie zmienia się od lat a także dżinsy, obcisłe lub bardzo luźne, wszelkiego rodzaju dresy oraz raperskie bejsbolówki. Obie płcie generalnie obute są w trampki, nierzadko dobrych producentów, co się oczywiście chwali lub w chłodniejsze dni w buty joggingowe albo sneakersy, nawet kiedy pada śnieg. Można też zauważyć, że wraca trend na ciżmy, niegdyś bardzo popularnej sportowej niemieckiej marki, która na parę ładnych lat została wyparta z rynku przez inną multisportową amerykańską korporację. Raz na jakiś czas można dojrzeć emo obu płci, ale to już wychodzi z mody i zaczyna być passe. W sumie szkoda, oni przynajmniej noszą porządne buty i wkładają inwencję w swój wygląd.
Ciekawe, że neutralny casualowy styl nie jest tym młodziakom w ogóle znany. Widuję tylko jednego oryginała, ale ten skierował się w zupełnie inną stronę. Zawsze jest ubrany w dobrze dopasowany garnitur z kolorową poszetką, ładną sterylną koszulę z fularem pod szyją, eleganckie brogsy w oksfordzkim fasonie i kapelusz lub kaszkiet w stylu peaky blinders. W chłodniejsze dni ubiera odpowiednio dobrane płaszcze, często jedynie zarzucone zawadiacko na ramiona. Wygląda świetnie a jako licealista, szczególnie zapada w pamięci. Przywodzi na myśl eleganckiego mediolańczyka na wyścigach konnych, za którym oglądają się chutliwie wszystkie panny i nie tylko. Brakuje mu tylko oryginalnej ozdobnej laski z uchwytem z kości słoniowej skrywającej cieniutki kordelas oraz limuzyny z szoferem. Brawo za elegancję, styl i odwagę!
W porównaniu do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli do prehistorii, obecnie jest zdecydowanie bardziej kolorowo i bardziej chińsko, chociaż niekoniecznie w lepszym guście i zupełnie bez inwencji z wyjątkiem tego młodzieńca w garniturze. W tym miejscu oczywiście w całości pomijam jakość noszonych przez młodzież tekstyliów, bo to w dużej mierze uzależnione jest od zasobności kieszeni rodziców a czasy mamy, jakie mamy.
Nie jestem znawcą mody i nawet nie aspiruję, by nim być, jednak moje osobiste doświadczenie i spostrzeżenia pozwalają na odnotowanie tych modowych baniek mydlanych i lokalnego trendu. Tak, lokalnego trendu. Dobrze, przestanę się już pastwić nad naszą młodzieżą i skupię się wyłącznie na uniformach roboczych a bardziej ludziach, którzy są w nie odziani. Przejdę zatem do rzeczy.
Nie dziwi mnie bynajmniej, kiedy zaspana pielęgniarka czy kolejarz albo policjant, niebędący w pracy, paradują po ulicach w swoich służbowych uniformach. Dziś jest to wprawdzie rzadkie zjawisko. Jednak jeśli już ich zobaczysz, ich uniformy są czyste i względnie eleganckie. W kwestii czystości bank rozbija spora grupa przemieszczających się robotników budowlanych. Dobrze, że korzystają z komunikacji publicznej, to lepsze dla naszego środowiska i pół biedy, kiedy ubranie jest poplamione farbą, cementem czy innym zaschniętym budowlanym prefabrykatem i jest zaledwie przepocone. Wtedy wiadomo, że żonka albo mamusia, wypierze je w sobotę po robocie. Albo i nie. Gorzej, kiedy gość epatuje stęchłymi szprotami w oleju i pisuarem z publicznego szaletu, rodem z epoki Gierka oraz siermiężnym oddechem po całonocnym siorbaniu gorzały, zeżarciu wiadra kiszonych ogórków i wędzonej zagrychy z kiełbadronu suto przyprawionego czosnkiem. Ponadto zdarza się, że co niektóry nieznośnie cuchnie wręcz nieboszczykiem, po części zżartym przez bezkręgowce a ty przy tym wszystkim masz nieodparte wrażenie, że ukradkiem przez dziurę w rozporku skrapia swoją uryną twoje ulubione buty. Cóż za mieszaka negatywnych bodźców! Taki skubaniec odzieży od roku nie zdejmował a waciaki ma po brzeg utytłane budowlanką i gnojem. O wannie z pewnością słyszał, bo montował ją kilka razy na jakiejś budowie, ale pewnie nie wie dokładnie do czego służy. Pralka? Owszem, też ją widział kilka razy, podczas gdy wnosił ją klientom, ale czystej wody używa wyłącznie do zlewania fusów z kawy.
Nic wtedy nie jest w stanie przesłonić myśli o szybkim unicestwieniu skurczybyka. Jedziesz i walczysz z natrętnymi myślami, żeby na bezdechu przeżyć jeszcze kilkanaście minut i nie popełnić jakieś zbrodni. Niezwłoczna przesiadka, ucieczka, totalne wietrzenie? Lub to wszystko na raz? Albo w ostateczności maska przeciwgazowa. Dlatego zawsze na wszelki wypadek mam szalik lub apaszkę. Czy nie można jechać do pracy umytym w czystej odzieży? Nie, bo i tak się spocimy a ubranie się wypaprze. Po co więc myć się i prać odzież? A jeśli już jesteś zmuszony do podróży w takim towarzystwie, po kilkunastu minutach albo tracisz na jakiś czas zdolność odróżniania zapachów, albo otrzymujesz w pakiecie migrenę, której nie usunie zwykły apap a już na pewno pranie swojej garderoby masz zagwarantowane. No bo, co się dzieje, gdy przypadkiem wsadzisz tyłek w miejsce po takim aspołecznym brudasie i cały się ufajdasz jego brudami i fetorem? Co najmniej trafia cię szlag!
W sumie można się przyzwyczaić do wszystkiego, nawet do tej przedziwnej różnorodności.
***