Felieton: Do przerwy 0:1

Była bramka czy nie - to pytanie nurtuje piłkarskich kibiców, ogarniętych obsesją kontrowersji z drugoligowego meczu "Podhala" z drużyną ze Stalowej Woli.
Tytuł ten przypomina mi czarno-biały obraz sprzed 60 lat o tym samym tytule; fabuła niejako też. Film opowiada o perypetiach chłopaków z ulicy Chmielnej, którzy starają się wygrać podwórkowy turniej, co nie jest łatwe wobec kombinacji, stwarzanych przez niezbyt uczciwych dorosłych.

Nawiązując do moich nowotarskich bohaterów z ulicy Kolejowej, nie chcę rozdzielać ról dla Paragona czy Perełki, ważny jest tu aspekt owej uczciwości i kryteriów ją określających. Kontrowersyjna sytuacja przy stanie 0:1 w drugiej połowie meczu ze "Stalówką", przyprawiła o medialny amok połowę piłkarskiej Polski, głównie z okolic dawnego COP-u. Do chóru klakierów dołączyła także znaczna część mediów, także niektórych naszych lokalnych, niestety; w tym przypadku zalecałbym trochę więcej wstrzemięźliwości...

Dokumentowanie narracji zdjęciem piłki, odbijającej się od linii bramkowej jest tu poważnym nadużyciem, bowiem oprócz białej kreski, słupków czy poprzeczki istnieje jeszcze także coś, co stanowi wewnętrzną część bramki, a w niej najprawdopodobniej znalazła się całym obwodem piłka, strzelona przez Bartosza Kurzeję. To było zapewne impulsem do podniesienia chorągiewki przez sędziego liniowego, który obserwował tę sytuację w prostej linii, podobnie jak wielu kibiców, zajmujących miejsca na trybunie, kibiców "Podhala", sprawiedliwie dodajmy; a są jeszcze inne przesłanki wylądowania piłki na linii, takie jak wiatr czy rotacja...

Dziś nie ma to już znaczenia, tego rodzaju kontrowersje zdarzały się nawet na mistrzostwach świata, Maradona strzelał gole ręką i nikt meczów nie powtarzał. A skoro nie mamy zaufania do sędziów na trzecim centralnym szczeblu rozgrywek, to włączmy i tu technikę do arbitrażu. Podpisuję się pod tym całą klawiaturą, a NKP "Podhale" ma w tym przypadku wiele do powiedzenia, choćby kontrowersyjnymi decyzjami z przeszłości, z powodu których, kto wie, nie gramy może już w pierwszej lidze? Były końcówki sezonów, kiedy cała wschodnia flanka PZPN stawała na głowie, żeby góralom uprzykrzyć życie i zamknąć szlaban do awansu.

Dziś dobrze ułożony klub piłkarski z "Szarotką" na piersi, swoją sportową postawą wprawia w podziw ekspertów futbolowego światka, którzy nie od dziś śledzą dokonania "maluczkich" z prowincji typu Nieciecza czy Niepołomice. Ale poziom sportowy to nie wszystko, co składa się na sukces, tak samo poziom sędziowania bez wsparcia technicznego zawsze będzie obarczony ryzykiem. Tak jak wielkim ryzykiem jest napiętnowany historyczny awans NKP "Podhale", gdzie oprócz sztucznej trawy reszta jest autentyczna, tak jak naturalna może być przy skąpych jak na poziom środkach, troska o zawodników i sztab szkoleniowy, o którą zabiegają społeczni działacze. Zapytajcie prezesów ze Stalowej Woli i niejednej jeszcze piłkarskiej Wólki, ile biorą na rękę co miesiąc...

Ale choćby Tomasz Kuźma i jego zawodnicy stawali na głowach na boisku, a "cywilna", zarządzająca ekipa poza nim, brak wsparcia na zapleczu może zniweczyć cały wysiłek. Rozgrywki szczebla centralnego niosą za sobą ogromne wyzwania organizacyjne, do których powiedzmy sobie prosto w oczy, Miasto Nowy Targ nie jest przygotowane i jakoś na razie nie widać, czy aby będzie.

Stadion im. Marszałka J. Piłsudskiego, już podczas otwarcia dziesięć lat temu, budził obawy na przyszłość, a minimalistycznie zaprojektowany dał znać o swych mankamentach dość szybko. Nie wszyscy uwierzyli, że może być areną spotkań ze sportowymi markami z wielkich ośrodków piłkarskich, a towarzyski remis z ekstraklasową Wisłą Kraków na otwarcie zrewitalizowanego obiektu uznano raczej za akt kurtuazji ze strony zespołu Franciszka Smudy. I ta niewiara pokutuje chyba do dziś...

Za kilka dni po raz pierwszy w historii Nowego Targu odbędzie się bezpośrednia transmisja telewizyjna ligowego meczu piłkarskiego na otwartym kanale TVP Sport. To na oko dwieście tysięcy oglądających na ekranach, ale wymogi producenta są kosmiczne, jak na obecne możliwości Miejskiego Centrum Sportu i Rekreacji. Bo w profesjonalnym wymiarze infrastrukturalnym predestynujemy w skali kraju do kryteriów co najwyżej Orlika, a bieda wygląda z każdego kąta. Zasilanie energetyczne, oświetlenie, zraszanie murawy, monitoring, gniazda kamer telewizyjnych, stanowiska komentatorów i tuzin innych braków - prowizorka goni prowizorkę.
Stadion może pomieścić zaledwie kilkuset kibiców, ale to i tak stanowi logistyczne wyzwanie dla służb, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i prawidłową obsługę meczu, a co będzie gdy zechce się ich zjawić tysiąc (a będzie się chciało, zaczekajcie na Sandecję!). Od dawna mówi się o polowej trybunie, o pomieszczeniach kontenerowych, o oświetleniu, o... ; słowa, słowa, słowa...

Po miesiącu ligowej walki piłkarze NKP "Podhale" jest w czubie tabeli bez porażki. "Idziecie jak burza" - dzwoni mi pewien wysoko postawiony działacz piłkarskiej centrali, twierdząc, że niewykluczone, że na bazie nowotarskiej kontrowersji myśli się o wprowadzeniu VAR do drugoligowych rozgrywek. To będzie kolejny koszt i kolejne wyzwanie organizacyjne dla gospodarzy stadionu imieniem Wielkiego Marszałka, który ongiś nieudacznym posłom "kury szczać wyprowadzać" kazał

Mocno zaciskamy kciuki trzęsących się dłoni za powodzenie na miejskim stadionie, zarówno na murawie jak i wokół niej. Do zimowej przerwy trzeba jakoś przetrwać, na razie organizacyjnie przegrywamy 0:1 i cała nadzieja, że na wiosnę przekroczymy cienką bramkową linię całym obwodem.

Póki co, idziemy na mecz, już w sobotę 23 sierpnia br. o 13:45, a rywal markowy, Zagłębie Sosnowiec, dotychczas tylko hokejowy. Ale myślę, że damy radę!

Jacek Sowa

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 19.08.2025 20:05