
Trochę bez echa przeszła informacja o śmierci Zofii Jabłońskiej, tymczasem w Szaflarach była to postać wyjątkowa.
W latach 50. pomagała zakładać ośrodek zdrowia w Szaflarach, a potem przez 55 lat pracowała w nim jako rejestratorka. Znali i lubili ją prawie wszyscy mieszkańcy gminy.
Życie jej nie oszczędzało. Gdy zmarł jej mąż, została z gromadką dzieci i kredytem nam dom. Ale, co ma w charakterze, podkasała rękawy i wzięła się do ciężkiej pracy. W ośrodku pracowała jednocześnie jako rejestratorka i palacz, a nocami plotła swetry. Wyszła na prostą, wychowała dzieci, była lubiana i szanowana.
Nie dorobiła się wrogów. Mówiła, że bez względu na czasy, zawsze spotykała dobrych ludzi, których zjednywała sobie swoją bezpośredniością i szczerością. Z każdym potrafiła znaleźć wspólny język.
Zmarła 2 września w wieku 86 lat.
r/