
Już dwa miesiące minęły od rozpoczęcia drugoligowej odysei piłkarzy NKP Podhale, którzy jako JEDYNY klub we WSZYSTKICH rozgrywkach centralnych w Polsce, nie zaznał jeszcze goryczy porażki. To jednak tylko ta pełna połowa beczki miodu, do której wciąż dodawana jest łyżka dziegciu...
Za półmetkiem jesiennej rundy rozgrywek podopieczni trenera Tomasza Kuźmy plasują się w czołówce za sprawą dorobku punktowego, o którym wielu jego ligowych kolegów chciałoby zapewne pomarzyć, jednak na podstawie tego, co oglądamy na boisku, wynik ten daje poczucie niedosytu. Przy trzech zwycięstwach i reszcie nierozstrzygniętych meczów przy zdecydowanej przewadze na murawie, przykleja się do nowotarskich piłkarzy miano zespołu "komp-remisowego". Górale nie potrafią przypieczętować swej przewagi decydującym golem i to jest ta pusta część owego naczynia.
Nie chcąc się identyfikować z gronem miejscowych futbolowych kontestatorów, pozostawiam temat bez konkluzji, zostawiając przemyślenia sztabowi NKP Podhale, który odpowiada za wynik końcowy. To w ich kompetencji leży decyzja, czy Michoś ma grać z tyłu czy w środku, czy Pena ma wchodzić w pole karne, a Gielu wzorem "Lewego" pieczętować ostatni kwadrans meczu. Bo i tak kiedyś trzeba będzie przegrać mecz...
Wspominając jednak wiosnę przyszłego roku, mam na myśli sprawy poza boiskowe, za które odpowiadają ludzie w garniturach i urzędniczych zarękawkach. Bo sprawa piłki nożnej na Podhalu nadal przypomina szklankę, jednak do połowy pustą. Będąc dalekim od krytyki ratusza i rady grodzkiej pozwolę sobie jednak zauważyć, że druga liga piłkarska, z wysoce cywilizowanymi wymogami strukturalnymi przerosła Królewskie Miasto, które na taki awans nie było po prostu przygotowane. Zrodził się mezalians, którego skutki należy prędko załagodzić, aby nie odbiły się społeczną czkawką, bez względu na to czy piłkarski kopciuszek trafi na salony czy pozostanie w domu, wybierając mak z popiołu. I oby nie pozostał po nim na schodach tylko jeden kierpiec z korkami...
NKP Podhale jest strukturalnie związane z miejskimi obiektami sportowymi, które winny służyć naszemu kurczącemu się wyżowi demograficznemu od świtu do nocy. I tak się chyba dzieje, a jeśli dyrektor MCSiR zrealizuje swoje plany (na które znajdzie (?!) pokrycie w przyszłorocznym budżecie lada moment klepanym), nie będziemy musieli się ani wstydzić ani tłumaczyć przed każdą większą aktywnością na stadionie, także na lodowisku, basenie czy hali sportowej.
Nie ma rzeczy niemożliwych, stadion przy dworcu kolejowym wymaga poprawek mądrych i szybkich, ale w perspektywie czasu i bez względu na piłkarskie losy czy hokejowe, należy pilnie pomyśleć o kompleksowym zagospodarowaniu miejskich terenów, zgodnie z ich przeznaczeniem. Tereny na zachód od miejskiego parku, pod matczyną spódnicą zrewitalizowanej hali lodowej, aż się proszą o zagospodarowanie; pełnowymiarowy stadion piłkarski, obok boisko i lodowisko treningowe, parkingi, obiekty towarzyszące itp. Jeśli nie teraz, to kiedy ściągniemy na areny sportowe naszą coraz mniej liczną młodzież.