Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "O ostatniej zmianie..."

Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "O ostatniej zmianie...".
Nokaut - O ostatniej zmianie...
/Fantastico Chico Blanco/

Bohater tej historii był człowiekiem z natury spokojnym, może trochę za spokojnym, ale za to niezwykle sympatycznym. Miał dwa szczególnie ulubione zajęcia. Czytanie wiadomości w Internecie i zasypianie przy czytaniu wiadomości w Internecie. Jedno napędzało drugie, tworząc w jego życiu perfekcyjną symbiozę. Portale informacyjne zapewniały mu materiał, a on w zamian oddawał im głowę, która regularnie opadała na klawiaturę, produkując serię losowych znaków, z których żadne proroctwo nie miało prawa powstać.

Pewnego dnia jednak coś go naprawdę zaciekawiło. Pojawiła się bowiem prawdziwa medialna lawina dotycząca zmiany metropolity krakowskiego. Internet krzyczał: "Jest następca! Decyzja ogłoszona!". Euforia sięgała zenitu i graniczyła niemal z tą, kiedy wybrano papieża. Nasz bohater, którego imienia nie wspomnę, zauważył jakby dwa nurty porywu emocji. Jednym była rzeka zachwytu zaś drugim jej przeciwieństwo. Internet płonął albo jakby rzekli autorzy świętych ksiąg gorał.

Tymczasem nasz bohater, który na co dzień bardziej interesował się prognozą pogody i budową gitar elektrycznych, uznał, że to brzmi jak temat w sam raz na popołudnie. Postanowił więc, jak sam mówił, zagłębić się w duchowość, co w jego wykonaniu oznaczało przeskrolowanie kilku artykułów oraz przeczytanie komentarzy, które duchowe były tak, jak pierogi z mięsem są wegańskie.

Najpierw analizował przeszłość jednego z arcybiskupów. Robił to z miną śledczego badającego ślady stóp na świeżym błocie, choć tak naprawdę przysypiał co drugi akapit. Głowa opadała, on się budził, wracał do początku akapitu, przysypiał, budził się i tak w kółko. Gdyby ktoś nagrał ten cykl i puścił w przyspieszeniu, wyglądałby jak gołąb dziobiący literki na klawiaturze.

Po jakimś czasie jego myśli zaczęły błądzić jak turyści w górach w klapakach bez mapy i telefonu. Oprócz zmian w hierarchiach kościelnych dowiedział się przypadkiem, że Wielka Brytania mierzy się z czymś poważnym, choć nie pamiętał już z czym, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej postanowił zmusić państwa członkowskie do uznawania jednopłciowych małżeństw oraz że w USA trwa walka o tron, tak wielka jak sławnym serialu z wykorzystaniem wojny w Ukrainie niczym z złotej łyżeczki do mieszania polityki. Informacje mieszały się w jego głowie jak programy telewizyjne losowo przełączane łapką przypadkowo drepczącego po pilocie kota. Aż tu znowu przysnął. A gdy się obudził, patrzy, a tu zamiast kolejnej analizy watykańskich decyzji ? przepis na kluski śląskie. Zestawienie było bardziej absurdalne niż reklama młynka do kawy w połowie transmisji z pogrzebu Kim Dzong Una.

"Dlaczego kluski śląskie?" - zapytał sam siebie, choć odpowiedź mogła leżeć równie dobrze w kuchni co w metafizyce. "I co one mają wspólnego ze zmianą szefa kościoła krakowskiego?" Nasz bohater próbował znaleźć związek między jednym a drugim. Może dlatego, że kluski śląskie są okrągłe jak kościelne pieczęcie? A może dlatego, że mają dziurkę pośrodku, co skojarzyło mu się z luką informacyjną? A może po prostu zasnął na tak długo, że Internet sam postanowił podsunąć mu coś bardziej strawnego?

Myślał tak intensywnie, aż głowa znowu mu opadła. Tym razem bezpośrednio na słowo "dziurka". Kiedy w końcu ocknął się na serio, zrozumiał jedną fundamentalną prawdę. Świat jest tak pełen zmian, że czasami jedyną stałą, jaką możemy kontrolować, jest to, żeby kluski nie wyszły za twarde. I wtedy nastąpiło olśnienie, tak niespodziewane, że aż musiał usiąść wygodniej. Skoro człowiek zasypia przy wiadomościach, które mają go dobudzić, to znak, że powinien bardziej słuchać siebie niż nagłówków. Bo w życiu, podobnie jak w przepisie na kluski śląskie, najważniejsze są proporcje. Trochę wiedzy, trochę snu, a reszta to już kwestia dobrze dobranego sosu. Kto miesza za dużo informacji naraz, temu wcześniej czy później wyjdą kluski i to koniecznie śląskie. A nasz bohater od tego dnia czytał wiadomości, ale tylko do momentu, zanim mu głowa opadła. Uznał, że skoro świat i tak zrobi swoje, to on przynajmniej zadba o to, by robił swoje na pełnym żołądku.

***

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 02.12.2025 07:50