
Dla wielu mieszkańców Kościeliska i okolicznych miejscowości tegoroczna Wigilia zamiast radosnego świętowania stała się walką o przetrwanie. Masowe awarie sieci energetycznej pozbawiły domostwa nie tylko światła, ale przede wszystkim ogrzewania, wody i możliwości przygotowania świątecznych posiłków. "To już tradycja, że w święta zostajemy odcięci od świata" - mówią rozżaleni.
Choć kolacja wigilijna kojarzy się z nastrojowym blaskiem świec, w tym roku na Podhalu nie jest to wybór estetyczny, a konieczność. Od godzin popołudniowych region zmaga się z poważnymi przerwami w dostawie energii. Problem jest o tyle dramatyczny, że nowoczesna infrastruktura domowa - piece CO, pompy ciepła, pompy wody czy lodówki - bez prądu staje się bezużyteczna.
Pani Ewa, mieszkanka regionu, opisuje nerwową walkę o utrzymanie funkcji życiowych domu: - Najpierw nie było jednej fazy, później dwóch. Wszystkie najważniejsze urządzenia udało się podłączyć do tej ostatniej działającej, choć wybijało korki przez zbyt duży pobór mocy. Po pewnym czasie wyłączyli też tę ostatnią. Jest tragedia, bo ludzie mają pełne domy gości, chcą spokojnie usiąść wspólnie do stołu, a trzeba latać i kombinować, żeby dom mógł w ogóle funkcjonować - relacjonuje z rozgoryczeniem.
Sytuacja jest dynamiczna i frustrująca. Nawet gdy zasilanie wraca, często znika po kilkunastu minutach, co grozi uszkodzeniem drogiego sprzętu AGD i elektroniki.
To nie pierwszy raz, kiedy infrastruktura energetyczna na Podhalu kapituluje w najważniejszym momencie roku. Mieszkańcy wskazują na prostą zależność: im więcej turystów, tym większe ryzyko awarii. Szczyt sezonu zimowego, który przypada na okres między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, od lat obnaża słabość sieci.
- Dokładnie rok temu też tak było. Zawsze jest awaria, jak zaczynają się święta. Czy tego nie da się raz a porządnie naprawić? - pyta retorycznie pan Andrzej z Kościeliska.
Podczas gdy potężne pensjonaty i hotele inwestują w agregaty prądotwórcze warte nawet ponad 100 tysięcy złotych, przeciętny mieszkaniec jest pozostawiony sam sobie. W domach, gdzie ogrzewanie opiera się na pompach elektrycznych, temperatura szybko spada, a pełne jedzenia lodówki i zamrażarki stają się tykającą bombą biologiczną.
"Mamy nadzieję, że decydenci mają dobre święta"
Emocje sięgają zenitu. Na numery alarmowe i infolinię Pogotowia Energetycznego spływają setki zgłoszeń, ale dla wielu mieszkańców odpowiedzi operatora są niewystarczające. Rejestrowanie kolejnych zgłoszeń "do rozpatrzenia w wolnej chwili" nie rozwiązuje problemu zimnych kaloryferów w mroźną noc.
- Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za infrastrukturę energetyczną mają dobre święta, bo my znowu nie - mówi przez łzy kolejna mieszkanka Kościeliska.
er/