
Mroźne powietrze i temperatura spadająca poniżej 10 st. C nie powstrzymały młodych entuzjastów sportu. W samym sercu Zakopanego ruszyła Akademia Lotnika - wydarzenie, które udowadnia, że aby poczuć dreszcz emocji na progu skoczni, nie trzeba od razu jechać na Wielką Krokiew. W tym roku organizatorzy przygotowali dla uczestników niespodziankę, której pod Tatrami nikt się nie spodziewał.
Plac Niepodległości na trzy dni zamienił się w wielkie centrum szkoleniowe. Choć głównym celem jest oddanie skoku na specjalnej, mobilnej skoczni, droga do tego "lotu" prowadzi przez serię wymagających zadań.
- To nie jest tak, że od razu ubieramy narty i skaczemy - studzi zapał początkujących Jakub Kot, koordynator projektu i były skoczek narciarski. Przed skokiem każdy musi zaliczyć strefy kształtujące równowagę i skoczność. - Chcemy promować nie tylko skoki, ale też biegówki czy imitację snowboardu - dodaje były skoczek.
Największą sensacją tegorocznej edycji jest współpraca z Polskim Związkiem Żeglarskim. Obok narciarskiego zeskoku pojawiły się łodzie klasy Optimist i symulatory żeglarstwa. Dla wielu mieszkańców widok żagli na tle ośnieżonych Tatr to kompletna nowość.
Filip Kazuła, koordynator programu PGE Pol Sailing, wyjaśnia. - Udostępniamy strefę e-sailingu, symulator z Open Skiffem oraz budowę optymista. W ubiegłym roku Akademia Lotnika gościła u nas w Gdyni, teraz my gościmy w Zakopanem. To świetny sposób na pokazanie, że sporty letnie i zimowe mogą się wzajemnie inspirować.
Choć piątek był dniem zarezerwowanym dla lokalnych szkół, weekend należy do turystów i mieszkańców, którzy chcą sprawdzić swoją odwagę na progu. Burmistrz Zakopanego, Łukasz Filipowicz, nie ukrywa radości z faktu, że sportowa "fiesta" wyszła poza obiekty Centralnego Ośrodka Sportu:
- Dzieciaki zaczęły w piątek, ale za chwilę skocznia będzie otwarta dla każdego. Kto wie, może właśnie teraz na Placu Niepodległości odkrywamy talenty, które za kilka lat zobaczymy na igrzyskach olimpijskich? - zastanawia się burmistrz.
e/s