Ferie wystartowały, ale "magia Warszawy" blaknie. Zakopane walczy o turystę ceną

Dziś, 19 stycznia, oficjalnie rozpoczynają się ferie zimowe dla uczniów z województw: mazowieckiego, pomorskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego oraz warmińsko-mazurskiego. Choć pierwsze rodziny ruszyły na Podhale już w miniony piątek, tegoroczny start sezonu różni się od tego, co hotelarze pamiętają sprzed lat. "Ferie mazowieckie" w tradycyjnym wydaniu odchodzą do lamusa, a branża mówi wprost: to już nie jest ten sam rynek.
Pierwszy tydzień ferii tradycyjnie uchodził za trudniejszy, ale w tym roku nałożyło się na to kilka wyjątkowych czynników. Jak zauważa Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, kalendarz szkolny zadziałał na niekorzyść hotelarzy. Po wyjątkowo długiej, trzytygodniowej przerwie świąteczno-noworocznej, dzieci na Mazowszu wróciły do szkół tylko na tydzień, by od dziś znów mieć wolne. To sprawiło, że nasyceni wyjazdami mieszkańcy stolicy chwilowo nie czują potrzeby kolejnej podróży.

Mazowiecka "bańka" zmienia przyzwyczajenia
Zdaniem Karola Wagnera, mit "mazowieckich ferii", które wypełniały Zakopane po brzegi, powoli staje się przeszłością. Zamożna część społeczeństwa z centralnej Polski coraz częściej wybiera Alpy, Dolomity, a nawet egzotyczny Egipt. Z kolei ci, którzy szukają luksusu w kraju, coraz chętniej spoglądają w stronę morza.

- Biedniejsza część bogatego społeczeństwa mazowieckiego, niekoniecznie narciarska, jeździ do ultra luksusowych obiektów nadmorskich. Tam, gdzie pokój w lecie kosztuje fortunę, teraz można go dostać za ułamek ceny, wciąż z luksusowym zapleczem SPA i basenami. Nadmorskie kurorty zbierają dużą część zimowego tortu - tłumaczy Karol Wagner.

Dodatkowo, rodziny z Warszawy, zmęczone długim przebywaniem z dziećmi podczas świąt, świadomie przekładają wyjazdy na drugi tydzień ferii, by "odpocząć od odpoczynku".

Zakopane najtańsze od lat? Statystyki zaskakują

Paradoksalnie, mimo powszechnego narzekania na drożyznę, dane pokazują coś zupełnie innego. Tegoroczny pierwszy tydzień ferii pod względem obłożenia szacuje się na zaledwie 40%. Aby przyciągnąć gości, hotelarze musieli mocno zweryfikować cenniki.

- Widzę w medianie spadek o sto złotych. W zeszłym roku mediana, którą badałem, wynosiła 680 zł, a w tym roku ten sam koszyk produktów daje 580 zł. Jest o stówę taniej niż rok temu - wylicza ekspert TIG.

Potwierdzają to statystyki portali rezerwacyjnych, takich jak Travelist, które wskazują Podhale jako jedną z najtańszych zimowych destynacji w Polsce w kategorii ofert pakietowych. Wynika to z ogromnej konkurencji - duża liczba hoteli z basenami i bawialniami zmusza obiekty do walki o klienta atrakcyjną ceną.

Czego szuka dzisiejszy turysta?

Jeśli już warszawiacy wybierają Podhale, to ich wymagania są jasno określone. Kluczem nie jest już tylko łóżko i śniadanie, ale optymalizacja kosztów.

Basen i SPA: To absolutna podstawa. Bawialnia: Często poszukiwana na równi z basenem - rodzice chcą mieć pewność, że dzieci będą miały co robić niezależnie od kaprysów pogody. All-inclusive po góralsku: Pakiety zawierające obiadokolacje, ogniska czy kuligi, które pozwalają zamknąć budżet wyjazdu w jednej transakcji.

Ferie 2026 na Podhalu będą więc stały pod znakiem walki o klienta, który stał się bardziej świadomy, wybredny i liczy każdy grosz, mimo że stać go na wypoczynek w najlepszych kurortach.

em/r

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 19.01.2026 13:34