Sokolica na krawędzi. Tragiczna sytuacja klubu z tradycjami

Sokolica Krościenko może się pochwalić kilkudziesięcioma medalami swych zawodników. Klub wychował nawet olimpijkę - Marię Ćwiertniewicz. To pamiątka po czasach, gdy kajakarstwo było dyscypliną wiodącą, a wśród zawodników błyszczeli także bracia Brzezińscy czy Majerczakowie. Dziś prezes Ryszard Darlewski nie kryje: sytuacja klubu jest tragiczna.
- Nie mamy żadnego pracownika na etacie, musiałem wszystkich zwolnić... Wszystko robimy społecznie - przyznał nowy prezes klubu podczas ubiegłotygodniowej sesji rady gminy.

Był Julian, było dobrze


Klub istnieje od 1953 roku. Czasy świetności były "za komuny", gdy na działalność i wyposażenie łożyła śląska kopalnia Julian. Do dziś na wyposażeniu "części hotelowej" są jeszcze łóżka z tamtej epoki. Gdy ustrój się zmienił, a kopalnia upadła, działacze wykorzystali istniejącą lukę na rynku. W turystycznej miejscowości brakowało miejsc noclegowych, więc scheda po kopalni się przydała, a sportowcy mieli środki na utrzymanie z funduszy, które zostawiali wczasowicze. Jednak pieniędzy na remonty i utrzymanie bazy lokalowej już brakowało i wszystko utrzymywane było "żeby się tylko nie rozpadło".

Dwóch sponsorów i działalność przynosząca same straty


Od początku wiodącym sportem było kajakarstwo. Jego zawodnicy zebrali kilkadziesiąt medali Mistrzostw Polski. Dziś działacze stawiają sobie skromny cel jakim jest "stwarzanie warunków do rozwoju fizycznego".

- Sytuacja jest bardzo trudna, zmieniły się standardy. Klub prowadzi działalność gospodarczą, ale trzeba będzie ją zamknąć. W ubiegłym roku strata z tego powodu sięgnęła 100 tys. zł. Ktoś powiedział, że do tego budynku to możemy harcerzy wpuścić, a nie działalność turystyczną prowadzić - zauważył Ryszard Darlewski.

Klub ma jedynie dwóch sponsorów - jeden dostarcza wodę dla trenujących dzieci, a drugi płaci za dzierżawę terenu zimą pod lodowisko. Naturalną drogą jest więc pukanie do drzwi urzędu z prośbą o wsparcie.

Wójt obiecuje bazę w kontenerze


Sokolica Krościenko dziś, to jedynie sekcja piłki nożnej i marzenia o reaktywacji działalności kajakowej. Z tym może być trudno, bo w Krościenku powstał konkurencyjny, prywatny klub LKS Dunajec.

- By prowadzić działalność na wodzie, musimy mieć kajaki, sprzęt i bazę. Wójt mówił, że załatwił jakieś kontenery na szatnie. Jakby się to udało się gdzieś postawić to byłaby dobra idea - przyznał prezes Sokolicy.

Zamkniemy i unikniemy płacenia podatków


Na razie klub powołał akademię piłkarską, są cztery grupy najmłodszych futbolistów.

- Nasz budynek jest przestarzały, wybudowany był w latach osiemdziesiątych, wymaga generalnego remontu. Zamkniemy go i unikniemy płacenia podatków, bo nas na to nie stać. Boisko jest własnością gminy i ona ma obowiązek je utrzymywać. Dziś się wszystko zmienia, także wymogi - zauważył Ryszard Darlewski.

Jak zauważył, wymagania licencyjne dla klubów nie dają szans na dalsze występy w jakiejkolwiek klasie rozgrywkowej. Nigdzie na Podhalu nie ma szatni z tak fatalnymi warunkami.

Tymczasem, gdy okoliczne gminy dokładają do swoich klubów po 200-300 tys. zł - Krościenko wysupłało ledwie 30.

A wójta znowu nie ma


- Wójt tyle zaplanował, ale myśmy jako radni dołożyli tyle, ile mogliśmy - jest 80 tys. zł. - zauważył Franciszek Plewa, przewodniczący rady gminy.

I dodał, że o milionowej promesie jaką gmina otrzymała na budowę lodowiska i boiska wraz z infrastrukturą towarzyszącą radni dowiedzieli się... z internetu. A tymczasem gmina musi dołożyć do tego drugi milion, bo finansowanie jest 50 na 50 procent.

- Sytuacja jest poważna, atmosfera napięta, a wójta znów na sesji nie ma! - podsumował przewodniczący rady.
Józef Figura

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 02.03.2026 19:00