
Pani Hania
Coroczne Święto Pań to idealna okazja, aby przybliżyć sylwetkę kobiety, która łączy w sobie cechy powszechnie szanowanej w środowisku przedsiębiorców, a zarazem matki i osoby, która trwale wpisała się w społeczeństwo Miasta.
Pani Annie Łukaszczyk w tym roku przypadną 85-te urodziny. Co prawda kobietom nie wypada wypominać wieku, lecz w tym przypadku jest to okoliczność szczególna, gdyż niemal całe jej życie rodzinne i zawodowe wiąże się ze stolicą Podhala.
Młoda dziewczyna z Orawy od najmłodszych lat znała wartość pracy, gdyż w dziesięcioosobowej rodzinie lekko nie było. Była pilną uczennicą, co dostrzegł zaprzyjaźniony z rodziną ks. Józef Burań, prałat z Lipnicy, wywierając presję na rodzicach w celu kształcenia zawodowego córki.
Hania zaczęła od nauki krawiectwa w nowotarskim technikum w gmachu Sokoła, ale upodobała sobie gastronomię i niebawem pokończyła kursy kelnerskie i kucharskie, aby z cezurą pedagoga i mistrza w zawodzie, wkroczyć w nowy etap życia.
Kurs mistrzowski
Kilkuletnia praktyka kelnerska w PSS ?Społem? była uwerturą do przyszłych wyzwań. Koleżeńska i lubiana, do bólu uczciwa, szybko wyrobiła sobie należne poważanie, choć w tym zawodzie zawsze królowały "zaklęte rewiry". Łatwo nie było, a Hania na początku niemal cały zarobek przekazywała do wspólnej, rodzinnej kasy; niewiele jej zostawało.

Zmiana nastąpiła w chwili, gdy urodziwa dziewczyna poznała Romana, przystojnego kierowcę z PKS-u, z którym związała swoje dalsze losy. Młodzi pobrali się i wymyślili coś, co trwale wpisało się w gastronomiczny pejzaż miasta; tak powstał Bar U Romka, funkcjonujący Na Równi do dziś. Atutem były proste i tradycyjne dania, serwowane szybko i w solidnych porcjach. Placówka ta wnet stała się ulubionym miejscem kierowców, budowlańców, dostawców gazu. Do dziś krążą anegdoty stałych bywalców, że jak ktoś chciał zamówić dodatkową (ponad przydziałową) butlę z gazem, to powinien tam zapolować na szoferów z MPGK? Bar U Romka nadal cieszy się popularnością, a o renomę miejsca dba córka Małgorzata z wnuczką Magdą.
W lokalu Na Równi odbyły się też pierwsze chrzciny syna Mirosława, kontynuatora rodzinnej tradycji, który 21 lat później, stał się szefem ulubionego bistro U Miśka u stóp nowotarskiego szpitala, gdzie wpadali po pracy czy spacerze lekarze, prawnicy, urzędnicy. "Misiek" funkcjonował aż do 2018 roku.
Strzałem w dziesiątkę było otwarcie w bezpośrednim sąsiedztwie Rynku restauracji "Kaprys" w 1992 roku, której popularność po krótkim czasie wymusiła dobudowę zaplecza i powiększenie powierzchni konsumpcyjnej. To do dziś królestwo pani Hani, której imieniem nazwano restaurację w kompleksie hotelowo-gastronomicznym "Skalny Dworek" przy Krakowskiej, gdzie odbywa się wiele znaczących imprez. Tu gościli prezydenci RP - Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, także długoletni prezydent Republiki Słowackiej Ivan Gaśparović, bywali goście znani z estrady, ekranu czy stadionów sportowych, których witała osobiście.
Pani Hania ze łzą w oku wspomina tamte lata, a gdy zmarł jej mąż Roman, pracowała czasem ponad siły, ciesząc się wszystkim, co pozostało, a przede wszystkim sympatią klientów i ludzi w ogóle.
Wrażliwość na cudzy los kieruje ją zawsze, do dziś wspiera różne placówki i przedsięwzięcia społeczne: Galerię Jatki, Dzień Nauczyciela, Szlachetną Paczkę, Dzień Kobiet?
Jako mistrz zawodu i pedagog wykształciła kilka pokoleń kucharzy i kelnerów, którzy zasilają dziś personel gastronomiczny w całym regionie.
- Myślę, że nie zmarnowałam swego czasu, a dając komuś kromkę, można dostać od losu cały bochenek - ot, cała Pani Hania, którą nadal można spotkać za restauracyjnym kontuarem. To już 60 lat w zawodzie! Choć już nie te siły, nie wyobraża sobie dnia spędzonego poza pracą, a konieczne w tym wieku wizyty u lekarza traktuje jako zło konieczne.
Anna Łukaszczyk emanuje życzliwością i skromnością - to bez wątpienia królowa nowotarskiej gastronomii i śmiało rzec można: królowa jest tylko jedna?
Jacek Sowa
copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 02.03.2026 20:04