FELIETON. Co nam zostanie, czyli rzęsy celebrytki przed bramą schroniska

Zatrzepotała doklejonymi rzęsami, przyjrzała się w lusterku, czy instagramowy makijaż dobrze się prezentuje. Sprawdziła, czy dobrze pada światło. Wyprostowała się wygodnie na siedzeniu pasażera luksusowego samochodu i wyrecytowała do kamery swego ajfona: - Zamknę to schronisko prowadzone przez dwoje starych ludzi.
Słowa przeszły jej przez gardło równie gładko jak późniejsze połajanki dla followersów za brak wpłat na zorganizowaną zrzutkę. Miały one trafić do dziewczyny, która adoptowała psa ze schroniska. Jednego. Bo to obowiązek na całe życie, ciężka praca i poświęcenie.

Gdzieś w głębi za tuszem na rzęsach nie przeszedł żaden impuls, myśl, że "dwoje starych ludzi" zajmuje się codziennie utrzymaniem nie jednego, a trzystu psów. A sprzątanie setek gówien to wcale nie jest przyjemniejsze zajęcie.

Nic tak dobrze nie wychodzi nam, ludziom jak niszczenie. Zdecydowanie łatwiej jest coś zburzyć niż zbudować. Szybciej ludzi zwołać na protest, demolkę niż pomoc w tworzeniu czegoś od nowa, albo chociaż wsparciu tego co działa. Krzyk oburzenia przyciąga mocniej niż ciche westchnięcia przy tworzeniu. I dobrze o tym wiedzą ci, którzy potrafią na tym korzystać. Fajnie budować swoje internetowe zasięgi wokół świętego oburzenia. A już najfajniej, gdy dotyczy to piesków, kotków, koników - bo to najlepiej "żre" w internecie.

Dużo więcej lajków i udostępnień przyniesie batalia przeciw dwojgu "starych ludzi" niż organizowanie im wsparcia, pomocy, wolontariatu.
Pewnie więcej pożytku zrobiłaby, gdyby raz wyprowadziła schroniskowego psa na spacer. Ale przecież on nie pachnie tak ładnie jak luksusowe perfumy.

Tych dwoje starych ludzi to Celina i Kazimierz Pawluśkiewiczowie. O ich schronisku pisaliśmy niejednokrotnie. Także dzięki naszym publikacjom zdjęć, więcej psów znalazło nowy dom niż mogłoby się pachnącej influenserce wydawać.

"Starzy ludzie" prowadzą je od 1992 roku na skraju miasta, koło swojego domu. To ciężka, codzienna praca, którą wykonują zwykle własnymi rękoma. Nie afiszują się tym, nie chwalą się, nie robią publicznego show, by zabłysnąć. Nie robią akcji, zbiórek dla rozgłosu. Nie mają czasu.

Nie pachną, nie błyszczą, a pani Celina nie trzepocze doklejanymi rzęsami. Robią swoje.

Trudno sobie wyobrazić co będzie, jeśli słowa internetowej celebrytki odniosą skutek. Likwidacja jedynego na Podhalu schroniska byłaby dramatem dla zwierząt z kilkunastu gmin - od Zakopanego po Pcim. Gdzie zabrać te kilkaset psów? Do Krakowa czy Skawiny? Tam są najbliższe tego typu placówki. Podejrzewam, że żadna z nich nie dysponuje choćby setką kolejnych wolnych miejsc.

A może zbudować nowe schronisko? Ale gdzie? Niejednokrotnie były podejmowane takie próby. Nikt, nigdzie nie chce mieć takiego sąsiedztwa w pobliżu. Z pewnością Kokoszkowie też sąsiedzi by odetchnęli, gdyby zamknięto tamtejsze schronisko. Bo przecież trzysta psów daje znać o swojej obecności doniosłym szczekaniem.

Ale to nie problem pachnącej influencerki w jej luksusowym samochodzie. Ona przyjedzie na protest pod bramę, zrobi selfie, a szybką rolkę zaraz wrzuci na Instagram. Zbierze tysiące lajków, po czym poprawi makijaż i zwinie się do swojego, wielkomiejskiego świata, by błyszczeć, uśmiechać się i trzepotać rzęsami.

A co nam zostanie? Gówno. Po zamkniętym schronisku.

Józef Figura

P.S.
Miejsce i daty organizowanego "protestu" nie podaję z premedytacją. Linka do rolki celebrytki też.

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 15.03.2026 13:00