
Kończy się dwudziestoletnia epopeja toru trialowego nad Białym Dunajcem, znaczona pasmem sukcesów ludzi, którzy ten tor stworzyli i na nim zdobywali laury. Dziś, nie tylko oni, pytają: i co dalej?
Ostatnie zawody o randze mistrzostw Polski udowodniły, że podhalańscy pasjonaci sportów motorowych żyją tym sportem i mimo prymitywnych warunków, potrafią zorganizować imprezę na wysokim poziomie.
Za kilka miesięcy niezwykle atrakcyjny, pieczołowicie budowany przez wiele lat tor trialowy, zniknie pod łyżkami koparek, ustępując pola aquaparkowi. Co dalej - rodzi się pytanie do włodarzy miasta. To pytanie, poprzedzone deklaracją burmistrza podczas rozdania nagród, zostało zadane resortowym urzędnikom magistratu.
- Trzymamy rękę na pulsie - to w skrócie wypowiedź Waldemara Wojtaszka, zastępcy burmistrza. Więcej informacji przekazał Paweł Maczek, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, bo na tym polu jest najwięcej zadań do wykonania.
- Mamy zabezpieczone środki na ten cel oraz teren, należący do miasta równoważny powierzchnią do tego jeszcze istniejącego. Czynione są starania, aby pozyskać więcej gruntu, realny jest areał około 2 hektarów.
Pozyskanie przylegających do owego terenu działek, (z których większość to spłachetki czasem szerokie na 6 metrów - taka to już uroda podhalańskich włości!) będą wymagać wielu starań i cierpliwości negocjacyjnej, co mogłoby dać przyszłemu Centrum Sportów Motorowych przy Alei Jana Pawła II powierzchnię nawet powyżej 4 ha; to byłoby już coś!
Powiedzmy sobie szczerze - prymitywny i wysłużony tor nad Dunajcem to typowa prowizorka, która potrafiła przetrwać latami. Na łące, bez podstawowej infrastruktury czy utwardzonego placu parkingowego, z biurem zawodów w kontenerze, stołówką pod namiotem i załatwianiem potrzeb w Toy-toyach, nie mówiąc już o miejscach dla widzów - to nie jest baza dla zmagań nawet lokalnej rangi, nie mówiąc o międzynarodowych zawodów czy mistrzostw kraju. I to trzeba wziąć pod uwagę przy stworzeniu nowego toru, nie tylko trialowego.
Nie do pomyślenia jest, aby miała to być kontynuacja tego, co już było i miejmy nadzieję już nie wróci w takim wydaniu. Wieloletnia praca i wyniki Rafała Luberdy i teamu działaczy i zawodników (aby o poprzednikach też wspomnieć!) nie mogą być potraktowane po macoszemu - broni ich historia i aktualne wyniki, które jak na razie są nieosiągalne dla utytułowanych klubów z Krakowa, Gliwic czy Wrocławia. Tu przychodzi na myśl nawiązanie do hokejowych tradycji nowotarskiego "Podhala", z tym jednak zaznaczeniem, że na dziś "Szarotki" mają jako taką bazę, ale nie mają kim grać, zaś wychowanków brak nawet na lekarstwo.
W AMK "Gorce" jest akurat na odwrót: blisko pół setki zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych zgarnia po kolei punkty i tytuły wszędzie, gdzie tylko możliwe. Tu nie ma bariery wieku - wygrywają 11-latkowie i weterani pod 50-tkę! Tego kapitału nie można zmarnować, a nie chcemy chyba, że jak to drzewiej bywało, by nasi motocykliści jeździli w barwach klubów z Krakowa czy Gliwic, przysparzając im niezasłużonej sławy.
Wróćmy jednak do naszego toru - w zamyśle i mam nadzieję, w budowie. To, co może powstać na posiadanym terenie nieopodal lotniska, może wystarczyć chwilowo na przetrwanie jednego lub dwóch sezonów. Zbliżająca się kampania wyborcza daje asumpt dla potencjalnych orędowników w czasie, gdy gigantyczne przedsięwzięcie pod tytułem Arena Podhale raczej wzięło w łeb.
Jest wiele ciekawych pomysłów, które wcale nie są nierealne do mądrego pozyskania i zagospodarowania obiektu, który mógłby miastu przynieść nie tylko sławę, ale i konkretne korzyści finansowe i środowiskowe.
Wczytując się w komentarze analityczne osób postronnych, nader ciekawie brzmi wizja zadaszonej hali do trialu z towarzyszącym jej zewnętrznym torem crossowym czy enduro. To najbardziej opłacalna i unikalna inwestycja, dająca wyłączny monopol w Polsce, bowiem żadne inne miasto w kraju nie posiada profesjonalnego, krytego i całorocznego kompleksu do uprawiania sportu motocyklowego czy rowerowego, żeby o nielubianych często quadach nie wspomnieć. Nowy Targ już teraz posiada unikalną markę stolicy polskiego trialu - budowa hali przypieczętowałaby ten status na lata.
Taki obiekt generuje stosunkowo niskie koszty utrzymania i w przeciwieństwie do lodowisk czy hali widowiskowej, nie wymaga gigantycznych nakładów na media i skomplikowaną strukturę użytkową. Tor przeszkód z głazów, betonowych bloków czy drewna i gliny jest praktycznie bezkosztowy w eksploatacji.
To także całoroczna turystyka i przychody, gdyż zima do tej pory uniemożliwiała treningi zawodników nie tylko z Polski, Słowacji czy Czech. Kryta hala ściągałaby do Nowego Targu entuzjastów sportów motorowych i rowerowych przez 12 miesięcy w roku, dając realne zyski lokalnej gastronomii i hotelarstwu, a pojawienie się nań europejskich gwiazd wnet przydałoby stolicy Podhala miano stolicy motosportu.
O tym, że warto stawiać na ten sport, nie trzeba nikogo przekonywać - nazwiska nowotarskich zawodników od dekad rozsławiają nasze miasto w Polsce, Europie, a nawet w Ameryce. Sporty motorowe (jak choćby żużel, zamknięty w telewizyjnym kokonie pay per view) to dzisiaj wydarzenia rangi Pucharu Świata - gigantyczny potencjał i masowa widownia. Wystarczy spojrzeć na relację z ostatnich zawodów i osobę Tadeusza "Taddy" Błażusiaka, otoczonego gromadką fanów, sięgających po autografy i robiących sobie selfie. Ten temat wymaga oddzielnej publikacji, którą solennie obiecuję.
Piszą Czytelnicy w komentarzach, że na naszym Kowańcu niemal w co drugim domu dzieciaki i młodzież jeżdżą na terenowych motocyklach. Każdy z rodziców drży o ich bezpieczeństwo, gdy ruszają w Gorce (sic!) niestety, często wracają z tych wyjazdów poobijani. Naszym obowiązkiem jako społeczności jest nadanie tej dyscyplinie nowoczesnego formatu, bezpieczeństwa i cywilizowanych standardów; to także opinia przedstawicieli Policji i GOPR-u.
Jeśli pojawia się realna szansa i środki na budowę hali dla wszystkich pasjonatów sportu motorowego, to nie ma się nad czym zastanawiać. Ta inwestycja po prostu się opłaca, a przemawia za nią długa lista konkretnych argumentów. To bezpieczeństwo dzieci i młodzieży; dajmy młodym ludziom legalne i profesjonalnie przygotowane miejsce do ich pasji, zamiast stwarzania zagrożenia w trudnym terenie. A walka z nielegalnym rozjeżdżaniem Gorców? Tworząc profesjonalny tor i legalną bazę (z opcją wynajmu sprzętu na miejscu), damy alternatywę i skuteczny oręż do walki z chuliganami, którzy nadal bezkarnie niszczą podhalańską przyrodę.
To niemały finansowy i wizerunkowy zysk dla miasta i lokalnego biznesu; wystarczy pozyskać częściowe dofinansowanie i zakasać urzędnicze rękawy. Nie bójmy się odważnych decyzji!
Tam na razie jest śmietnisko - może będzie trialowisko...
Spisał: Jacek Sowa