
NOWY TARG. - Prawie 40 lat temu przyjechałem tu jako uczestnik "oazy"w Waksmundzie. Moi przyjaciele z czasów "Solidarności" są z Nowego Targu. W swoich książkach piszę o kapłanach z tych stron. Przyjazd do Nowego Targu to podróż sentymentalna - mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Ksiądz Zaleski przyjechał tym razem na zaproszenie Klubu Gazety Polskiej, by promować swoją książkę zatytułowaną "Przemilczane ludobójstwo na Kresach Wschodnich". Spotkanie autorskie i wykład o Kresach odbyło się w siedzibie Euregionu Tatry.
- Przypomniano mi przed chwilą, że ten teren to skrzyżowanie siedmiu kultur. W sumie w granicach Polski możemy znaleźć około trzydziestu różnych narodowości. Wielokulturowość i umiejętność życia w zgodzie z innymi narodami toarzyszyła nam przez kilka wieków. Niestety owa "kultura Jagiellonów" - jak ją nazywam - została zniszczona przez nienawiść - mówi autor książki, duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego. I na przykładzie własnej rodziny przypomina, że kiedyś Ormianie, Rusini, Ukraińcy i Polacy potrafili żyć obok siebie. Jak dodaje - "kres Kresów nastąpił po 1945 roku".
Józef Piłsudski mówił, że Polska jest jak obwarzanek. Najsmaczniejsza na brzegach. I właśnie na kresach, na obrzeżach ta polskość była najbardziej wyraźna. I właśnie tam często przyznawanie się do polskiego pochodzenia było niebezpieczne. Groziło represjami, albo śmiercią.
"Przemilczane ludobójstwo na Kresach" to książka historyczna, poruszająca przede wszystkim tematykę stosunków polsko-ukraińskich w czasie II wojny światowej. Publikacja składa się z trzech części. Pierwsza - to zbiór felietonów, druga - opracowanie historyczne dotyczące zagłady Korościatyn koło Monasterzysk (rodzinnej wsi dziadków autora), trzecia - to opis mordów dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich na Ormianach i Polakach w Kutach. Jak przypomniał autor książki w ciągu kilku lat zamordowano około 200 tys. Polaków.
- Tylko jednego dnia, 11 lipca 1943 r. oddziały UPA zaatakowały 167 wsi powiatach horochowskim i włodzimierskim. Wyrżnięto około 10 tysięcy Polaków. Takich rzezi było więcej, ale ta to była prawdziwa "krwawa niedziela". Oddziały OUN otaczały wieś, mordując wszystkich bez względu na wiek. Tak zginęła kuzynka mojego ojca - miała zaledwie miesiąc. Została wraz z kołyską roztrzaskana o ścianę. Mówimy o brutalności Niemców, Rosjan, ale to co robili Ukraińcy to było barbarzyństwo - opowiada ks. Zalewski i dodaje: - Nie potępiam narodu ukraińskiego, tylko wrzód w postaci nacjonalizmu UPA. Musimy dbać o pamięć i o swoją historię. W czasach PRL nie dało się napisać książki o tych wydarzeniach. "Nie chciano drażnić Ukraińców". Ale nie da się zbudować dobrych relacji z sąsiadami na przemilczeniu trudnych tematów z historii. Trzeba powiedzieć prawdę. Nic w historii nie da się zalać betonem. Przeszłość nie zniknie. Innym powodem, dla którego dopiero teraz ukazał się ta książka jest nasza polityka zagraniczna. Polega ona na tym, że ciągle się kłaniamy "czapką do ziemi", a nie dbamy o interesy Polaków na Wschodzie. Boli mnie, że nie mówi się prawdy. Próbuje się gloryfikować Stefana Banderę. Nie ma pomników ofiar, ale są za to pomniki tych, którzy mordowali - mówi ks. Zaleski.
Kilka lat temu kapłan wystąpił z apelem o potępienie przez władze polskie ludobójstwa Polaków dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wciąż zabiega o należyte upamiętnienie ofiar tej zbrodni.
Po spotkaniu można było kupić jego książki. Wśród nich oczywiście "Przemilczane ludobójstwo na Kresach", ale także "Ludzie dobrzy jak chleb" - wspomnienia o 75 nieżyjących już osobach, między innymi o pochodzącym z Nowego Targu ks. Marianie Koprowskim.
Sabina Palka
Zdj. Piotr Korczak