
Rada Miasta Nowy Targ zdecydowała podczas czwartkowej sesji, że burmistrz Marek Fryźlewicz zarabiał będzie tyle, ile dotychczas, czyli 11 tysięcy 920 złotych.
Za utrzymaniem dotychczasowych zarobków włodarza miasta głosowało 11 radnych, 8 wstrzymało się od głosu, dwóch nie uczestniczyło w głosowaniu. Na zarobki Fryźlewicza składa się 5700 zł pensji zasadniczej, 2000 zł - dodatku funkcyjnego, 3080 zł - dodatku specjalnego i 1140 - dodatku za staż pracy.
Projekt uchwały z propozycją wynagrodzenia na niezmienionym poziomie przedstawił Radzie jej przewodniczący Michał Glonek, który następnie zachęcił radnych do dyskusji. Nikt się nie odezwał, od razu radni przeszli więc do głosowania, zakończonego utrzymaniem dotychczasowych zarobków.
Dyskusja, a właściwie polemika, dotycząca wynagrodzenia burmistrza, choć nie dotycząca jego wysokości, wypłynęła dopiero w punkcie „wolne wnioski”, pomiędzy wiceburmistrzem Eugeniuszem Zajączkowskim i radnym Januszem Tarnowskim. Przypomnijmy, podczas poprzedniej sesji Tarnowski zarzucił, że uchwała rady, która została podjęta w 2008 r. w sprawie ustalenia wynagrodzenia burmistrza nie ma żadnego zastosowania po rozwiązaniu stosunku pracy burmistrza w poprzedniej kadencji, nawet jeśli w kolejnej kadencji burmistrzem została ta sama osoba. Radny napisał w swoim oświadczeniu, że po każdym wygaśnięciu mandatu burmistrza i rozpoczęciu nowej kadencji powinna być przez Radę podjęta nowa uchwała (szeroko o sprawie pisaliśmy tutaj).
- Chciałem państwa poinformować, że zarzut, skierowany pod adresem służb prawnych i mnie osobiście na sesji 24 stycznia okazał się całkowicie chybiony. Myślę, że z tego powinniśmy mieć wszyscy satysfakcję, bo chcemy działać lega artis, również pan przewodniczący, który w tym momencie podejmował czynności w oparciu o obowiązującą do dziś uchwałę Rady Miasta w sprawie wynagrodzenia burmistrza z 2008 roku. Chcę zapewnić, że tuż po sesji wystąpiłem do dyrektora Chrapusty, sprawującego w imieniu wojewody małopolskiego nad nami nadzór, o przeanalizowanie zarówno stanu prawnego, jak i faktycznego podniesionego na tej sesji. Faksem, trochę nieczytelnym, w całej rozciągłości potwierdzono, że była poprawność działania i pan przewodniczący podejmował czynności zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym - mówił Zajączkowski. - Troszkę mi jest przykro, że tak lekko rzucane oskarżenie podważa zaufanie do burmistrza, do jego służb, które jest bardzo potrzebne nie tylko na tej sali, ale także do kontaktów z mieszkańcami. Rozpętano debatę na różnych forach, prywatnych w szczególności, z epitetami pod adresem „tych dyletantów w urzędzie na czele z Zajączkowskim” (…). Natomiast rzeczywiście, państwo podejmując dzisiaj uchwałę macie komfort psychiczny, bo potwierdzam, że w doktrynie prawa, nie w orzecznictwie, są poglądy również takie, że dobrze jest podejmować pomimo obowiązującej uchwały z poprzedniej kadencji, nową uchwałę, żeby Rada miała poczucie, że to właśnie ona miała wpływ na wynagrodzenie.
Po wystąpieniu Zajączkowskiego głos zabrał w sprawie również radny Lesław Mikołajski: - Chcę przypomnieć, że na tej sali jakieś trzy lata temu, pan radny Jacenty Rajski powiedział takie słowa: „Jeżeli burmistrzowi Fryźlewiczowi uda się pozyskać jakieś środki unijne, to obie ręce podniosę za podwyżką dla burmistrza nawet do granic maksymalnych”. Była teraz szansa, żeby tego słowa danego publicznie dotrzymać (…). Ale nic straconego, bo teoretycznie Rada może podejmować uchwałę o wynagrodzeniu burmistrza na każdej sesji. Rajski odpowiedział ironicznie, że w tej chwili, jeżeli burmistrz załatwił środki z Unii Europejskiej, to „zasłużył na tę podwyżkę, co do której ja, w 2008 roku, miałem wątpliwości”.
Na koniec dyskusji głos zabrał wywołany do tablicy przez wiceburmistrza Zajączkowskiego radny Tarnowski. - Cieszę się, że pan burmistrz jednak trochę mi przyznał racji - mówił. - Rzeczywiście, z przewodniczącym Rady doszliśmy do wniosku, że termin można zmienić, że nic nie stoi na przeszkodzie. Ale sama zasada - a o to chodziło - została dopiero teraz, w zgodzie z dobrym obyczajem, i nie tylko, zrealizowana. Wiem, że moje wystąpienia, moje pytania, u niektórych powodują reakcję wybuchową, ale mam gorącą prośbę, żebyśmy na tej sali faktycznie rozmawiali o rzeczach ważnych. Ja podniosłem sprawę tylko po to, by usankcjonować fakt wynagrodzenia, nie wnosiłem o obniżkę, o jakieś zmiany (…). Sam pan powiedział, że można różnie interpretować prawo i na różne sposoby je postrzegać (…). Dziękuję za to, że jednak mimo wszystko trochę racji miałem.
Tak czy inaczej, polemika między radnym i wiceburmistrzem była tylko polemiką, nie mającą żadnego wpływu na uchwalone wcześniej zarobki włodarza stolicy Podhala, które pozostały niezmienione. Przypomnijmy, w sondzie internetowej, którą przeprowadziliśmy wśród naszych Czytelników, 9,8 procent głosujących uznało, że burmistrz zasłużył na podwyżkę, 28 proc. - iż jego pensję utrzymać należy na dotychczasowym poziomie, a 62,2 procent - że wynagrodzenie należy obniżyć, bo włodarz stolicy Podhala źle wywiązuje się z obowiązków. W sondzie oddano 1101 głosów.
p/