
Poza triumfującym kolejny już raz Tadeuszem Błażusiakiem, austriacki kamieniołom w którym rozgrywane są te najtrudniejsze zawody w Europie, gościł także innych nowotarskich zawodników enduro - Michała Pyzowskiego i Adama Zycha. Oto ich relacje i wrażenia z zawodów.
Adam Zych:
- Głównym założeniem tegorocznego rajdu, było poprawienie zeszłorocznego wyniku. W poprzedniej edycji startując motocyklem HUSQVARNA TC 450 osiągnąłem 10 checkpoint, co dało mi 121 miejsce w finale. W tym roku wystartowało 1900 motocyklistów. Ja startowałem do prologu z numerem 681, motocyklem o mniejszej pojemności husqvarna WR125.
Trasa prologu była bardzo zróżnicowana. Na pierwszych półkach było dużo szykan i zakrętów, w drugiej zaś części bardzo dużo prostych. Obawiałem się, że będzie bardzo ciężko dostać się do niedzielnego finału, ponieważ mój motocykl jest trochę za słaby na długie proste, których było sporo. Po starcie jechałem w całkiem dobrym tempem. W połowie prologu popełniłem dwa błędy które były przyczyną paru sekund straty. Pozostała część prologu okazała się być całkiem przyzwoita.
W sobotę chciałem za wszelką cenę poprawić swój czas. Niestety, po przejechaniu 1900 zawodników nie było to takie proste. Dużo dziur i wystających kamieni na trasie nie pozwala na szybka jazdę. Początek miałem dobry, ale po przejechaniu 500 metrów zaczęły się dziury i kamienie, udało mi się to przejechać popełniając mniej błędów niż dzień wcześniej. Następnie opóźniałem hamowania na długich prostych dzięki czemu poprawiłem nieznacznie wynik, nie mniej jednak dwie sekundy pozwoliły uzyskać 186 czas w tym dniu. Po dwóch dniach zakwalifikowałem się na 261 miejscu do wyścigu finałowego.
Hare scramble- niedzielny finał: Pogoda nie sprzyjała zawodnikom, cztery dni padało, ale wyścig to wyścig, więc trzeba jechać. Wystartowałem czwarty z mojej linii. Pierwszy podjazd mi nie wyszedł, więc nawróciłem i zjechałem na dół. Za drugim razem wjechałem, ale byłem na końcu mojej linii. Kolejne podjazdy poszły bez problemów. Wyprzedziłem kilkunastu rywali z mojej linii. Na drugim odcinek dojeżdżam do niewielkiego lasku ,a tu korek. Około 100 zawodników przeciska się do wjechania na schody, w tym kolega z teamu Michał Pyzowski. Nie tracąc czasu szukałem innej drogi i udało się. Wyprzedziłem większość stojących w korku, dzięki czemu trzeci i czwarty odcinek odcinek przebiegł bez problemów. Na piątym odcinku dogonił mnie Michał. Duży podjazd na który nie wjechałem za pierwszym razem dał koledze przewagę. Po podbiciu piątego checkpointa jechałem dalej swoje, a przed siódmym checkpointem dogoniłem Michała i razem jechaliśmy przez resztę odcinków. Na około 20 minut przed końcem podbiliśmy 9dziewiąty checkpoint i ruszyliśmy dalej do dziesiątego. Niestety nie udało się nam tam dotrzeć. Wynik okazał się gorszy niż w poprzednim roku, ale to z uwagi na trudniejszą, bardziej wymagającą trasę.
Nie mniej jednak jestem zadowolony z wyniku. 122 miejsce na 500 startujących nie jest w końcu aż takim złym wynikiem, choć wiadomo mogło być lepiej. Chciałbym podziękować Maćkowi Rajskiemu za zrobienie koszulek team-owych oraz firmie Zychoffroad za profesjonalne przygotowanie motocykla do tych zawodów, dzięki czemu motocykl spisywał się znakomicie.
Michał Pyzowski:
- Podczas piątkowego prologu wystartowałem z numerem 682 na motocyklu Husqvarna 125WR. Start poszedł bardzo gładko. Wszystko szło po mojej myśli, aż na kilometr przed metą wywróciłem się. Po upadku szybko się wyzbierałem i ruszyłem dalej lecz ze świadomością, że jestem stratny 15 sekund. Skończyłem na 310 pozycji.
Sobotni prolog był jeszcze trudniejszy. Trasa wyglądała tak, że aż strach było po niej jechać. Dziury - po przejeździe 1900 zawodników - były niesamowite, starałem się o tym nie myśleć i koncentrować się na poprawieniu wyniku z ubiegłego dnia. Po starcie bardzo dobrze pokonałem pierwszy zakręt w lewo, drugi też przejechałem bardzo dobrze. Następnie zaczęła się prosta. Jechałem bardzo szybko i zobaczyłem, że zaczynają się dziury. Dałem jeszcze więcej gazu i powiedziałem sobie w myślach: "niech się dzieje co chce". W ten właśnie sposób dojechałem do mety z 212 czasem ,co dało mi 292 pozycję po dwóch dniach i start z szóstej linii.
W sobotę o godzinie 18.00 zaczęły się niesamowite nerwy, ponieważ gdy przygotowywałem sobie motor na bieg finałowy w niedzielę, wypatrzyłem, że mam pęknięty kruciec. Silnik przez to dostawał lewego powietrza, co spowodowało zupełne rozstrojenie motocykla. Udałem się więc po pomoc do pewnego francuza, który mi to skleił silikonem. Troszkę pomogło, ale dalekie to było od ideału. Motor wciąż gasł na wolnych obrotach. Niestety, nie miałem tej części w zapasie, nie pozostawało mi więc innego, tylko start uszkodzonym motocyklem.
Niedziela: HARE SCRAMBLE - jest to bieg finałowy w którym staruje 500 najlepszych zawodników. Jest aż dziesięć linii startowych, a w każdej z nich stoi po 50 zawodników. Czas na pokonanie 26-kilometrowej trasy to cztery godziny. Oprócz tego dwadzieścia checkpoint-ów, które zawodnik musi mieć podbite by ukończyć wyścig.
Gdy przyszedł czas na moją linię - czyli też na mnie, wszyscy musieli mieć zgaszone motocykle. Była godzina 12:09, a w niesamowitej ciszy było tylko słychać własny oddech i bicie serca. Ze startu wyjechałem ósmy, a na pierwszym podjeździe byłem już czwarty. Pokonałem pierwszy check-point bez żadnych komplikacji. Kiedy dojechałem do lasu był tam niesamowity korek, w którym stałem aż 40 minut. Gdy udało mi się wydostać z tego korka, starałem się jak najwięcej nadrobić, jechałem bardzo szybko, pokonałem "badewanne" i na piątym check-point-cie dogoniłem mojego kolegę z teamu Adama Zycha, który jechał na takim samym motocyklu jak ja. Przed nami był najgorszy podjazd. Najpierw spróbował Adam, niestety, nie udało się. Potem ja próbowałem - też bezskutecznie. Na szczęście za drugim razem obojgu nam udało się pokonać ten najdłuższy i najbardziej stromy podjazd.
O godzinie 14:30 znowu dopadł mnie pech. Znów trafiłem na korek do siódmego check-pointa w którym stałem 50 minut. Dojechał do mnie Adam Zych i wspólnie zatankowaliśmy motory i wyruszyliśmy razem dalej. O 15:40 podbiłem dziewiąty checkpoint. Miałem jeszcze 20 minut, wiec starałem się pokonać jak najwięcej trasy. Była ona bardzo błotnista i wyjeżdżona, że nawet na nogach trudno byłoby chodzić. Do dziesiątego checkpointu zabrakło mi jedynie 5 metrów.
Zawody niezupełnie poszły po mojej myśli i nie do końca byłem z nich zadowolony. Wiem ,że stać mnie na dużo lepszy wynik. W finale zdobyłem 121 miejsce. Cieszy mnie natomiast fakt, że dokonałem tego na tak małej pojemności motocykla, czyli 125 cm3. Bardzo mało zawodników startowało tak relatywnie słabymi motorami.
Bardzo chciałbym podziękować moim sponsorom - Maćkowi Rajskiemu, który mnie wspiera na
każdych zawodach i mocno mi kibicuje, firmie GRO (global racing oil) oraz Jarkowi Wierzbie,
Stanisławowi Jachymiakowi i Tomkowi Zychowi, który jest moim trenerem.
oprac. r/