Olimpijska strefa kibica w Szczawnicy: Mateusz nie zawiódł (zdjęcia)

LONDYN. Mateusz Polaczyk, kajakarz górski ze Szczawnicy, pewnie awansował do półfinałów w kat. K-1.
W strefie kibica, która okazji startu szczawniczanina na olimpiadzie w Londynie stanęła pod stacją kolejki PKL, stawiała się cała rodzina Polaczyków wraz z bratem sportowca Grzegorzem, uczestnikiem olimpiady w Atenach (7m.). Przybyli też jego koledzy, kajakarze górscy z KS Pieniny, działacze sportowi, samorządowcy na czele z burmistrzem Grzegorzem Niezgodą, a wraz z nimi liczne grono turystów i wczasowiczów.

Udało się. Góral ze Szczawnicy osiągnął bardzo dobry czas pierwszego przejazdu 88.51 bez punktów karnych, po którym zajmował dobre 4. miejsce. Trochę gorzej poszło mu w drugim przejeździe. Zaliczył 4. punkty karne i z czasem 90.60 ostatecznie uplasował się na 6. pozycji. Pierwsze miejsce w eliminacjach zajął Niemiec Hannes Aigner. Do półfinałów awansowała najlepsza piętnastka. Odbędą się one w środę 1 sierpnia.

- Z Mateuszem nie widziałem się prawie rok, każdy z nas miał inny cykl treningów. Ale zdążyłem mu udzielić kilku rad, bardziej natury psychologicznej, niż technicznej, bo z tym on nie ma problemu, a każda zmiana wyuczonego sposobu pokonywania bramek mogłaby mu tylko zaszkodzić - mówił kibicom Grzegorz Polaczyk.

- Szkoda, że kajakarstwo górskie nie jest tak popularne, jak piłka nożna - z lekką nutą goryczy na ustach mówił były trener kadry kajakarzy górskich, Kazimierz Kuropeska. Dodał, że może się to zmienić po sukcesie Mateusza Polaczyka na IO w Londynie. - Obserwowałem z uwagą jego przygotowania do startu na IO. Dawał z siebie więcej niż inni kajakarze. Teraz mogę powiedzieć, że cztery lata solidnych treningów powinno zaowocować dobrym wynikiem - dodał.

Kciuki zaciskał mocno jego ojciec Krzysztof Polaczyk. Na jego twarzy nie było widać emocji. Chyba je dobrze ukrył. - Moje emocje mogłyby tylko mu zaszkodzić, a tego bym sobie nie wybaczył - mówił.

Krzysztof Polaczyk, producent kajaków, wytłumaczył kibicom „złamane wiosło” podczas treningu. - Każdy zawodnik ma w zapasie co najmniej sześć wioseł, ale tylko jedno jest najlepiej dostosowane do potrzeb zawodnika. Ma odpowiednią wagę, kąt piór itp. Każda zmiana wiosła może spowodować negatywne skutki i odbić się na wynikach. Dlatego syn postanowił naprawić uszkodzone wiosło, niż wziąć do ręki zapasowe - wyjaśniał Krzysztof Polaczyk.

- Warto wiedzieć - mówił Kazimierz Kuropeska - że kolebką kajakarstwa górskiego jest Szczawnica. W 1934 roku przy KS Pieniny powstała sekcja kajakarstwa górskiego, podobna do tych z zachodniej Europy. I nie ma nic w tym dziwnego, że szczawnicki góral znalazł się wśród uczestników IO i chlubnie reprezentuje swoich poprzedników, olimpijczyków, mistrzów świata i Europy.

Możliwe, że już za dwa lata powstanie kolejny po Wietrznicach i Krakowie sztuczny tor w Nowym Sączu, co jeszcze bardziej spopularyzuje ten sport - poinformował kibiców Kazimierz Kuropeska.

Tekst i zdjęcia: Stanisław Zachwieja

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 29.07.2012 21:32