
NOWY TARG. Mocnym akcentem rozpoczęła swoją opowieść o Belgii Małgorzata Kęsicka. Gdańszczanka mieszkająca i studiująca w Brukseli powitała uczestników slajdowiska w języku flamandzkim. Trzeba przyznać, że wyraz "dobry" w dialekcie niderlandzkim brzmi nieco szokująco dla ucha.
Slajdowisko "Belgia - dźwięki, smaki i kolory" było jednym z elementów trwającej w MOK "BELGIË-BELGIQUE: spotkań z kulturą belgijską", które swoim honorowym patronatem objęła Ambasada Królestwa Belgii w Polsce, Jego Ekscelencja Ambasador Raoul Delcorde, Przedstawicielstwo Flandrii przy Ambasadzie Belgii oraz Przedstawiciel Rządu Flandrii.
Już samo rozgraniczenie na "Flandrię i resztę Belgii" jest typowe dla tego kraju. Belgia to państwo federacyjne, składające się z trzech regionów: Flandrii, Walonii i Regionu Stołecznego Brukseli. - Między Walonami a Flamandczykami wciąż są animozje. Do tego stopnia, że gdy przyjechałam tam pierwszy raz na studia zobaczyłam osobną recepcję dla studentów z Flamandii, osobną dla studentów z Walonii. To kraj dwujęzyczny. Tabliczki z nazwami ulic są po francusku i po flamandzku. W dobrym tonie jest, że mówi się coś najpierw w jednym języku, apotem powtarza w drugim. - wyjaśniała prelegentka. - Belgia to kraj surrealizmu - podsumowała Małgorzata Kęsicka.
Jej opowieść, zgodnie z tytułem - dotyczyła dźwięków, smaków i kolorów. Przy dźwiękach piosenek Jacques'a Brela prezentowała zdjęcia Brukseli, Antwerpii, Gandawy i Brugii. Opowiadała o typowych potrawach belgijskich, słynnych czekoladkach, rodzajach piwa i oczywiście frytkach (Belgowie twierdzą, że to im zawdzięczamy smażone patyczki ziemniaków).
Belgia to ojczyzna artystów - Rubensa i Francka, ale także saksofonu i komiksów. Wszystkie te elementy znalazły się w opowieści o małym kraju, który słynie także m. in. z wielokulturowości i swojej roli w strukturach administracyjnych UE. Warto pamiętać też, że Antwerpia to centrum diamentowe świata.
Dni kultury belgijskiej potrwają do piątku. Szczegółowy program w dziale "co, gdzie,kiedy".
s/ zdj. Michał Bachulski