
NOWY TARG. Nie chodziło o zabawę, choć każdy mógł odnieść takie wrażenie. Występ hokeistów na lodowej tafli miał za zadanie skierować wzrok na konkretny cel, pomoc chorującemu na cytomegalię Mike’owi Malinowskiemu. Przyjaciele Łukasza z lodowej tafli nie walczyli o wynik, tylko o datki. O pieniądze, które mają być przeznaczone na chłopaka.
Swoją postawą zwrócili uwagę na problem pomocy słabszym. Walczą o skuteczną pomoc i normalne funkcjonowanie w społeczeństwie niepełnosprawnych dzieci oraz ich rodziców.
Sportowcy to taki naród, że w trudnych chwilach potrafią się jednoczyć. Na apel odpowiedzieli przyjaciele z boiska. Mieliśmy więc na nowotarskim lodowisku kwiat polskiego hokeja. Byli i aktualni reprezentanci kraju przyłączyli się do akcji ratowania zdrowia Mike’a. Przyjechali nie tylko z kraju, ale także z Czech. Jak choćby Marian Kaciř, który z „szarotkami” w 2007 roku sięgnął po mistrzostwo Polski. – Jeszcze nie zawiesiłem łyżew na kołku. Gram w Czechach w drugiej lidze. Miło jest spotkać stare, znajome twarze – mówi.
W mistrzowskim sezonie z Krzysztofem Zapałą i Jarkiem Różańskim tworzyli niezwykle groźne i skuteczne troi. Po latach mogli ponownie zagrać razem i znowu błyszczeli na tafli. Ich zagrania były niekonwencjonalne, chociaż nie grali na pełny gwizdek. Na pewno nie jednemu kibicowi „szarotek” zabiło mocno serce i zatęskniło za tłustymi latami Podhala. A gol Zapały – palce lizać. – Nie powiem wsadził mi – przytaknął Marek Batkiewicz, którego zobaczyliśmy w bramce Przyjaciół. Śliwa” to olimpijczyk, wielokrotny reprezentant Polski. Jeszcze niedawno był mocnym punktem drużyny oldbojów, teraz obowiązki zawodowe zmusiły go do – miejmy nadzieję – chwilowego rozbratu z drużyną.
W bramce Przyjaciół zobaczyliśmy też Rafała Radziszewskiego. „Dziura” w 2004 roku strzegł bramki Podhala na tyle skutecznie, że górale wygrali Interligę. O zaletach Radzika nie trzeba się rozpisywać. Znają je wszyscy i tylko dziwią się, że najlepszy bramkarz w kraju nie jakość nie ma szczęścia do selekcjonerów. Ojciec Mike’a, Łukasz również był bramkarzem i razem Markiem Rączka strzegli świątyni oldbojów. – 10 lat nie miałem sprzętu na sobie. Pachwinki bolą – przyznał Łukasz Malinowski. Nie było widać tak długiego rozbratu z hokejem. – Szacun, prawie był shout out - pochwalił go „Różak”. Malina puścił tylko jednego gola. Potem wymienił go „Rączes”. Marek Rączka z Bratkiem Piotrowskim i Mateuszem Malinowski (brat Łukasza) byli inicjatorami tego spotkania. Obaj zagrali w „orkiestrze”. – Trzeba im serdecznie podziękować za inicjatywę – mówią koledzy z lodowej tafli.
- Każdy jak tylko się dowiedział, że organizujemy takie spotkanie, z chęcią przyjął zaproszenie. Były obawy, bo w tym czasie rozgrywany jest play off, ale jakoś się udało. Każdy chce pomóc koledze. My hokeiści w takich momentach potrafimy się solidaryzować, co pokazaliśmy już nie raz – mówi Marek Rączka.
Mecz zakończył się wynikiem polubownym 8:8.
Old Boys Podhale reprezentowali: Ł. Malinowski (Rączka) – Jakeš, Puławski, Sikora, Tomasik, Kubowicz – Łabuz, P. Gil, Różańskiř, Zapała, Kaciř - B. Piotrowski, Trzópek, M. Malinowski, Zaręba, Koszarek – Lipkowski, Dziubiński, Jękner, Biela, Podlipni. Coach Rafał Sroka.
Przyjaciele: Batkiewicz (Radziszewski) – Gretka, Cholewa, Ślusarczyk, Slaboń, Sarnik – Kowalowka, Kuc, Radwański, Wieloch, Zabawa – Wajda, D. Laszkiewicz, M. Piotrowski, Witowski, Jaros. Coach Tadeusz Bulas.
Tekst Stefan Leśniowski, zdj. Michał Adamowski
[SPORTOWEPODHALE]index.php?s=tekst&id=7378[/SPORTOWEPODHALE]