
- Marzy mi się małopolski finał. Mecze Podhala z Cracovią to swoista wisienka na torcie, dostarczająca niesamowitych emocji - marzył Andrzej Słowakiewicz, który dwa razy zdobywał z "szarotkami" Puchar Polski. I wymarzył. Jutro w finale PP górale i krakowiacy.
Podhale wystraszone przystąpiło do meczu z Tychami i dało sobie narzucić warunki tyszan i w 6 min. straciło bramkę. Gdy wydawało się, że nic się w tej tercji nie wydarzy, bo Podhale grając nawet w podwójnej przewadze nic konkretnego nie zdziałało, 40 sekund przed końcem Zapała oddał strzał spod niebieskiej linii i krążek wylądował w bramce.
- Byliśmy wystraszeni i zestresowani powagą sytuacji – przyznaje strzelec gola dla Podhala. – Wpadła bramka, dostaliśmy nowej energii i skrzydeł. Z każdą minuta graliśmy coraz lepiej i zasłużenie zagramy jutro w finale. Tyszanie grają zawsze swoje, nie zmieniają rytmu. My staraliśmy się im przeciwstawić i nam się udało.
Gol sprawił, iż wszystko się zmieniło. Po 40 minutach oklaski żegnały gospodarzy. „Szarotki” przeszły ogromną metamorfozę. Zagrały z zębem i momentami grały koncertowo.
Końcówka meczu dramatyczna. Na 125 sekund przed końcem Tapio powędrował na ławkę kar, a tyscy trenerzy wycofali bramkarza. Mimo dantejskich scen pod bramką Raszki wynik nie uległ zmianie. Podhale po raz piąty w historii w finale PP!
W drugim meczu doszło do kuriozalnej sytuacji. Bramkarz JKH sam sobie strzelił gola!
TatrySki Podhale Nowy Targ – GKS Tychy 5:3 (1:1, 2:1, 2:1) - zdjęcia w galerii poniżej
Cracovia – JKH GKS Jastrzębie 3:0 (1:0, 2:0, 0:0) - zdjęcia z meczu do obejrzenia tutaj
Stefan Leśniowski,
[SPORTOWEPODHALE]index.php?s=tekst&id=11050[/SPORTOWEPODHALE]
zdj. Michał Adamowski