W pobliżu zniszczonych wsi i chutorów pozostały bezimienne masowe doły grobowe kryjące - najczęściej okaleczone - ciała polskich mieszkańców Kresów. Na 362 sposoby ukraińscy torturowali i mordowali Polaków. Zbrodnia ta nazwana została ludobójstwem.
Celem ukraińskich nacjonalistów było nie tylko fizyczne pozbycie się polskiej społeczności, ale także zniszczenie wszelkich śladów świadczących o wielowiekowej polskiej obecności na Kresach. Równolegle z aktami ludobójstwa niszczyli polskie dobra kulturalne, zabytki, gospodarkę, paląc wszelkie siedliska zamieszkiwane przez Polaków, ze szczególną zajadłością niszcząc katolickie kościoły.
W latach PRL o tej zbrodni nie mówiono, prawdopodobnie z uwagi na to, że zbrodnie te dokonały się na polskich Kresach, ziemiach zagarniętych przez ZSRS. Nawet po 1989 r. problem ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców był marginalizowany. Dopiero w 2013 r w siedemdziesiątą rocznicę tej zbrodni, nastąpiło przełamanie w polityce państwowej. Polacy zaczęli upominać się o pamięć i ekshumację naszych rodaków, by godnie ich pochować. Jak dotąd żaden dotychczasowy rząd nie postawił sprawy jasno i nie doprowadził do tego by Rodziny Kresowe mogły z godnością pochować swoich bliskich, a Ukraina uznała tę zbrodnie za ludobójstwo.
Mimo ogromnej pomocy (uchodźcom, wojskowej, militarnej, finansowej, medycznej, itp.) jakiej udzieliła Polska Ukrainie, Ukraina nie tylko marginalizuje zbrodnie jakie dokonały się 83 lata temu, nadal nie pozwala na ekshumacje pomordowanych, a szczytem buty i arogancji jest nadanie przez prezydenta Ukrainy, jednostce wojskowej nazwy, która jasno definiuje ludobójców naszych Rodaków na Wołyniu i Wschodniej Małopolsce.
Odchodzą ostatni, którym udało się przeżyć, a których Rodziny pozostały tam, na Kresach, w bezimiennych dołach, nie mają swoich grobów, nie damy o nich zapomnieć, przyjdź do kościoła św. Katarzyny w Nowym Targu, w ich intencji w dniu 11 lipca (sobota) 2026 r. o godz. 18,00 odbędzie się Msza św. a po niej złożymy kwiaty i zapalone znicze pod obeliskiem poświęconym "OFIAROM ZBRODNI WOŁYŃSKIEJ".
Kwiat lnu, który kwitł w czasie ludobójstwa na Wołyniu i Wschodniej Małopolsce został symbolem tych zbrodni, nośmy go w tym dniu, niech przypomina nam i światu o masowych zbrodniach Ukraińców na Polakach.
KWIAT LNU
Miłości łzami myła grzech,
jakże zażegnać złu?
Otwartą ranę, ból i krzyk,
przykryła kołdrą lnu.
Mateńki Ziemi serce drży,
kocha i pamięta,
wołyńskie córki, synów i
wołyńskie wnuczęta.
Gdy zgasło niebo, ucichł świat,
ten kwiat polskiego lnu
wiatr niósł na plecach wiele lat,
aż przyniósł go nam tu.
Bez grobów, krzyży, imion dat,
bez nazwisk i bez tchu
woła Ojczyzna dzieci swe,
by tulić je do snu.
wiersz napisała nowotarżanka Elżbieta Kolusz
Nowotarska Grupa Mieszkańców PAMIĘĆ





























No cóż, oficjalna narracja głosi, że wojna w Ukrainie to wspólna sprawa wolnego świata, która powinna
jednoczyć Europę. Rzeczywistość geopolityczna okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Państwa
sąsiadujące z Ukrainą, takie jak Rumunia, Słowacja czy Węgry, mają często odmienne spojrzenie na politykę
Kijowa, a ich relacje dwustronne obciążają liczne spory regionalne.
Europa Zachodnia z kolei rzadko w pełni rozumie specyfikę geopolityczną Europy Środkowo-Wschodniej. Państwa
takie jak Niemcy czy Francja kierują się przede wszystkim własnymi interesami gospodarczymi i politycznymi.
W początkowej fazie konfliktu ich zaangażowanie było znikome, co wynikało z lat budowania bliskich,
strategicznych relacji z Rosją. Dopiero zdecydowana postawa Polski, w tym intensywna dyplomacja premiera
Morawieckiego na arenie międzynarodowej, wymusiła zmianę tej postawy. Symbolem ówczesnego oporu Berlina
była krytykowana na całym świecie decyzja o wysłaniu jedynie hełmów. Dziś jednak sytuacja uległa zmianie,
Niemcy stali się jednym z głównych partnerów gospodarczych Ukrainy, skutecznie marginalizując rolę Polski,
która poniosła największe koszty początkowe. To taka wdzięczność :).
Aby w pełni zrozumieć obecne działania rządu w Kijowie, konieczna jest głęboka analiza historyczna. Przez
wieki Ukraina miała problem z zakorzenieniem własnej państwowości na mapie Europy. Podczas gdy sąsiednie
narody konsolidowały swoje granice, ukraińskie elity wielokrotnie szukały porozumienia z Moskwą. Głównym
błędem w procesie budowania niezależnego państwa było naiwne traktowanie sojuszu z Rosją jako partnerskiego
układu autonomicznego. Dla caratu, a później dla ZSRR, stanowiło to jedynie pretekst do pełnej inkorporacji
i rusyfikacji tych ziem. Próby szukania kompromisu z imperialną Rosją oraz wewnętrzne podziały ukraińskich
elit na przestrzeni wieków doprowadziły do wielokrotnego zaprzepaszczenia szans na trwałą niepodległość.
W 1654 roku Bohdan Chmielnicki podpisał z caratem ugodę perejasławską. Kozacy, wychowani w kulturze
politycznej Rzeczypospolitej, traktowali umowę jako kontrakt. Oczekiwali, że car zaprzysięgnie ich prawa.
Wysłannik cara, Wasyl Buturlin, odmówił, uznając, że samowładny car nie składa przysiąg poddanym.
Błędna kalkulacja geopolityczna Chmielnickieo, który szukał jedynie tymczasowego protektora w walce
z Polską, nie rozumiejąc imperialnej natury Moskwy, zamiast autonomicznego Hetmanatu, Rosja krok po
kroku likwidowała ukraińską odrębność. Proces ten zakończyła Katarzyna II w 1775 roku, całkowicie
niszcząc Sicz Zaporoską i wprowadzając na Ukrainie pańszczyznę.
Po śmierci Chmielnickiego w Hetmanacie doszło do wojny domowej, zwanej w historii "Ruiną". Poszczególni
hetmani szukali pomocy u skrajnie różnych partnerów, jedni w Polsce (ugoda hadziacka z 1658 r.), inni
w Moskwie, a jeszcze inni w Turcji. Brak jednej, spójnej wizji państwa ułatwił sąsiadom rozbiór Ukrainy
wzdłuż Dniepru (rozejm andruszowski 1667). Słabość i uleganie rusyfikacji przez elity i wynarodowienie
wyższych warstw, doprowadziło do tragedii. Ukraińska starszyzna kozacka i szlachta stosunkowo łatwo dawały
się korumpować carskimi nadaniami ziemskimi i tytułami szlacheckimi. Przez wieki naród ukraiński pozostawał
strukturą niemal wyłącznie chłopską, brak przywództwa i pozbawioną silnego i lojalnego mieszczaństwa
oraz elit politycznych, które mogłyby sfinansować i poprowadzić rewolucję narodową, spełzły na niczym.
Dalej nie pisze, bo było tylko gorzej.
Dzisiaj mamy podobną sytuację, tylko że na zachodzie, Ukraińcy niczego się nie nauczyli i brną w przepaść
uzależnienia politycznego, na którym wyjdą jak "Zabłocki na mydle". Zamiast tworzyć z polską sojusz militarno-
polityczny na mocnych fundamentach amerykańskich i szachować Rosję i Europę, wpadają w sidła europejskiej sitwy,
która dogada się z Rosją i która w konsekwencji i tak Ukrainę (dosłownie) udusi bez skrupułów.
Ukraińcy to naród, który ma złych przywódców, który ma swoje pięć minut i który znowu podejmuje złe decyzje.
Zamiast budować swoją państwowość na nowych bohaterach, którzy oddają życie na froncie, sięgają po ZŁO, które
w konsekwencji doprowadzi ich do piekła. Władza przychodzi i odchodzi (oczywiście mówię o demokracji),
tylko społeczeństwo może zadecydować, w którym kierunku skierować swój naród, Polacy, którzy doznali wiele
krzywd ze strony Ukraińców, pomogła jak żaden kraj, militarnie, politycznie i podała serce na dłoni.
Jeżeli Ukraina tego nie docenia, to Ukrainy znowu nie będzie, bo wrogowie Ukrainy, na pewno o to zadbają.
Rumunia, Słowacja, Węgry, łącznie z Polską, nie zgodzą się na wejście Ukrainy do UE i NATO, jeżeli nie zmieni
swojego nastawienia do sąsiadów, co w konsekwencji stawia Ukrainę w niebycie politycznym. Przede wszystkim
likwidacja faszyzmu spod znaku OUN UPA, który nie przejdzie w lewackiej unii europejskiej.
OUN i UPA to skróty dotyczące skrajnie nacjonalistycznych formacji ukraińskich z czasów II wojny światowej.
OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) dążyła do niepodległej Ukrainy wszelkimi metodami, a UPA
(Ukraińska Powstańcza Armia) była jej zbrojnym ramieniem, odpowiedzialnym za ludobójstwo polskiej ludności.
Oczywiście zawsze może dogadać się z Moskwą, ale ten scenariusz był już przerabiany :). A my Polacy i tak
sobie poradzimy, radzimy sobie od wieków, tak na marginesie, to my jako pierwsi i ostatni, zbyliśmy Moskwę
i daliśmy im łupnia w 1920 r.