Zanim rozpoczęły się pierwsze zmagania, przez miejscowość przeszedł redyk prowadzony przez baców i juhasów z gminy Bukowina Tatrzańska. Potem wydarzenie otworzył starosta powiatu tatrzańskiego - Andrzej Skupień. Włodarz powiatu dziękował organizatorom za przygotowanie wydarzenia, mówił też o trudzie pracy baców i juhasów.
- Mamy rok pasterski, przed chwilą chłopy przeszli z owcami i to nasza z jednej strony radość, ale z drugiej strony dla wszystkich obowiązek, żeby ich wspierać, jak kto może, bo wiemy, że nie jest najlepiej. Bacowie by byli, ale gorzej z juhasami, bo to wcale nie taka łatwa robota - mówił starosta, Andrzej Skupień.
Potem na scenie zaprezentowały się dzieci z zespołu "Zawaternik" i młodzież z zespołu "Ślebodni" z Leśnicy-Gronia.
Zatańczyć, zaśpiewać i pokazać spryt
Konkurencje rozpoczęto od prezentacji kandydatów. W zmaganiach nie zabrakło śpiewu i tańca solowego z partnerką. Oprócz tego kandydaci na Bońtara pokazali swoją wytrzymałość tańcząc hajduka. Potem sprawdzono ich wiedzę o wyrazach gwarowych, które powoli zaczynają znikać z obiegu językowego.
Nie obyło się bez sprawdzianu zręcznościowego. Przyszli pomocnicy juhasów musieli najpierw przebiec z "sajtą" z jednego kubła do drugiego, a potem sprawdzić swoją celność trafiając drewnem do kubła. Gazdów czekało natomiast cięcie piłą, ośnikowanie zyrtki i rzut baciokiem, który okazał się najtrudniejszą z konkurencji.
ip/



























