Czwartek, 06 maj 2021, Imieniny: Judyty, Juranda, Benedykty
Nowy Targ i okolice
Clear
Wiatr: 25.92 km/h Wilgotność: 87
Clear
Wiatr: 25.92 km/h Wilgotność: 87
Clear
Wiatr: 25.92 km/h Wilgotność: 87
Clear
Wiatr: 6.444 km/h Wilgotność: 64
Clear
Wiatr: 7.344 km/h Wilgotność: 90
Clear
Wiatr: 25.92 km/h Wilgotność: 87
Jakość powietrza
Nowy Targ
Brak pomiaru
Zakopane
Brak pomiaru
Rabka-Zdrój
Brak pomiaru
09.02.2016, 10:20 | czytano: 2121

Rusza akcja społeczna, której celem jest przełamanie problemów komunikacyjnych na polsko-słowackim pograniczu

Bus lub autobus lub na Słowację? Niestety nie ma takiego - mogą usłyszeć mieszkańcy i turyści w przygranicznych górskich miejscowościach. Chociaż Polska i Słowacja są bliskimi sąsiadami, a od kilku lat nie krępują nas kontrole graniczne, na polsko-słowackim pograniczu panuje komunikacyjna pustynia - przekonują organizatorzy akcji "Polska - Słowacja".

"Jeśli przebywający w polskich górach turysta chce wyskoczyć na kilkugodzinną wycieczkę na słowacką stronę, co do zasady musi skorzystać z samochodu, lub nieraz dwie-trzy godziny czekać na przesiadkę na granicy. Te kilka bezpośrednich połączeń autobusowych, jak sezonowa linia Zakopane-Poprad, czy Katowice – Kraków – Koszyce, to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Niezmotoryzowani radzą sobie, jak mogą. Na przykład jadąc z Krakowa na Słowację przez… Czechy – po dojechaniu do Cieszyna i przejściu pieszo na czeską stronę można dość łatwo dojechać do Żyliny i w Tatry czeskim lub słowackim pociągiem. W przypadku Podkarpacia jest jeszcze bardziej absurdalnie: chcąc jechać pociągiem lub autobusem z Rzeszowa do Koszyc, jedyne dostępne połączenie wiedzie przez… Ukrainę.

- Połączeń autobusowych na pograniczu brakuje nie tyle ze względu na brak popytu, ale wskutek ograniczeń biurokratycznych. To nie jest tak, że busiarz z Zakopanego może ot tak sobie uruchomić linię i zawieźć turystów na słowacką Orawę. To wszystko wymaga załatwienia międzynarodowej licencji i uzgodnień ze stroną słowacką rozkładów jazdy, przystanków itp., a cały proces w praktyce przeciąga się w nieskończoność. W efekcie zarówno polscy, jak i słowaccy przewoźnicy dochodzą do wniosku, że gra jest nie warta świeczki – tłumaczy Arkadiusz Kugler, przewodnik po Bratysławie i sekretarz Klubu Polskiego na Słowacji, jeden ze współzałożycieli kampanii społecznej „Polska – Słowacja”, której celem jest przezwyciężenie problemów komunikacyjnych na pograniczu polsko-słowackim.

W praktyce niezmotoryzowani podróżni radzą sobie jeszcze inaczej – dojeżdżają busem np. do Łysej Polany i przechodzą na słowacką stronę, gdzie można złapać słowacki autobus do Popradu – a tam z kolei przesiąść się np. w pociąg do Bratysławy czy Koszyc.

Problem w tym, że Łysa Polana to jedynie wyjątek od reguły – na polsko-słowackim pograniczu mało jest miejsc, dokąd można dojechać komunikacją publiczną i po przejściu kilkuset metrów piechotą przesiąść się na lokalny autobus lub pociąg po drugiej strony granicy. Ale nawet w Łysej Polanie, gdzie taka możliwość istnieje, poza sezonem wygląda to słabo. – Rzecz w tym, że polskie i słowackie lokalne autobusy i busy nie są ze sobą w żaden sposób skomunikowane. Dotyczy to również linii autobusowych użyteczności publicznej dotowanych przez samorządy, np. słowackiego połączenia Lysá Poľana – Poprad, finansowanego przez Kraj Żyliński. W praktyce wygląda to tak, że po przyjeździe z Zakopanego polskim busem na Łysą Polanę i przejściu tych kilkuset metrów na słowacką stronę, trzeba czekać jedną lub kilka godzin na słowacki autobus, bo ten poprzedni odjechał dziesięć minut przed przyjazdem polskiego busa. W drugą stronę zresztą podobnie – mówi Arkadiusz Kugler. W przypadku Orawy jest jeszcze gorzej: od polskiej strony można dojechać autobusem do Jabłonki, sporadycznie do Chyżnego, a najbliższy przystanek słowackich autobusów i pociągów jest w położonej dziesięć kilometrów dalej Trstenie. Między nimi – ponad dziesięć kilometrów komunikacyjnej pustyni.

Sposobem na choćby częściowe przełamanie tych problemów komunikacyjnych mogłoby być zawarcie polsko-słowackiej umowy międzynarodowej, na mocy której przewoźnicy z obu krajów mogliby wykonywać przewozy traktowane jako krajowe nie tylko do granicy, ale też do kilku – kilkunastu kilometrów w głąb sąsiedniego kraju. – Chcemy, żeby ta zasada dotyczyła również lokalnych połączeń użyteczności publicznej i stanowiła element systemu transportu regionalnego np. w Kraju Żylińskim i Preszowskim z jednej strony i Powiecie Nowotarskim czy Gorlickim z drugiej. Chodzi o to, żeby słowackie i polskie samorządy przygraniczne na mocy tej umowy musiały troszczyć się nie tylko o zapewnienie dostępności komunikacyjnej na stricte swoim terenie, ale także o zapewnienie dojazdu do pierwszej miejscowości przygranicznej po drugiej stronie granicy. W ten sposób lokalne słowackie linie dojeżdżałyby do Jabłonki i traktowane byłyby jako linie krajowe-słowackie, analogicznie polscy busiarze mogliby jeździć np. do słowackich Oravic czy Namestowa nad Jeziorem Orawskim na takich zasadach, jakby to była polska lokalna linia wewnątrzkrajowa – mówi Jakub Łoginow z portalu „Port Europa”, jeden z koordynatorów kampanii „Polska – Słowacja”.

Profil kampanii społecznej „Polska – Słowacja” na Facebooku ( www.facebook.com/polskaslowacja ) polubiło już półtora tysiąca osób. Organizatorzy zwrócili się z prośbą o wsparcie do polskich i słowackich parlamentarzystów, apelując o zawarcie stosownej umowy międzynarodowej. W ciągu dwóch tygodni od inauguracji kampanii, interpelację poselską w tej sprawie złożyło już ośmiu polskich parlamentarzystów – Beata Małecka–Libera, Dorota Niedziela, Ireneusz Raś i Mirosława Nykiel z PO, Wojciech Buczak i Mieczysław Miazga z PiS oraz Elżbieta Borowska i Barbara Chrobak z ruchu Kukiz-15.

Źródło: organizatorzy akcji
najnowsze informacje
komentarze
Pospieszny20:48, 9 lutego 2016
@kmwtw.Przy Twoim ograniczeniu myślowym gdyby nie ten skrócony kurs to byś zawsze rynek przejechał
cepr20:02, 9 lutego 2016
Smutne to, ale o tę sprawę powinien zadbać euroregion. Nie sztuką jest wydać album o fotografach tatrzańskich... Sztuką jest zbliżyć dwa narody. Zbliżeniu służy możliwość odwiedzin i wymiany myśli. Jeśli chodzi o komunikację, to jest to katastrofa. Tyle atrakcji po obu stronach granicy, a dojechać nie ma jak. Odwiedzony ograniczają się do jarmarków. Nie istnieje też idea nauki języka sąsiada: my słowackiego a sąsiedzi polskiego. Nie mówię tutaj o słowackim w wersji jarmarkowej. Moim zdaniem o to wszystko powinien troszczyć się euroregion.
kmwtw11:25, 9 lutego 2016
Oby nie jeździło MZK bo kurs na Słowację skrócą do Rynku
wolny człowiek10:58, 9 lutego 2016
Świetna akcja, oby udało się pokonać biurokratycznego smoka polskiego i słowackiego. ;)
misiek z gór10:45, 9 lutego 2016
Witam : od dawna nic w tej sprawie nie zrobiono ,jeszcze jak istniał PKS w Nowym Targu,to jeszcze jezdżił autobus do Popradu przez Golębarg tzn przez Niedzicę granice,a przydałby się też teraz ,gdyż nie każdy dysponuje autem ,pozdrawiam .
dodaj komentarz
regulamin
Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd.
Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).
reklama
kursy walut
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
Pod naszym patronatem
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Obserwuj nas
Ta strona używa cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Zamknij