Nokaut _ Zupa
/Fantástico Chico Blanco/
Jeden z wątków tej opowieści nie jest wytworem mojej wyobraźni, jest echem zasłyszanej gdzieś historii i inspiracją do mojej narracji. Podejrzewam, że wypływa z legend albo regionalizmów ale nie zagłębiałem się w tę kwestię. W tym przypadku raczej nie ma to znaczenia. Został on wykorzystany jedynie jako tworzywo scalające opowieść, wszelako to ja dałem tej historii życie. Nie zdradzę jednak o który wątek chodzi, żeby nie popsuć zabawy.
Jak dla mnie, metro jest ciekawym i praktycznym wynalazkiem. Gdyby nie ono, musiałabym zrobić prawo jazdy. Ale nawet, gdybym mogła jeździć samochodem i tak traciłabym zbyt wiele czasu w korkach. Zaś chwile spędzone w metrze nie są czasem straconym. Można je wykorzystać do różnych pożytecznych celów. Na przykład przejrzeć kobiecą prasę nie będąc narażoną na uszczypliwe docinki partnera, albo bez wyrzutów poczytać książkę, czy chociażby zrobić makijaż. A propos, chyba nigdy do końca nie zrozumiem mężczyzn. Co niewłaściwego jest w tym, że chcemy pięknie wyglądać, że na przykład przed wyjściem z domu do ostatniej chwili biglujemy się przed lustrem albo czemu pieklą się, gdy użyjemy ich szczotki do włosów? Tak jakby mężczyzna nigdy nie stał przed lustrem i nie podkradał kosmetyków partnerki. Przecież oni z powodu swojego hedonistycznego narcyzmu tracą więcej czasu przed lustrem niż my. Doszukują się we wszystkim jakieś swojej pokrętnej logiki. Mało kiedy można trafić na wyrozumiałego faceta. Większość z nich uważa kobietę za parę gadających cycków, za towar konsumpcyjny, za słodkie babeczki do schrupania lub służbę domową. A jak już stracimy swoją użyteczność lub datę ważności, wymieniają nas na nowsze, uzależniając tę zmianę oczywiście od grubości portfela. Im portfel grubszy, tym młodsza. Oni z nami nie rozmawiają, oni do nas mówią, chcą nas zagadać, nie słuchają nas. Marzą o tym by wydawać nam polecenia i żądają uległości. Uważają, że ciało kobiety to tylko odpowiednio wymodelowane molekuły, ukształtowane lepiej lub gorzej. Dzielą nas na ładne i brzydkie, inna klasyfikacja nie istnieje. No, może jeszcze sortują nas na głupie i głupsze traktując przedmiotowo. Jednocześnie, to dzięki nam urzeczywistniają swoje najskrytsze zachcianki, najczęściej nie pytając czy nam się to podoba. Pan każe, faworyta musi. Ich zawężony i protekcyjny stosunek sugeruje, jakoby żadna z nas nie miała mózgu, a w najlepszym przypadku miała ptasi móżdżek. Najgorsze jest jednak to, że prawie zawsze mylą prawdę z własną opinią. I chociaż lubią uchodzić za twardzieli, praktycznie na każdym kroku potrzebują emocjonalnego wsparcia. Nigdy nie wiedzą, gdzie co się znajduje. Nie są w stanie dojrzeć własnego nosa. Wielu z nich oczekuje, żeby kobiety mówiły do nich wprost a potem błędnie interpretują ich słowa. Po wywołanej przez siebie sprzeczce mają czelność mówić, żebyśmy się nie martwiły, zrzucając jednocześnie na nas winę za wszystkie ziemskie nieszczęścia. Rzadko kiedy przepraszają. Nie daj Bóg, jakiejś zagadki. Zgaduj zgadula nie jest ich ulubioną grą. Jeśli już podejmą grę, nie potrafią jej uczciwie skończyć. Życie bywa wystarczająco absurdalne, więc dobrze jest mieć obok siebie kogoś, kto nie wszystko traktuje na sztywno a oni wszyściuteńko traktują zbyt dosłownie. Nie widzą pełnej palety barw, są jacyś tacy czarnobiali. Brzmi to może jak banał, ale facet chce być szanowany za to kim jest, nie za to, co ma. I to się chwali. Dlatego powinien częściej patrzeć w tę samą stronę, co kobieta i chociaż od wielkiego dzwonu obejrzeć z nią ten sam, może nawet głupi serial. Dobrze, że chociaż czasem doceni kobietę, która jest sobą, która nie udaje kogoś innego i nie gra roli dziewczyny z Instagrama, po prostu jest prawdziwa, nieuczesana w dresie i bez makijażu. No i wreszcie, kiedy jest między wami super i w przypływie swoich pragnień powiesz mu, że masz ochotę na orgazm, to się dziwi, że to nie on zaproponował t?te-?-t?te i niestety nie zawsze potrafi temu sprostać. A jak już się trafi jakiś miły, ciepły i wyrozumiały to okazuje się, że jest z nim coś nie tak. Buty mówią hetero, ale skarpetki homo. Skąd tyle wiem o facetach? Patrzę na siebie, odejmuję rozum i dodaję pokrętną logikę.
Siedziałam, co by nie mówić, na niezbyt wygodnym, wszak miękko tapicerowanym foteliku w wagonie kolejki, a w oknach, tak jak w kinie, oglądałam przemykające krajobrazy podziemnego miasta. Nie byłam zmęczona, ale byłam wyjątkowo głodna. Chyba weszłam już w stan hipoglikemii bo trzęsły mi się ręce i zjadłabym konia z kopytami. Przeczuwałam, że zaraz zemdleję. Praca w redakcji Guardian?a nie zawsze dawała mi czas na przerwę. Najczęściej generowała braki przerw. Nic, tylko bieg i bieg. Dlatego czasem łapałam coś naprędce, dziś jednak nie udało mi się. Myślami błądziłam po parujących garach, którymi w naszym domu od pięciu lat zajmowała się Aimee, najdoskonalsza gosposia, emigrantka z Filipin. W wyobraźni czułam już zapach pieczeni wieprzowej faszerowanej kalifornijskimi śliwkami z polentą brzoskwiniową, przyrządzonej domowym sposobem, z dodatkiem młodych ziemniaków i greckiej sałatki. Zestaw może zbyt ciężki, ale za to pyszny. Kiedyś byłam wegetarianką ale odkąd Aimee gotuje, porzuciłam ten nienaturalny sposób żywienia. Jak to dobrze, że nie muszę gotować. Aimee to mój najlepszy nabytek. Jest wprawdzie drogą, jednakże najlepszą gosposią, jaką kiedykolwiek spotkałam. Wspaniała, wyrozumiała przyjaciółka, opiekunka i kucharka w jednym. Jedną z jej wielu zalet jest jeszcze to, że ze względu na swoją urodę nie wzbudza zainteresowania mojego męża. Krótko mówiąc jest bezpieczna. Uwielbiam ją. Czerwone wino Chateauneuf du pape les closiers w ozdobnej butelce na trawienie, ale gwoździem programu rozpoczynającym biesiadę ma być najnowsza i najbardziej tajemnicza zupa Aimee, niespodzianka roku, niepowtarzalna, według jakiegoś rzadkiego przepisu z Europy środkowej. Dziś ma być coś nadzwyczajnego. Nie mogłam się doczekać, kiedy Aimee poda do stołu. Ostatnio był to krem z soczewicy z nutką kokosa oraz krem ze szparagów z dodatkiem koziego sera. Uwielbiam te zupy.
Gdy wychodziłam z wagonu poczułam skurcz w żołądku. Jeszcze tylko chwilę i zasiądę do stołu. Nie zdążyłam wyciągnąć z torebki klucza, gdy w drzwiach ukazała się jak zawsze w cudownym humorze, uśmiechnięta Aimee, która odebrała ode mnie płaszcz. Jej miła śniada twarz budziła sympatię i zaufanie. Byłyśmy bliskie zacieśnienia stosunków, choć wciąż jeszcze się wzbraniałam przed przyjaźnią. W ręce trzymała otwartą książkę. "Śmierć w talerzu", ciekawy tytuł. Lubiła czytać kryminały, w ten sposób doskonaliła język. Nie poświęciłam temu szczególnej uwagi, nie miałam ochoty na takie drobiazgi. Byłam głodna i tylko to się liczyło. Pobiegłam w butach do salonu i rzuciłam się na fotel. Rozluźniłam napięte mięśnie i powoli z ulgą wypuściłam zwartość płuc. Wdech, wydech. Boże, jaka byłam spięta.
- Czy podać już obiad? - Spytała uprzejmie Aimee.
Miała zabawny lekki akcent. Wypowiadane słowa wybrzmiewały jakby przez kości policzkowe a tembr głosu miał wysokie, charakterystyczne dla Azjatów brzmienie. Uświadomiłam sobie, że nigdy już tego nie zmieni, pochodzi z zupełnie innej grupy językowej.
- Tak, ale poproś dzieci, niech zjedzą razem ze mną. - Odparłam, rzucając niedbale buty na podłogę.
Sprawiłam tym ulgę zmęczonym stopom.
- Dzieci już jadły po powrocie ze szkoły, a mąż dzwonił, że zostanie dłużej w pracy i zje jak wróci.
- Dobrze Aimee, zjem sama. Ale, jeśli masz ochotę, usiądź ze mną. - Dodałam.
Aimee, sunąc bezszelestnie, dała nura w czeluść ogromnej kuchni. Jak ona potrafi tak cicho chodzić? Po chwili pojawiła się z dymiącą wazą. Jak na swoją mikrą posturę poruszała się niezwykle elegancko, z gracją naśladując dworski ceremoniał, a zapach wydobywający się z wazy był zabójczy. Wstałam, żeby zobaczyć jak cudownie wygląda. Ta zupa. Przecież oczami też jemy. Aimee tymczasem jak duch się ulotniła. Nie skorzystała z mojego zaproszenia. Byłam tak głodna i niecierpliwa, że zamiast jeść z talerza jadłam prosto z wazy. Tym niewiarygodnie pysznym przysmakiem okazała się być zupa grzybowa. Właściwie to krem grzybowy z rzadko występującymi grzankami Pularda ? la La Bonita. Pewnie z borowików. Nieważne. Chwilowo o niczym innym nie myślałam. Obżerałam się bez opamiętania. Nagle przeszła mi przez głowę niedorzeczna myśl, czy na pewno z borowików? Z jakich grzybów ona to zrobiła? Czy dzieci też jadły zupę? Gdzie są dzieci? Może to idiotyczne ale tak właśnie pomyślałam i ta myśl nie dawała mi spokoju.
- Powiedz mi skąd wzięłaś przepis na tę zupę? - Zagadnęłam odpowiednio głośno do krzątającej się po kuchni Aimee, tak niby dla nawiązania konwersacji, choć w rzeczywistości poczułam ogromy strach i niecierpliwie czekałam na odpowiedź.
I nie wiem, czy to z paniki, czy może z zatrucia, zaczęłam tracić nad sobą kontrolę. Ciało przestawało mnie słuchać a obraz zaczynał falować.
- Wzięłam go z książki kryminalnej, którą aktualnie czytam. - Były to ostanie słowa, które do mnie dotarły.
Dalej nie byłam już w stanie wydusić z siebie słowa. Pomyślałam źle o Aimee. Nie sądziłam, że może nam to zrobić. Człowiek jest z gruntu dobry ale nie wtedy, gdy w grę wchodzą pieniądze albo inny majątek. Dzisiaj Aimee zrzuciła gorset purytańskich wartości i maskę przyjaźni, które przez te wszystkie lata skrywały jej rzeczywiste oblicze. Intencje stały się teraz oczywiste. I to wszystko pod moim okiem w moim domu. Ale teraz jest już za późno. Sparaliżowało mnie. Straciłam kontrolę nad ciałem, a mój mózg nie koordynował już niczego. Padł mi układ nerwowy. Ostatnim odruchem mojej nieszczęsnej woli była ironiczna myśl, że nie dożyję wieczora.
Cóż, śmierć to jest to, co się nam przydarza, kiedy akurat mamy inne plany.
***
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas






























