Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Geniusz" - podhale24.pl
Szczawnica
Snow
-6°C
Snow
-1°C
Snow
-5°C
Snow
-6°C
Snow
-7°C
Snow
-8°C
Jakość powietrza
Nowy Targ
Zakopane
Rabka-Zdrój
Nowy Targ
Dobra
PM 10: 37 | 74 %
Zakopane
Umiarkowana
PM 10: 70 | 140 %
Rabka-Zdrój
Bardzo dobra
PM 10: 13 | 26 %
Kartka z kalendarza
23.09.2025, 08:13 | czytano: 1095

Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Geniusz"

Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Geniusz".

Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Nokaut _Geniusz
/Fantástico Chico Blanco/

Niniejsza historia inspirowana jest czasami w których telefony stacjonarne były jedynymi istniejącymi komunikatorami cywilnymi nie licząc różnego rodzaju krótkofalówek. Siłą rzeczy w tamtym czasie, musiało istnieć coś takiego jak książka telefoniczna, która oprócz numerów telefonów zawierała adresy zamieszkania abonentów, co prawda niepełne, zawsze jednak podana była miejscowość i nazwa ulicy. Osobliwością tych wydawnictw, która nie wiedzieć czemu utkwiła mi w pamięci, było podawanie tytułów zawodowych i naukowych przy nazwiskach niektórych abonentów. O czymś takim jak informacje niejawne czy dane wrażliwe, nikomu się nie śniło, zaś akronim RODO, gdyby w ogóle istniał, byłby bardziej kojarzony z rodzinnymi ogródkami działkowymi lub w najlepszym wypadku z grecką wyspą, niż z jakimś aktem prawnym. Obecnie jest zupełnie inaczej, istnieje wprawdzie Ogólnokrajowe Biuro Numerów telefonów osób prywatnych, firm i instytucji (sprawdziłem to w necie i byłem zaskoczony) ale działa ono na nieco innej zasadzie, zaś podstawą prawną jego funkcjonowania jest art. 395 ustawy z dnia 12 lipca 2024 r., cokolwiek to oznacza.

Z ciekawości jednak zapoznałem się z tym przepisem.
Tyle tytułem wstępu, przejdźmy tymczasem do rzeczy.

Gdy tylko otworzyłem oczy, ogarnięty przemożną koniecznością fachowej konsultacji, postanowiłem zadzwonić do Fryderyka. Musiałem z kimś o tym pogadać. Wstałem więc, wyszorowałem twarz i umyłem zęby, albo wymyłem twarz i wyszczotkowałem zęby, i w ekstazie zadowolenia z dobrze spełnionego higienicznego obowiązku podreptałem do telefonu.

- Lubię tę gładkość wypolerowanych zębów. - Pochwaliłem siebie, zwracając uwagę na staranność wypowiadanych słów.

Wilgotną z podniecenia dłonią złapałem za słuchawkę i przyłożyłem do ucha. Sygnału nie było. Głucha cisza. Nic. Ruszyłem parę razy widełkami i dalej nic. Kłopoty z siecią? Zaniepokoiłem się.

- O kasę to się regularnie biją, ale jak się coś spitolii, nie spieszą się z naprawą!

Cisnąłem w złości słuchawkę na widełki i niemal gubiąc kapcie, bez zastanowienia, zbiegłem piętro niżej do jedynych znanych mi sąsiadów. Wielokrotnie zastukałem opuszkami palców w powierzchnię okazałych drewnianych drzwi, jakby były fortepianową klawiaturą. W niemal studyjnej akustyce okrągłej

klatki schodowej słychać było wybijane przeze mnie rytmy, niesione echem pomiędzy wrzecionami przedwojennej, zwieńczonej gładkim drewnem, żeliwnej balustrady. Zmiękczony pogłos snuł się jak poranna mgła pośród kondygnacji i wracał odbity od ścian okrągłego jak walec wnętrza, potęgując we mnie stan zniecierpliwienia. Zaschło mi w gardle. Złapałem za klamkę. Zamek nie stawiał oporów. Te kilka sekund, nim samowolnie zdążyłem wtargnąć do cudzej własności, dłużyły mi się niczym wieczność, ale nie mogłem postąpić inaczej.

- Wymyłem zęby czy nie? Tak wymyłem, ale nie wynitkowałem. Pieprzyć to! - Spytałem samego siebie a następnie odpuściłem sobie grzech zaniechania.

Zorientowałem się, że jestem boso. Czyli, że jednak gdzieś po drodze zgubiłem kapcie. Nie obeszło mnie to zbytnio. Pewnym krokiem wtargnąłem do mieszkania sąsiadów. Nie pamiętam nawet, czy domknąłem drzwi. Wzrokiem szybko odszukałem telefon i już miałem wykonać tygrysi skok w jego kierunku, gdy oto z przeciwległego pomieszczenia a konkretnie z łazienki wyłoniła się nagusieńka sąsiadka, żona sąsiada. Szkoda, że nie było w niej tej filmowej zmysłowości. Zaskoczona wpadła w panikę. Marmurowa biel wywołana szokiem, owładnęła jej wilgotne piegowate ciało. Długie rude włosy w nieładzie opadające na ramiona ociekały wodą. Wyglądała komicznie próbując zasłonić naraz wszystkie wstydliwe miejsca. Wymachiwała niezgrabie rękami jakby chciała odpędzić jakiegoś owada. Cokolwiek by nie zasłoniła i tak niemal wszystko było widać. Może i kształty miała niezłe, ale nie to było mi teraz w głowie.

- Co tu u licha robisz? Jak tu wszedłeś? - Krzyknęła zaskoczona i pełna skrępowania, nie wiedząc przy tym jak się zachować. W końcu jednak opanowała wzburzenie i kontynuowała. - Obróć się, nie widzisz, że jestem goła? - A później już jakby do siebie. - Boże, jak on tu wszedł? Jakim cudem otworzył drzwi? - Mamrotała nieskładnie i podskakiwała z kąta w kąt, chcąc jak najszybciej znaleźć jakiś przyodziewek. W nerwach jednak nie mgła na nic trafić.
- Ja. Tylko. Zepsuł mi się telefon. - Dukałem jak szczeniak. - Przyszedłem zadzwonić. Pukałem, ale nikt nie otwierał. A ponieważ drzwi nie były zamknięte, to wszedłem. - Jak nigdy, brakowało mi słów. - A propos, masz ładne, no wiesz co... - Wypaliłem, ni z gruchy, ni z pietruchy. Świnia! Mógłbyś przynajmniej nie komentować mojego wyglądu! - Wykrzyczała, udając bardziej zdenerwowaną niż faktycznie była. Chyba się jej to spodobało i kokietowała.
- Nie gniewaj się. - Przełknąłem głośno ślinę. - Wiem, że to głupio wygląda, ale ja nic od ciebie nie chcę, muszę tylko zadzwonić. No i w ogóle, to dzień dobry.

Odwróciłem wzrok od odzianej już w peniuar sąsiadki i dorwawszy się do telefonu podniosłem słuchawkę. Przyłożyłem ją do ucha i nic. Tu też nie było sygnału. Głucha cisza. Ruszyłem parę razy widełkami i znowu nic. A jednak są kłopoty z siecią. Zmarszczyłem brwi z niezadowolenia i zgadałem do nieustannie zadziwionej, ale już nieco ochłoniętej sąsiadki.

- U was telefon też nie działa?
- Ależ skądże, działa i to bardzo dobrze, sąsiedzie. - Odparła z ironią, kładąc nacisk na słowo "sąsiedzie"
- Tyle, że nie jest tajemnicą, że od pewnego czasu nie słyszysz na prawe ucho, a do tego ucha właśnie przyłożyłeś słuchawkę.
- O kurka! To prawda. W ferworze zapomniałem o tym ponurym fakcie. Najmocniej przepraszam, ale jak już tu jestem, to może skorzystam z twojego telefonu? Sorki, sorki, sorki. - Zaćwierkałem, a złożywszy dłonie jak do modlitwy, oddałem ukłon w jej kierunku, robiąc przy tym niewinną minę.

Podniosłem słuchawkę lewą ręką i przyłożyłem do zdrowego ucha. Przyszła ulga. Błogostan spłynął po nie jak balsam Kapucyński. Sygnał w słuchawce był. Gdy jednak chciałem wykręcić numer, dłoń nieruchomo zawisła nad tarczą. Nie znam przecież numeru do Fryderyka. Przez moment poczułem się jak Hamlet, zmagający się z samym sobą, przepełniony pytaniami bez odpowiedzi i niezdecydowany co dalej robić. Sąsiadka zaś stała jak bazaltowa rzeźba z La Venta i przyglądała mi się w milczeniu, ale miałem to gdzieś. Podjąłem wreszcie decyzję. Przy użyciu okrągłej klawiatury z nieco zmatowiałego już transparentnego plastiku wykręciłem numer na informację i czekam. Czekam. Na środku tarczy na zaślepce znajdowała się naklejka z Myszką Miki. Miki machał do mnie - przecież był to on, a nie ona - czteropalczastą łapką w białej rękawiczce i szeroko się uśmiechał. Odwzajemniłem uśmiech. Po rozwlekłym wsłuchiwaniu się w niespieszny przerywany sygnał, włączyła się reklama firmy telekomunikacyjnej. Czekam. Włączyła się kolejna a później kolejna. Podczas oczekiwania sprytnie pomyślałem sobie, że czasami dobrze jest mieć opinię wariata, nie wzbudza się podejrzeń. Wreszcie usłyszałem w słuchawce głos.

- Dzień doby, krajowa informacja telefoniczna, proszę podać nazwę miejscowości a następnie nazwisko abonenta. - W słuchawce wybrzmiał ujmujący głos telefonistki.
- Dzień dobry, - odpowiedziałem z równie dużą uprzejmością - chodzi mi o numer do Fryderyka.
- Proszę pana, proszę o wskazanie miejscowości a potem o podanie nazwiska abonenta. Imię poda pan w dalszej kolejności. - Oznajmiła już nico chłodniej.
- Tak, to jest Żelazowa Wola, nazwisko Szopen a imię Fryderyk. - Zapanowała chwila deprymującej ciszy.
Ciszy tak głuchej, że dało się słyszeć pracę jelit zdziwionej telefonistki. Wreszcie odezwała się.
- Nazwisko jest, ale nie ma takiego imienia. Czy mógłby pan podać nazwę ulicy?

Ruszyłem gwałtownie szarymi komórkami. Skąd ja to mogę wiedzieć? I nagle coś we mnie pękło, prawie tak gwałtownie jak szklana bańka rzucona na beton. Posypałem się. Upadłem na podłogę, zwinąłem jak embrion i szlochając próbowałem sobie w głowie wszystko poukładać. Po co mi ten Fryderyk? Może pogadam z kimś innym?

- A może mi pani chociaż podać numer do Jana Sebastiana lub Ludwika? - Wróciłem desperacko do rozmowy, przypomniawszy sobie, że jeszcze się nie rozłączyłem.
- Pan raczy sobie żartować, rozłączam się. Do usłyszenia. - Odłożyła słuchawkę.

O Wolfganga nie zdążyłem już zapytać. Nic tylko się zabić. Z rozpaczy rozpłakałem się. Beczałem jak bóbr. Spanikowana sąsiadka próbowała mnie jakoś udobruchać. W geście współczucia położyła dłonie na moich ramionach i spojrzała pytająco w oczy. Przez łzy ledwie ją widziałem. W końcu, starając się zachować spokój, spytała:

- Co się dzieje, może potrzebujesz pomocy?
Moja odpowiedź, jak na tę okoliczność, była krótka.
- Jestem muzycznym fenomenem. - Mówiłem szlochając i siorbiąc wypełnionym gilami nosem. - Mam wizję nowego dzieła i chciałbym ją z kimś omówić, ale musi to być wybitny fachowiec. Najlepiej Fryderyk, bo też jest Polakiem.

Przemilczała moją odpowiedź. Podała mi dłoń i pomogła podnieść się z podłogi. Następnie podprowadziła do sofy i zaczekała aż usiądę.

- Obiecuję, że będziesz mógł z kimś porozmawiać, ale teraz proszę uspokój się. Umożliwię ci tę rozmowę.

Usiadłem wygodnie i wziąłem łyk lodowatej herbaty z filiżanki, którą zauważyłem na ławie. Ona tymczasem podeszła do telefonu i długo z kimś rozmawiała. W świetle porannego słońca wdzierającego się przez okno imponująco zarysowywała się jej atrakcyjność, prześwitująca wyraźnie przez transparentny peniuar. Gdy odłożyła słuchawkę podeszła do mnie i pogładziła mnie zewnętrzną stroną dłoni po twarzy.

- Nachyliła się i szepnęła do ucha - zaraz tu będą.

Gdy to usłyszałem poczułem dreszcz podniecenia a łzy szczęścia ponownie zamgliły mi oczy. Padłem jej w ramiona kładąc odruchowo dłonie w miejscach zarezerwowanych nie dla mnie. Przyjemne uczucie. Ona zaś niezbyt pochopnie zdjęła je z siebie kładąc na moich kolanach. Zaiste z tej nieco intrygującej sytuacji wyrwało nas zamieszanie przed kamienicą. Szybko przyjechali. Podbiegłem do okna. Cudowny kremowy autobusik z uroczo pulsującym niebieskim światłem.

- Jakimiż ci wielcy twórcy jeżdżą samochodami - westchnąłem. - I w jak niecodzienną liberię są odziani.

Gdy weszli do mieszkania zabrakło mi ze szczęścia słów. Nie wiedziałem, jak mam ich przywitać. Mówili żebym się uspokoił. Do kogo ta gadka? Przecież byłem wyluzowany. Przywieźli dla mnie prezent. Biały frak. Nie był to wprawdzie mój rozmiar, miał za długie rękawy, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. Mówili coś o jakiejś kompozytorce, co się nazywa Schizofrenia, ale za nic w świecie nie mogłem sobie jej przypomnieć. Mniejsza zresztą o to. Czyż nie jest fajnie być geniuszem. Pomogli mi włożyć garnitur i sprowadzili do auta. A więc jedziemy. Jedziemy na konsultacje do wielkiej mistrzyni. Panowie byli dla mnie bardzo mili i często kiwali głowami. Niemal zupełnie oczyścili moje serce z lęków. Wyciszyłem się i dalszą drogę byłem już zupełnie spokojny...

***
Reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
komentarze
0
Kumpel09:59, 25 września 2025
Kochani, istnieją granice pomiędzy fikcją literacką a rzeczywistością:)
Reklama
0
miejscowy11:01, 24 września 2025
To niby Ty Andrzej?
dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd. Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).

reklama
reklama
Co, gdzie, kiedy
Nie przegap!
21
02.2026
Nie przegap!
28
03.2026
reklama
Pod naszym patronatem
Zobacz wersję mobilną podhale24.pl
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Aplikacja mobilna
Obserwuj nas
styczeń
13
Wtorek
Imieniny:Bogumiła, Weroniki, Leoncjusza
Kliknij po więcej