To od razu zohylili my się do Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej. Budowany w latach 70-tych, jak nasz MOK. Ale się lepiej przyłożyli i dalej stoi. Co więcej, przy okazji remontów nie zdewastowali gmachu zahaczającego o modny podówczas brutalizm. W środku cudne mozaiki, jest ich tu w Gdyni kilka. Jako chłopię jeździłem tu na kolonie letnie Wydziału Oświaty i patrzałem, jak teatr rósł. Potem lata chciałem zaliczyć, ale nie było biletów. To nie Witkacy, gdzie (prawie) zawsze ugoszczą. A tem razem jakoś udało się. I to od razu na narodowy skarb. Quo Vadis!
Lękałem się, bo te różne quovadisy to były chały. Gdzie im do dzieła, które Gombrowicz nazwał pierwszoklasową literaturą drugiej kategorii (ale nobelek wpadł). Chociaż. Kiedyś, za komuny, ksiądz Leśko u Katarzyny puścił kopię. Głos rozjeżdżał się z wizją o kilka minut. Vinicjusz z Ligią odwalali romantico amoroso, a na ekranie lwy konsumowały chrześcijan. Stare kino dawało możliwości.
Poza tem to musical, nie wystarczy krzesło i stolik. A było się na kilku broadwayowskich produkcjach. Ale, uff! U Baduszkowej nie ma dziadostwa. Olśniewająca scenografia. Muza żywa, aż łapki klaszczą. Setka artystów, wspaniałe głosy i ruch. Petroniusz i Cezar genialni. A reszta nie gorsza. Stroje takie, że Pani Larysa lepszych nie uszyje. No po prostu zachwyt. Blisko cztery godziny jak z bicza. Na koniec jeno lekki zgrzyt. Bo dorobili epilog. Jakby człowiek sam nie doszedł, że ten Rzym to kabaret. Po objęciu władzy przez chrześcijan niewiele się zmieniło. A przy niektórych papieżach Nero to mały pikuś. Smutna prawda, jak łacno z ofiary stać się oprawcą. Widać to w strefie Gazy. I niejednej rodzinie.
To przesłania cudnego gdyńskiego quovadisa. Materialnie poszliśmy do przodu. Mentalnie przez te dwa tysiące lat kręcimy się w kółko. Nawet w podobnych ubrankach. Do rzymskich piękności wielce pasuje współczesna bielizna desire. To jakoś przyszło mi do głowy nazajutrz, na Monciaku. Do pobliskiego Grandu dowoził dziewki wszeteczne nasz niedawno wybrany Neroś. A zaś kilka uliczek dalej mieszka Pan Donek, co mu niedawno gwizdli autko. Pępek rzeczy pospolitej nie leży już chyba w Zakopanem.
I jeszcze na kilku innych wydarzeniach byliśmy. A zaraz przed odjazdem skoczymy na wystawę w gdańskim ratuszu. "Nasi chłopcy". O Kaszubach wcielonych do Wehrmachtu. Nasi chłopcy z Podhala jeździli na austriacki pobór do Ołomuńca. Pamiętacie "W Ołomuńcu na Fiszplacu gdym na warcie (.) stoł"? To o nich. A taki np. tata Karola Wojtyły był oficerem okupacyjnej armii. A sam Karolek dostał imię na cześć ostatniego keizera. I nikomu to nie przeszkadza.
Ale wystawa w Gdańsku uruchomiła pisowską szczujnię. Bo chłopcy z Podhala mogli dobrowolnie iść za Adolfem, a Kaszeba, nawet z lufą przy skroni, nie. Rzecz jest tak prosta jak myśl polskich nazioli. Nie trza strzępić klawiatury.
Chciałem być przedwczoraj, ale wpadłem 10 minut przed zamknięciem. Zrobiłem oczka małego kotka i nic. Pan się nie ugiął. Mówi, że im ta szczujnia tak nabiła frekwencję, że cznia na moje potrzeby. Wtedy przypomniały mi się słowa znanego pisiaka, bramkarza Janka T. Że krowę wystarczy wypuścić na lód i sama się wyp(ustawa o kontroli publikacji i widowisk). Ustaliliśmy z w.w., że tak właśnie należy podchodzić do polskiego nazizmu.
Jak więc widzicie weekend w Trójmieście okazał się frutful, jak mówią na Jackowie. Tyle atrakcyj, a gdzie tam co! Jedną zobaczysz, trzy nowe wyrastają. Trza wrócić. Uważam, że każden powinien tu raz do roku być i morza, jak w onej pieśni, wiernie strzec. Bo mówio, że ów Pan Donek, za to auto, Niemcom morze przeda! A może i kraj cały!
Na koniec lekki dziegć (brzmi kaszubsko). Na koniec dnia poszliśmy do kina na Ostatniego Wikinga. Wielce reklamowanego. Znany reżyser i najpiękniejszy aktor świata, Mads M. Skazani na sukces. A tu klapa. I to nie taka zwykła. Żenująca. Tzw. scenariusz twórcy wypełnili żartami z chorób psychicznych, bez związku z ich prawdziwym przebiegiem. Chamówa. Acz Janusze z Grażynami rechotali jak żaby. Wyszliśmy po godzinie, zostawiając wyborców Nerosia sam na sam z ich sztuką.
Okropność. Jest 50 lat po premierze filmu pokazującego koszmary psychiatrii. Lot nad kukułczym gniazdem. Mówi się, że zmienił na nią spojrzenie. Nie bardzo. I nie chodzi tylko o ten durny film. W najwspanialszej miastowej bolnicy można też choć co zobaczyć.
O różnych odcieniach psychiatrycznego holokaustu należy przypominać. Ten nie wie, tamten zapomniał. Dlatego postanowiłem u naszej Baduszkowej, niech tam wygląda jak chce, film ów przypomnieć. Może i z przedmową. Dyrektor Leszek na pewno się zgodzi. Wszak mówią o nim nowotarski Petroniusz. Cynik, co niejednego Nerona już przetrzymał. Ale na sztuce się zna. Drogi Leszku, zamawiaj kopię! Co koń wyskoczy wracam!
Epilog 3, autentyczny: na śniadaniu w hotelu przy teatrze podchodzi nieznajoma pani i mówi: gratuluję roli świętego Piotra! Robię selfie i, no, faktycznie wyglądam jak ten aktor z musicalu. Życie to jednak teatr, a teatr to życie. Raz już grałem świętego Piotra i to nie w drętwej pasji radnego Jagły. Jechałem spiesznie po zabudowanym i nagle stanął on, niebieski anioł zaprosił do siebie i zapytał: quo vadis, domine, osiemdziesiąt na godzinę - zaparłem się sam siebie.
MJ
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas































Pozdrawiam.