- Piszę ten felieton, Moi Drodzy, w 44.rocznicę tzw. wojny jaruzelskiej, zwanej stanem wojennym. Bolszewicy, jak wszczynają wojnę, to to nie jest wojna tylko bratnia pomoc, interwencja, stan, albo jakieś inne odwrócenie kota ogonem. Wojna nie, bo komunizm to pokój i dobrobyt. O czem łacno można się było tu i tam przekonać. A 44.to klasyczna polska rocznica. Liczbę tę umistycznił nasz Wieszcz. Choć takie ciemniaki jak ja dalej nie rozumieją, o co z tym 44 chodzi
Niemniej, 44 lata temu, wymierająca klasa polskich komuchów, dysponująca zdegenerowanym aparatem przemocy, pośród siarczystej zimy, podjęła bój ostatni. Jak zauważyli, że kicha, zaczęli powoli dogadywać się z wybranymi przez siebie przedstawicielami narodu oraz z kościołem. I tu się zdarzył cud. Bo jak kościół jest to i cuda są. Zupełnie nie po polsku, bez rozlewu krwi, podzielili torcik. Spalono dowody bezeceństw, a ludziom dano jaką taką wolność. A homo sapiens wystarczy nawet trochę swobody i zaraz zaczyna mnożyć dobra. Których nigdy zadość.
Ale ja nie o tym, a o tym, że w przedwieczór tej 44.rocznicy, w ratuszu nowotarskim, odnowionym z pietyzmem (zachowano nawet nierówność ścian!), odbyło się wielce wzruszające spotkanie. O Mieście, które zginęło. Praca doktorska dr Karoliny Panz ujęta w 650. stronicową księgę. Na etapie promocji, więc mało kto czytał. Prowadziła naska profesorka (wow!) Stanisława, z typowym dla niej znawstwem i wdziękiem. Kilka razy wydawało mi się, że dławi ją wzruszenie, ale to może jeno nasze morowe powietrze.
Wspaniała to były opowieści, o wielokulturowym mieście, gdzie Polacy, Żydzi, Romowie i inni żyli razem. Uprawiali naukę, kulturę, sport. Biznes i biedę. Autorka rozmawiała z ostatnimi z Ocalałych. Przekazała ich wspomnienia o przedwojennym Mieście i wojennej gehennie.
Te tematy nigdy nie były łatwe. Narracja, że to źli Niemcy, z czasem znaiwniała. Jak widać i Żydzi potrafią dokonywać masowych zbrodni. Jeden nowotarski mecenas chciał przyjść na spotkanie w koszulce Hezbollachu. Ale że mecenasi w gębie jeno mocni, odpuścił. Inny zaś obywatel, ubrany w kamizelkę na guziczki pod jeansową kurtkę, wstał i wypalił, że faszyzm wraca i że już chodzimy po kostki w brunatnym guanie.
Lider miastowych nacjonalistów, radny Morawa, siedział w pierwszym rzędzie i zaraz kolorów dostał. Ale dumny z niego byłem, że nie eksplodował, bo to przecież gorączka. Pewnie też uległ sentymentalnemu nastrojowi, szczególnie gdy opowieści zahaczyły o czasy junty Rydza Śmigłego i polskich anstysemickich ekscesów. Szeroki temat, kompromitujący także i ww.kościół. Ale, nie czas na to.
A i u mnie wzruszenie dało we znaki. Przypomniałem sobie czarnodunajeckie judaica z opowieści mojej Mamy. Oraz historię pewnego Żyda konwertyty, ukrywanego całą wojnę w Ludźmierzu przez rodzinę mojej babki. A jak wyszedłem ze spotkania, zakupiwszy cudem książkę (tłum był wielki i zabrakło), to spotkałem w rynku przedstawiciela znanej nowotarskiej rodziny. No i on pyta quo vadis, a ja mu o spotkaniu. I on wtedy opowiedział historię Żyda, który na początku okupacji szukał możliwości wyrobienia aryjskich papierów. Łapówka za to była koszmarnie droga, więc odpuścił. Jakiś czas później już nie żył. Jego brat, po okupacji, wysłuchawszy tej opowieści, podeptał kapelusz i zanosząc się od płaczu powiedział: "przecież wiedział gdzie są pieniądze".
Dużo takich opowieści krąży. Książka pomoże nam to trochę uporządkować. Choć przebrnąć ją nie będzie łatwo. I nie chodzi tylko o liczbę 650.
I jeszcze na coś natknąłem się po wyjściu z ratusza. Kiczowate saneczki z reniferkami. A za nimi rośnie coroczny koszmarek. Kiedyś go nie było. W jego miejscu odbywał się nowotarski handelek. Na łyżwach jeździło się po Dunajcu a potem na przyszkolnych lodowiskach. Chodziło się też na hokej. Ale tamto miasto już zaginęło. I nie wróci. Tak to już jest, jak mówią Żydzi. Polska czytelnia: we ka ha ze. A jak się pisze w jidysz czy po hebrajsku nie wiem. Ale jak napisać prosty wierszyk wiem. Będzie to fanfik piosenki Wojtka Młynarskiego, napisanej na okoliczność antysemickiej akcji polskich bolszewików z roku 1968. Bo jak komuś coś nie wychodzi to z reguły szuka winnych. Tak to już jest.
*
tych lodowisk nie ma już
nie ma zim i
śnieżnych burz
nad miasteczkiem
wisi dusi
szara mgła
zardzewiały łyżwy stare
nikt nie będzie
na nich szaleć
klimat już
jest nie ten
minął czas
*
ps. Autorka informuje, że książka "Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto" jest do nabycia w sieci
Maciej Jachymiak
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas




























