Tylko samochodów jest dużo za dużo, a i miejsca do parkowania wytyczono nieprawidłowo.
- Tu było pięć miejsc - niebieskich kopert - przed odbiorem budynku. Ale już po odbiorach deweloper zmienił oznaczenie i je sprzedał. Przecież tak nie można - irytuje się jeden z mieszkańców.
Z wydechem pod oknem
Już na pierwszy rzut oka widać, że wytyczone "koperty" do parkowania przed budynkiem wyznaczone są nieprawidłowo. Samochody stoją niemal wprost pod linią balkonów. Tymczasem przepisy wymagają zachowania siedmiometrowej odległości od okien budynków mieszkalnych. Chyba że są to miejsca dla niepełnosprawnych, wówczas limit odległościowy nie istnieje.
Także wymagana szerokość różni się znacznie. W przypadku niebieskiej koperty to 3,6 metra, a na zwykłe miejsce wystarczy 2,5. Tym sposobem z pięciu niebieskich miejsc można zrobić siedem "zwykłych". I sprzedać je z zyskiem.
Gabriela Przystał, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zauważa, że dotąd nie było zgłoszeń w tej sprawie do PINB.
- Przed oknami mogą być wyłącznie miejsca dla osób ze szczególnymi potrzebami. Jednak te kwestie powinna w pierwszej kolejności załatwić wspólnota mieszkaniowa. Nie ma tu potrzeby angażowania nadzoru budowlanego - przyznaje.
Mandat za mandatem
Jednak to nie tylko odległość kilku miejsc od okien spędza sen z oczu mieszkańcom. Okazuje się bowiem, że obszerny, ogrodzony plac przed wejściem do budynku parkingiem nie jest. Co więcej - nie można tam stawiać samochodów.
O zakazie przypomniała o tym administratorom niedawna kontrola straży pożarnej. Plac jest bowiem częścią drogi pożarowej i musi być dostępny dla samochodów gaśniczych na wypadek prowadzenia akcji ratunkowej. Stawianie tam samochodów grozi więc karami dla administratora wspólnoty mieszkaniowej.
- Niestety, my nie mamy narzędzi pozwalających na egzekwowanie tych przepisów od mieszkańców. Efekt może być taki, że będziemy dostawać mandat za mandatem... - zauważa Konrad Koniarz, właściciel firmy administrującej budynkiem.
Nieżyciowy współczynnik
Niestety, do dziś w Nowym Targu pokutuje dawny przepis planu zagospodarowania przestrzennego, który nakładał na deweloperów konieczność zapewnienia miejsc parkingowych według współczynnika 0,7. To oznaczało, że na każde dziesięć mieszkań, deweloper musiał wyznaczyć siedem miejsc postojowych. Tyle, że czasy się zmieniły i teraz w każdym mieszkaniu ktoś ma samochód, a w wielu nawet dwa i więcej.
Mimo, że współczynnik obecnie się zmienił, to projektanci bloku na Borze operowali w oparciu o stare przepisy. Miejsc w podziemnym garażu jak i na powierzchni jest więc zdecydowanie za mało.
Wygląda na to, że dobrego wyjścia z tej sytuacji nie ma, chyba, że byłoby nim wykopanie jeszcze jednego poziomu parkingowego. To jednak, nawet jeśli byłoby technicznie możliwe, to jest nierealne z powodu kosztów. Administratorzy próbują szukać ratunku w okolicy.
- Próbowaliśmy rozmawiać z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, by od nich odkupić czy wydzierżawić fragment działki na parking, ale bez efektu - rozkłada ręce administrator bloku.
Problem powszechny
Niestety, podobny problem dotyka wiele wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych także w innych, większych miastach. I dobrego rozwiązania wciąż nie widać.
Próbowaliśmy także skontaktować się z deweloperem, by poprosić o wyjaśnienia. Jednak od wczoraj szef jest dla dziennikarza nieuchwytny, a telefon, którego numer pozostawiliśmy do kontaktu wciąż milczy. Gdy tylko oddzwoni - opublikujemy ciąg dalszy tej historii.
Józef Figura






























