Nokaut - O Kresnalu
(Fantástico Chico Blanco)
Nie tak dawno temu i wcale nie za siedmioma górami, pięcioma jeziorami i ośmioma lasami, żyła sobie w maleńkim zagajniku bardzo niewielka społeczność. I była ona pod wieloma względami naprawdę maleńka. I nie miała w związku tym żadnego kompleksu, jak to bywa w dużych opowieściach. I nie miała też nigdzie aż tak bardzo, bardzo daleko. W tej społeczności, a i w tej części świata królował język swoisty miękki, jakby utkany z mchu i smug światła. Kraina ta, której nazwy już nikt nie pamiętał, dziś znana jest nielicznym jako Kresnalia. Enklawa ta, była żyzna i płodna. Drzewa czubkami sięgały nieba, a owoce smakowały jak marzenia o lepszym świecie. Mieszkańcy nie znali głodu, nienawiści, a co najważniejsze pojęcia zazdrości. W ich słowniku nie istniało słowo ZAWIŚĆ I PROBLEM.
W osadzie LILIOWEJ TREWKI mieszkał nasz bohater Miecio. Był on przystojny, w miarę młody, czasami nawet wyczesany. Nie można o nim rzec nic złego. No, może tyle, że był przesadnie spokojny, co w tamtych stronach uchodziło za pewną rysę w charakterze. Miecio dorobił się jednak sporej pozycji w swojej społeczności, uchodził za człeka stabilnego, a nawet - nie bójmy się tego słowa - przewidywalnego. Żył więc sobie, stosując współczesną nomenklaturę, na niezłym standardzie, był dobrą partią i pewnie żyłby tak dalej, gdyby nie ona.
I
Pewnego czerwcowego popołudnia, kiedy to Miecio odprawiał sjestę w ogrodowej altanie, zbudził go niecodzienny szmer. Wygramolił się więc z hamaka i z wielką ciekawością potruchtał zobaczyć, co się dzieje. Wpadł w zdumienie, gdy ujrzał rozkołysany powóz zaprzężony w białe konie a obok jakieś postacie. Przetarł oczy i zbliżył się do widziadła. Zamurowało go. Stała przed nim dziewczyna. Włosy miała koloru świtu, a skórę - jakby zrobioną z mleka i brzoskwini. Nie wiedział, czy to sen, czy objawienie, ale nim zdążył zapytać, kim ona jest i co tu robi, dziewczyna zemdlała mu w ramionach. Złapał ją, jak umiał i zaniósł do domu. Wtedy pierwszy raz podskoczyło mu ciśnienie, co w Kresnali było wówczas zjawiskiem nieznanym.
II
Kiedy dziewczyna oprzytomniała, spojrzała na Miecia z niewypowiedzianą wdzięcznością. Jej oczy miały kolor świeżej mięty, a głos - ton lekarstwa, które człowiek łyka bez sprzeciwu. Zadziałała na niego jak koka.
- Dziękuję, dobry panie - wyszeptała.
- To tylko dla mnie przyjemność - odparł Miecio, który w takich chwilach nie wiedział, czy bardziej się czerwienić, czy składać ukłon.
Chłopina był nieobyty. Tymczasem dziewczyna, która szybko stanęła na nogi przedstawiła się jako Kresnalica, sama przyrządziła kolację z tego co w spiżarce znalazła, rozbiła swój obóz przy stole i spojrzała na Miecia z błyskiem w oku. Dała mu jasny sygnał do działania i co ciekawe on bez słów go zrozumiał.
- Panie, pan się nie krępuje - rzekła miękko. A Miecio się nie krępował.
Noc przyniosła im wspólny śpiew świerszczy, gorączkowe westchnienia i coś, co w tamtej społeczności nazywano PIERWSZYM PORUSZANIEM. Bo dla Miecia było ono faktycznie pierwsze... Rankiem Miecio z przerażaniem uświadomił sobie, że uleganie pokusom wpędza słabych do grobu, ale na tym etapie wyparł tę ideę.
III
I tak oto piękna Kresnalica zalęgła się u Miecia. Z czasem pojawiło się dwoje synów, trzy córki i niepoliczalna liczba obowiązków. Miecio harował aż pot mu ciekł po dupie, dzieci rosły, a Kresnalica z gracją organizowała świat na własną modłę, ale nie narzekał. Wydawało się, że tak już będzie zawsze. Jednak pewnego dnia w osadzie LILIOWEJ TREWKI zjawił się Kontroler. Przybył niespodziewanie, jak świadomość własnej śmiertelności. Wysoki, chudy, o twarzy w kolorze papieru, trzymał w rękach urządzenie, które brzęczało jak mucha w słoiku.
- Dzień dobry. Ja z Departamentu Spraw Niematerialnych - powiedział. - Kontrola bytu!
- Kontrola czego? - spytał zaniepokojony Miecio.
- Sprawdzamy, czy pańskie istnienie nie przekracza dopuszczalnej normy szczęścia.
Miecio otworzył usta ze zdziwienia, ale nie wydobył z siebie ani słowa.
- System wykazał, że w ostatnim kwartale pańskie zadowolenie przekroczyło średnią o trzy uśmiechy dziennie- kontynuował typ. - To grozi destabilizacją rzeczywistości.
- Czego? - Niemal wycharczał strwożony Miecio.
W między czasie z kuchni wyszła Kresnalica z wałkiem w dłoni. Trzeba jej to przyznać, gotowała psiekrwia doskonale.
- A może by pan poszedł się sam skontrolować? - rzuciła z wściekłością.
- Nie mogę, proszę pani. Jestem już po terminie istnienia.
Zrobiło się cicho. Problem polegał na tym, że nikt go nie zrozumiał. Tymczasem urzędnik skinął głową i zniknął. Pozostał po nim tylko zapach ozonu i rezonujące echo słów: NADMIAR SZCZĘŚCIA PROWADZI DO AWARII BYTU.
IV
Od tamtej pory Miecio próbował regularnie się martwić i rzadziej się uśmiechać. Z początku dosyć nieudolnie - myślał o rachunkach, o tym, że świerszcze za głośno grają, że jest zbyt piękna pogoda i żona zbyt pięknie pachnie. Ale nie wychodziło mu najlepiej.
- Ty się, Mieciu, nawet martwić nie umiesz - śmiała się Kresnalica. - Wszystko u ciebie ma pozytywny rytm, nawet zwątpienie.
Wieczorami siadał więc na progu i udawał melancholię. Aż pewnej nocy zobaczył, że niebo nad Kresnalią pociemniało jak ekran po utracie sygnału. Z oddali dobiegał dźwięk, coś pomiędzy biciem dzwonu a drukarką igłową.
- Może to rachunek - mruknął.
- Albo powiadomienie z góry - odparła żona, gasząc świecę.
Świat na moment zamilkł. I wtedy Miecio zrozumiał, że szczęście nie znosi nadzoru, a każda ewidencja jest początkiem końca cudów. Zrobił szybko ostateczny bilans bytu, nie wiedząc czy mu będzie potrzeby, czy nie i poszedł spać. Nazajutrz w Kresnalii nikt już o kontrolerze nie pamiętał. Pamięć w tej krainie miała zwyczaj samoistnie się dezaktualizować, jak przedawniony abonament albo nieopłacona faktura. Abolicja. Ludzie wrócili do swoich spraw, a Miecio - do swojej równowagi. Ale coś się w nim zmieniło. Kiedy się cieszył, robił to ostrożnie. Kiedy się martwił, to z umiarem. A kiedy ktoś pytał, jak mu się żyje, odpowiadał z uśmiechem:
- Po równo, panie. Ani za dobrze, ani za źle. - Tak, żeby nie zwrócić uwagi.
Czasem jednak budził się w nocy, słysząc lekkie pukanie do drzwi. Wstawał, otwierał a tam nie było nikogo. Tylko różowa poświata w oddali i echo słów, których nie dało się przypisać żadnemu urzędowi: NIE BÓJ SIĘ SZCZĘŚCIA, MIECIU. ONO I TAK KIEDYŚ ZNAJDZIE SPOSÓB, ŻEBY CIĘ UKARAĆ. I wtedy Miecio śmiał się cicho, śmiechem człowieka, który już zrozumiał, że w każdym raju jest jakaś czarna dziura, nieczynne okienko reklamacji, jakaś klamka, która prędzej czy później zapadanie.
***
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas




























