Była konserwator zabytków skomentowała renowację nowotarskiego Ratusza: Fuszerka Roku za ponad pół miliona
Burmistrz Grzegorz Watycha reaguje na zarzuty dotyczące elewacji Ratusza
Sam nie znam się ani na budownictwie ani na iluminacji, ale przez ponad pół wieku pisania o tym i owym co nieco wiem. Więc skoro fachowcy mówią, że ma być chropowato, to przyjmuję to w ciemno, zanim tych zmarszczek ktoś źle nie podświetli, jak twierdzi była pani konserwator wojewódzka. Bo wszystko można jakoś poprawić, wszakże nawet jak za sprawą budowlańców zegar na wieży się zepsuł, to zjawił się fachowiec i ten prosty mechanizm naprawił; to nie telebim na lodowisku! Właśnie z panem Romkiem, tuż przed patriotyczną i podniosłą ceremonią dla Niepodległej, obeszliśmy rzeczony ratusz dookoła i doszliśmy do wniosku, że jest w porządku, tak ma być!
Martwi mnie w tym kontekście co innego. W TYM MIEŚCIE (a może i w tym kraju?) podzielonym społecznie i niestety kulturowo, cokolwiek by się nie zrobiło, malkontentów nie zabraknie. Krytyka wszystkich dotyka - chciałoby się powiedzieć, od elit do przyziemia spada bezlitośnie, acz bez zastanowienia, a kultura jej wyrażenia sięga bruku. To dziś znak rozpoznawczy ludzi, mających lub chcących mieć coś do powiedzenia.
Piszę to pod nieobecność głównego satyryka P24, który swoim zwyczajem udał się na prohazkę pod Hradczany, aby objadać się gęsiną, po szwejkowsku popijać czeskie piwo w cieniu pomnika Franza Kafki. Lecz właśnie ten praski egzystencjalista już ponad sto lat temu wpisał się w nasze obecne, pełne przeciwieństw realia, pokazując sytuację zwykłego człowieka wobec absurdalnych przepisów, beznamiętnych struktur biurokratycznych, które potrafią człowieka osaczyć i stłamsić. Jego bohater nie wie za co ani przez kogo, więc zagłębia się w świat urzędników i kancelarii, które nie wiadomo czym się zajmują i po co istnieją. Fakt ten nie zakłóca mu w zasadzie codziennego życia, ale zaprząta myśli. Josef K. nie miał do dyspozycji mediów ani fejsbuka, dlatego skończył marnie.
Rodzi się więc pytanie, czy w naszej codziennej rzeczywistości należy przybrać szwejkowską postawę niepozornego człowieka, potrafiącego funkcjonować dzięki swemu sprytowi i umiejętności szyderstwa. Głupkowaty wojak wszystkie swoje wypowiedzi obracał w kpinę, która doprowadzała przełożonych do szału, wskazując jednak na absurdy, które były ich dziełem. A że muchy srały na portret cesarza, to już była nie jego wina...
Nierówny tynk nie stanowi znaczącego problemu dla reprezentacyjnego obiektu miasta, na którym ponoć wieczorem wyziera chropowatość. Ratuszowi malkontenci niech w dzień się zajmą walącymi zgliszczami na rogu Na Równi i Kopernika, albo w zaułku Królowej Jadwigi przy Krakowskiej, żeby o dawnej zajezdni PKS nie wspomnieć. Niech nie wytykają źdźbła w czyimś oku, nie widząc zbutwiałej belki w swoim własnym...
Gdzie są ludzie, którzy powinni procedować przepisy prawa, nakazy rozbiórki i wymogi bezpieczeństwa, bo o pracy konserwatorów nie chcę się wypowiadać. To cała gromada różnych ludzi, prawników od umów, inspektorów nadzoru, kierowników budowy i samych wykonawców, ponoć fachowców, podlegających nie tylko burmistrzowi; także urzędników, bezmyślnie uwikłanych w dziwaczne czasem procedury, byle było tanio i szybko. Efekty tego są potem widoczne, ale nie pod lupą na ścianie ratusza, lecz na odpadających deskach, źle skonstruowanych umowach, spieprzonych rondach, przedłużających się robotach, bo ktoś czegoś nie dopilnował itd. itp.
Odnowiony Ratusz godnie przyjął uczestników patriotycznej manifestacji, na której zjawili się wszyscy, którzy być tam powinni, nawet jeśli politycznie było im nie po drodze. Było uroczyście, było patetycznie, było pięknie, latały drony i samoloty, latały też gołębie. Oby tylko nie fajdały po dachu naszego odnowionego zabytku, bo wylądują na Ibisorze, gdzie znów rozgorzał temat przeprawy przez rzekę. A tam na razie łąkę użyźniają latem owce, co też nie wszystkim się podoba. No cóż, każda gładź jest trochę chropowata, zwłaszcza dla tych, co mają nierówno pod sufitem...
Jacek Sowa





























ktoś, kto nazywa Szwejka "głupkowatym wojakiem" powinien sobie zadać dwa pytania: 1) Czy aby na pewno przeczytał ze zrozumieniem jedną z mądrzejszych książek w kanonie ważnych lektur czyli "Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej"? i 2) Czy sposób wyrażania przez niego krytyki wobec inaczej myślących - tych najczęściej z "przyziemia", bo przecież nie krytykuje się "swoich z elity", nie zmierza przypadkiem w kierunku bruku? Ma Pan rację, że "pół wieku pisania o tym i o owym" może dać "co nieco wiedzy", ale na pewno nie jest gwarantem wszechmądrości, bardziej oznaką przemądrzalstwa, które tylko z pozoru "ma równo pod sufitem". Sprawa z delikatnie mówiąc "chropowatym" tynkiem na nowotarskim ratuszu, wykonanym za duże pieniądze z kieszeni podatników, jest taką samą fuszerką jak i inne zepsute owoce rządów nowotarskich włodarzy - wystarczy przytoczyć przez Pana felietonistę wspomniane zaniedbania, nie zapominając o pokracznym Pegazie na jeszcze bardziej pokracznie przebudowanym budynku MCK (dawniej MOK), odpadających elementach obudowy parkingu na ul. Kościuszki, przerdzewiałych lampach zagrażających przechodniom czy niejasnościach związanych z planowanym zakupem rodzinnego domu wciąż żyjącego nowotarskiego z pochodzenia artysty, etc, etc. Życzę Panu, by mógł Pan w zdrowiu pisać kolejne pół wieku, a nawet jeszcze dłużej i proszę mieć w pamięci słowa z książki J. Haska "Każde dlaczego ma swoje dlatego." Szwejk swoim "dlatego" pokazywał bezwzględność, butę, pogardę dla podwładnych i absurdalność władzy... Brzmi znajomo? Szkoda pańskich gładkich słów w kierunku nowotarskiej władzy - "chropowata gładź" na jej poczynaniach pozostaje fuszerką i się po prostu sypie.