Od dekad możemy poszczycić się zacnymi pedagogami i zdolną młodzieżą, która w szkolnych murach zdobywa laury ogólnokrajowych konkursów, szturmując potem bramy renomowanych uczelni, głównie krakowskich, bo najbliżej. Dyplomy nie są czymś tu czymś nadzwyczajnym, czasem tylko niepotrzebnie do sal lekcyjnych wchodzi polityka. Ale dziś od niej z daleka…
Właściwe podejście do kształcenia młodych ludzi powinno zaczynać się w domu, zaś szkoła winna szlifować charaktery i przydawać wiedzy. Dzisiejsza, bezstresowo wychowywana smarkateria często za nic ma wartości wpajane w trudnych czasach poprzednich pokoleń. Nie zaznawszy głodu, wojny czy upokorzeń, chłonie konsumpcyjne postawy, przybrana w ekstrawaganckie ciuchy i dowożona do szkół w fotelach wypasionych bryk. Pal sześć, jeśli wyrosną na przyzwoitych ludzi, mądrze gospodarujących posiadanymi po rodzicach zasobami, jednak obawę budzą niebezpieczne zjawiska współczesnej cywilizacji, które chyba jeszcze mam nadzieję, nie opanowały aż tak bardzo młodych ludzi nad brzegami Dunajców. Sęk w tym, aby bliżej im było na stadion, niż do Mc Donaldsa.
Biadolimy nad nowotarskim hokejem, ale to nie przyszło z dnia na dzień. Kiedyś nie byłoby o tym mowy i to nie z powodu kasy wykładanej przez kombinat obuwniczy na zawodników czy lodowisko. W latach sześćdziesiątych, kiedy wyrastała potęga „Szarotek”, jedną z formacji mogło wystawić nowotarskie Liceum Ogólnokształcące, drugą Technikum Ekonomiczne. W pierwszej piątce trzecioligowych koszykarzy SRzKS „Gorce” wespół z licealistami grali uczniowie Technikum Skórzanego, a po piętach deptały im chłopaki z Wetu; podobnie było na bieżniach i skoczniach stadionu koło stacji. To zasługa m.in. takich nauczycieli wychowania fizycznego jak Kazimierz Kaczmarczyk, Stanisław Piłat, Lucjan Pustówka czy Ludwik Dworski, także i potem absolwentów WSWiF Juliana Szopińskiego, Mieczysława Gotfrieda, Tadeusza Gruszki czy Tadeusza Bulasa. A od dekad historię nowotarskiego sportu szkolnego tworzy niezmordowanie Piotr Jabłoński, który pamięta jeszcze zapewne czasy SKS-ów…
Dziś, wobec kuriozalnych trzech(!) programowych godzin wychowania fizycznego w tygodniu, instytucjonalną formą integracji nauki ze sportem są szkoły mistrzostwa sportowego, do której nasze miasto nie ma zbytniego szczęścia. Różne koleje je losu spotykały, aby umrzeć śmiercią naturalną, choć w międzyczasie wyszli stamtąd nasi czołowo hokeiści – Kapica, Michalski, Neupaer. Do wspierania sportu akademickiego nie kwapiła się też za bardzo nowotarska PWSZ, zwana „Podhalanką”, nie wypaliły klasy sportowe przy Liceum Goszczyńskiego, a na utworzenie odrębnego liceum sportowego także nie zdecydowało się Starostwo.
Dziesięć lat temu, a więc w czasie zmian w miejscowym samorządzie, pojawił się wcielony niebawem w życie zamysł powstania niezależnej od władzy szkoły sportowej, kojarzony wówczas z nazwiskami Andrzeja Podgórskiego, Aleksandra Bukańskiego czy Tomasza Gorczyka. Tak powstało Niepubliczne Liceum Sportowe „Podhale” Nowy Targ, w którym nastąpiła pełna integracja nauki ze sportem (gdzie zamiast 3-ch jest 16 godzin wychowania fizycznego), ukierunkowanego na „nowotarskie” dyscypliny sportowe: hokej na lodzie, piłka nożna czy tenis stołowy. Dziś jest to pięć oddziałów, skupiających 76 uczniów na poziomie szkoły średniej, nad którymi objęła pieczę po swoim mężu pani Maria Kopeć, znany i zasłużony nowotarski pedagog. To liceum sportowe, po części finansowane przez MEN i czesne, opłacane przez rodziców i oczywiście przez miejscowych darczyńców, dorobiło się już pół setki absolwentów, choć w wyniku pseudo reformy oświatowej nabór nie jest nadzwyczajny. W tym roku zgłosiło się 12 piłkarzy i …2 (dwóch!) hokeistów. Jednak renoma szkoły wykracza już poza granice Podhala; zgłaszają się tu uczniowie z Krakowa, Łodzi, Sanoka, a nawet z Torunia.
Zajęcia, które odbywają się w zaadaptowanym, zabytkowym budynku dawnej bursy gimnazjalnej, są dostosowane do wymogów treningowych, ale nie ma mowy o obniżeniu poziomu nauczania; nie odstaje on od wymogów sąsiadującego „Goszcza”.
Jak mówi pani Maria Kopeć – Nie jest naszym głównym celem wychowanie wybitnych sportowców, choć bylibyśmy z tego bardzo radzi. Najważniejsze jest to, aby wyszli z naszych murów odpowiednio wykształceni dobrzy ludzie, obywatele i patrioci.
„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie", a edukacja i właściwe wychowanie przyszłych pokoleń będą świadczyć o sile i wartości narodu. Ten zapis sprzed ponad czterystu lat, powielony w 1787 roku przez Stanisława Staszica nie traci na aktualności, choć wypada się zastanowić, czy obecny poziom wychowania fizycznego w naszych szkołach zagwarantuje nam te cechy…
I w tym miejscu wypada zamknąć pewien rozdział rozważań o nowotarskim sporcie, którego dwie podstawowe dyscypliny znalazły się tej jesieni na dwóch biegunach. Rok temu nowotarskie „Szarotki”, obficie podlewane płynnym, acz politycznym nawozem krajowych potentatów, podnosiły głowy wysoko ponad taflę lodowiska, aby w końcu zostać na lodzie. Ich koledzy z NKP od stacji kolejowej, nieuzbrojeni w kije (wyposażeni zamiast ostrych łyżew tylko we wkręcane korki), darli resztki sztucznej trawy, aby utrzymać się na powierzchni; dziś na nowej murawie są na szczycie swej klasy rozgrywkowej.
Piłkarska Akademia NKP liczy ponad dwie setki adeptów futbolu, którzy dobrze sobie radzą w rywalizacji z rówieśnikami z innych klubów. Hokejowa młodzież z MMKS, kiedyś niedościgniona na krajowych lodowiskach, dziś zbiera dwucyfrówki…
Kibice hokejowi mają prawo czuć się oszukani; w dobrej wierze zakupili subskrypcję Ody do młodości, a otrzymali prawdopodobnie ostatnią część Dziadów…
W dobrej wierze nawoływałbym do powrotu idei powstania Społecznej Komisji Sportu dla miasta czy nawet powiatu, funkcjonującej niezależnie, ale współpracującej z włodarzami terenu. Nawet najlepsi urzędnicy czy radni nie ogarną tematu tak, jak ludzie, którzy mają ze sportem i wychowaniem fizycznym do czynienia na co dzień.
Mamy takich wokół wielu, ludzi żyjących na co dzień hokejem, piłką, ping pongiem, lekkoatletyką czy kolarstwem, Ludzi, którzy wiedzą, na czym polega trening sportowy czy indywidualna motoryka, co jest potrzebne zdrowiu, a co wyczynowi; wielu z nich ma także niezbędne czasem środki finansowe czy znajomości… Czasem też wystarczy im podziękowanie lub dobre słowo, bo pieniędzmi nie da się wszystkiego załatwić; wystarczy popatrzeć na więdnące „Szarotki”…
Jacek Sowa