- Jarmark budzi się z letargu, jest większy ruch, ale z punktu widzenia sprzedających sytuacja nadal jest daleka od oczekiwań - mówi Piotr Dobosz z biura spółki Nowa Targowica. - Choć zobaczymy samochody na słowackich numerach rejestracyjnych, to jednak klientów ze Słowacji ciągle jest niewielu. To ułamek tego, co było chociażby w 2019 roku. A to był nasz główny klient.
Wszystko z powodu pandemii i panujących na Słowacji restrykcji. - Liczmy jednak na to, że sytuacja się unormuje i klienci zza południowej granicy wrócą - dodaje.
W wakacje na jarmarku pojawili się turyści. - Są to jednak bardziej spacerowicze niż klienci. Jarmark stał się atrakcją turystyczną, w końcu to jeden z największych i najładniejszych jarmarków z Polsce - mówi Dobosz.
r/






























