Sobota, 27 listopada 2021, Imieniny: Waleriana, Wirgiliusza, Ody
Rabka Zdrój i okolice
Clouds
Wiatr: 6.732 km/h Wilgotność: 95 %
Clouds
Wiatr: 7.956 km/h Wilgotność: 93 %
Clouds
Wiatr: 5.4 km/h Wilgotność: 96 %
Clouds
-0°
Wiatr: 4.896 km/h Wilgotność: 96 %
Clouds
Wiatr: 4.572 km/h Wilgotność: 97 %
Clouds
Wiatr: 5.544 km/h Wilgotność: 93 %
alert.podhale24.pl Jesteś świadkiem zdarzenia? Masz ciekawy temat?
Daj nam znać!
24.10.2021, 13:10 | czytano: 3918

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar. "Niemiec płakał…."

Astra na cudownych numerach/ zdj. autora

"Lato 1989 roku przyniosło decydujące zmiany w naszym codziennym życiu. Rozpoczęła się transformacja ustrojowa, zniesiono kartki na benzynę i talony na samochody. Zachodnia Europa otworzyła dla nas swoje bramy…" - snuje swoją opowieść Jacek Sowa w 10. odcinku cyklu "Podhalańskich kółek czar".

Zmiany geopolityczne spowodowały, że zaczęliśmy pożądliwie spoglądać na zachodnie parkingi, wypełnione porządnymi, zachodnimi samochodami. Place Holandii, Belgii czy Niemiec stały się celem wypraw rodaków, marzących o volkswagenach, oplach czy nawet mercedesach, nie mówiąc już o wytworach francuskiego czy włoskiego przemysłu motoryzacyjnego. Mój morelowy Fiat 125p przeżył już swe lata świetności, włócząc się przez blisko dziesięć lat po wertepach PRL-u i ciągając przyczepę po demoludach, toteż przyszedł czas, aby zamienić go na coś lepszego.

Samochodowe zakupy, mimo dość męczących formalności, najtaniej wychodziły w Belgii, a wśród szczęśliwych nabywców brylował Władysław Sokół, nowotarski przedsiębiorca budowlany, właściciel okazałego Audi 200. Znacznie łatwiej było w Holandii, ale i towar był gorszy. Okazałe BMW 5 za parę tysięcy guldenów od prywatnego właściciela z Utrechtu dymiło jak parowóz, a mułowaty bus Mercedes 200 zagotował jeszcze przed wyjazdem na autostradę.

Zainspirowany opowieściami znajomych, w lipcu owego roku wybraliśmy się ekipą do Niemiec: „po auta”! Schemat był prosty: należało wpłacić na konto dewizowe w Banku PeKaO odpowiednią kwotę, następnego dnia ją wyjąć i udać się za zachodnią granicę, gdzie stały setki używanych aut „zu verkaufen”. Na teren samochodowego polowania wybraliśmy Bawarię, niedaleko elektrowni atomowej w Landshut, której rozjarzony nocą parking stał się miejscem pierwszego noclegu w… fotelach Poloneza. Już następnego dnia „upolowaliśmy” busa VW Transportera, który co prawda nie był naszym priorytetem, ale okazał się strzałem w dziesiątkę, co na miejscu opiliśmy piwem bezalkoholowym!


Ulubionym miejscem zakupów był bawarski Deggendorf, skąd z pomocą mechanicznych rąk braci Andrzeja i Stanisława Mozdyniewiczów, przywieźliśmy kilka „bryczek”, głównie peugeotów ze stajni starego Dallmeiera, który ze zdumieniem patrzył, jak Polacy potrafią w ciągu paru godzin postawić na cztery koła auto z urwanym zawieszeniem. Skrzynka piwa była wyrazem podziwu Niemca, któremu chyba faktycznie chciało się płakać, że tak mało zaśpiewał za uszkodzone auto…

Problemem przy zakupie „Gebrauchtwagen” w Niemczech były tamte restrykcyjne przepisy ubezpieczeniowe, wiążące się z wysokimi opłatami za wywożone o własnych siłach auta. Nie dysponując lawetą należało się liczyć z kosztem, sięgającym nieraz 10 procent wartości zakupionego samochodu, z drugiej strony zaletą była bliskość czeskiej granicy, zza której po zostawieniu nabytego wozu można było wrócić do dealera z podbitymi dokumentami i odebrać 12 % podatek tzw. MWST, czyli VAT-u po ichniemu. Tak nabyłem dwa peugeoty: srebrną 305-tkę z małym przebiegiem i piękną, granatową 505-tkę(takimi jeździł wówczas BOR!), która była moim do dziś ukochanym autem, dopóki jego żywota nie zakończył po dwóch latach bezmyślny traktorzysta z Łącka…


Kolejnym kierunkiem auto shoppingu była Francja, jednak zamiast zwiedzać zamki nad Loarą, penetrowałem garagge wokół Orleanu. Tamtejszą dziewicą okazała się mało używana srebrna Toyota Corolla; formalności w urzędzie załatwiono błyskawicznie i co ciekawe, nikt nie żądał wykupienia ubezpieczenia. Z duszą na ramieniu i hemoroidami pod pachą przejechałem pół Europy, aby dopiero w Chyżnem odetchnąć z ulgą…

Końcówka XX wieku to rozkwit krajowego samochodowego rynku wtórnego; jeździło się wszystkim, co po sprowadzeniu zza granicy i po złożeniu nie przypominało niemieckiego przystanku tramwajowego. Powoli jednak zaczęła rozwijać się u nas branża dealerska, a że Podhale od dawna nie należało do ubogich regionów, chętnie zaczęto oglądać się za autami nowymi. Pierwszą w kraju była sieć autoryzowanych punktów Renault; także w Nowym Targu pojawiła się taka placówka, usytuowana w dawnym zakładzie kuśnierskim pana Filipa Zabrzeskiego. Jednak francuska marka nie cieszyła się popularnością wśród górali i zakład z logo rombu nie zrobił w mieście furory. Powstawały zatem kolejne, a dziś praktycznie wszystkie znaczące marki mają na Podhalu swoje przedstawicielstwa. Dobrze poradził sobie też Opel Marimex, który błyszczy po zachodniej stronie miasta przy „zakopiance”. Mam do tej firmy duży sentyment i paru kolegów, którzy tam jeszcze zostali. W marcu 1999 roku wyjechałem stamtąd nowiutką Astrą II na cudownych tablicach (dzięki cudownej pani Hani z Wydziału Komunikacji!) - NAJ 7777. Granatowy sedan spod igły wkrótce zawiózł mnie na stałe do …Warszawy, a tam, niestety, te oryginalne, czarne blachy przepadły w jakiejś urzędowej piwnicy. Milenijne zera zresetowały moje motoryzacyjne przygody związane z rodzinnym Podhalem, przenosząc je na różne krańce świata, ale to już inna historia.

W dalszych odcinkach chcę dotrzeć do innych zakamarków historii nowotarskiej motoryzacji, której temat podjął ambitnie Łukasz Worwa, spadkobierca tradycji autoserwisu ojca Adama. Temat samochodowych majstrów, mistrzów płaskiego czy oczkowego klucza wymaga oddzielnego potraktowania, a więc cdn.

Jacek Sowa

Po pół wieku pamięć może zawodzić, toteż proszę o wyrozumiałość i ew. uwagi i pomoc w snuciu wspomnień z historii podhalańskiej motoryzacji. Korespondencję można kierować na adres mailowy: jacek.sowa@mzpn.pl lub lukasz.worwa@worwa.pl.
najnowsze informacje
dodaj komentarz
regulamin
Komentarze są prywatnymi opiniami czytelników portalu. Podhale24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Podhale24.pl zastrzega sobie prawo do nie publikowania komentarzy, w szczególności zawierających wulgaryzmy, wzywających do zachowań niezgodnych z prawem, obrażających osoby publiczne i prywatne, obrażających inne narodowości, rasy, religie itd.
Usuwane mogą być również komentarze nie dotyczące danego tematu, bezpośrednio atakujące interlokutorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, zawierające dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz zawierające uwagi skierowane do redakcji podhale24.pl (dziękujemy za Państwa opinie i uwagi, ale oczekujemy na nie pod adresem redakcja@podhale24.pl).
reklama
kursy walut
reklama
reklama
reklama
reklama
Pod naszym patronatem
Skontaktuj się z nami
Adres korespondencyjny Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Obserwuj nas