Tor trialowy na nowotarskiej Równi Szaflarskiej zostanie zlikwidowany
Pożegnanie trialu na Kamieńcu (podwójna galeria)
Za kilka miesięcy niezwykle atrakcyjny, pieczołowicie budowany przez wiele lat tor trialowy, zniknie pod łyżkami koparek, ustępując pola aquaparkowi. Co dalej - rodzi się pytanie do włodarzy miasta. To pytanie, poprzedzone deklaracją burmistrza podczas rozdania nagród, zostało zadane resortowym urzędnikom magistratu.
- Trzymamy rękę na pulsie - to w skrócie wypowiedź Waldemara Wojtaszka, zastępcy burmistrza. Więcej informacji przekazał Paweł Maczek, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, bo na tym polu jest najwięcej zadań do wykonania.
- Mamy zabezpieczone środki na ten cel oraz teren, należący do miasta równoważny powierzchnią do tego jeszcze istniejącego. Czynione są starania, aby pozyskać więcej gruntu, realny jest areał około 2 hektarów.
Pozyskanie przylegających do owego terenu działek, (z których większość to spłachetki czasem szerokie na 6 metrów - taka to już uroda podhalańskich włości!) będą wymagać wielu starań i cierpliwości negocjacyjnej, co mogłoby dać przyszłemu Centrum Sportów Motorowych przy Alei Jana Pawła II powierzchnię nawet powyżej 4 ha; to byłoby już coś!
Powiedzmy sobie szczerze - prymitywny i wysłużony tor nad Dunajcem to typowa prowizorka, która potrafiła przetrwać latami. Na łące, bez podstawowej infrastruktury czy utwardzonego placu parkingowego, z biurem zawodów w kontenerze, stołówką pod namiotem i załatwianiem potrzeb w Toy-toyach, nie mówiąc już o miejscach dla widzów - to nie jest baza dla zmagań nawet lokalnej rangi, nie mówiąc o międzynarodowych zawodów czy mistrzostw kraju. I to trzeba wziąć pod uwagę przy stworzeniu nowego toru, nie tylko trialowego.
Nie do pomyślenia jest, aby miała to być kontynuacja tego, co już było i miejmy nadzieję już nie wróci w takim wydaniu. Wieloletnia praca i wyniki Rafała Luberdy i teamu działaczy i zawodników (aby o poprzednikach też wspomnieć!) nie mogą być potraktowane po macoszemu - broni ich historia i aktualne wyniki, które jak na razie są nieosiągalne dla utytułowanych klubów z Krakowa, Gliwic czy Wrocławia. Tu przychodzi na myśl nawiązanie do hokejowych tradycji nowotarskiego "Podhala", z tym jednak zaznaczeniem, że na dziś "Szarotki" mają jako taką bazę, ale nie mają kim grać, zaś wychowanków brak nawet na lekarstwo.
W AMK "Gorce" jest akurat na odwrót: blisko pół setki zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych zgarnia po kolei punkty i tytuły wszędzie, gdzie tylko możliwe. Tu nie ma bariery wieku - wygrywają 11-latkowie i weterani pod 50-tkę! Tego kapitału nie można zmarnować, a nie chcemy chyba, że jak to drzewiej bywało, by nasi motocykliści jeździli w barwach klubów z Krakowa czy Gliwic, przysparzając im niezasłużonej sławy.
Wróćmy jednak do naszego toru - w zamyśle i mam nadzieję, w budowie. To, co może powstać na posiadanym terenie nieopodal lotniska, może wystarczyć chwilowo na przetrwanie jednego lub dwóch sezonów. Zbliżająca się kampania wyborcza daje asumpt dla potencjalnych orędowników w czasie, gdy gigantyczne przedsięwzięcie pod tytułem Arena Podhale raczej wzięło w łeb.
Jest wiele ciekawych pomysłów, które wcale nie są nierealne do mądrego pozyskania i zagospodarowania obiektu, który mógłby miastu przynieść nie tylko sławę, ale i konkretne korzyści finansowe i środowiskowe.
Wczytując się w komentarze analityczne osób postronnych, nader ciekawie brzmi wizja zadaszonej hali do trialu z towarzyszącym jej zewnętrznym torem crossowym czy enduro. To najbardziej opłacalna i unikalna inwestycja, dająca wyłączny monopol w Polsce, bowiem żadne inne miasto w kraju nie posiada profesjonalnego, krytego i całorocznego kompleksu do uprawiania sportu motocyklowego czy rowerowego, żeby o nielubianych często quadach nie wspomnieć. Nowy Targ już teraz posiada unikalną markę stolicy polskiego trialu - budowa hali przypieczętowałaby ten status na lata.
Taki obiekt generuje stosunkowo niskie koszty utrzymania i w przeciwieństwie do lodowisk czy hali widowiskowej, nie wymaga gigantycznych nakładów na media i skomplikowaną strukturę użytkową. Tor przeszkód z głazów, betonowych bloków czy drewna i gliny jest praktycznie bezkosztowy w eksploatacji.
To także całoroczna turystyka i przychody, gdyż zima do tej pory uniemożliwiała treningi zawodników nie tylko z Polski, Słowacji czy Czech. Kryta hala ściągałaby do Nowego Targu entuzjastów sportów motorowych i rowerowych przez 12 miesięcy w roku, dając realne zyski lokalnej gastronomii i hotelarstwu, a pojawienie się nań europejskich gwiazd wnet przydałoby stolicy Podhala miano stolicy motosportu.
O tym, że warto stawiać na ten sport, nie trzeba nikogo przekonywać - nazwiska nowotarskich zawodników od dekad rozsławiają nasze miasto w Polsce, Europie, a nawet w Ameryce. Sporty motorowe (jak choćby żużel, zamknięty w telewizyjnym kokonie pay per view) to dzisiaj wydarzenia rangi Pucharu Świata - gigantyczny potencjał i masowa widownia. Wystarczy spojrzeć na relację z ostatnich zawodów i osobę Tadeusza "Taddy" Błażusiaka, otoczonego gromadką fanów, sięgających po autografy i robiących sobie selfie. Ten temat wymaga oddzielnej publikacji, którą solennie obiecuję.
Piszą Czytelnicy w komentarzach, że na naszym Kowańcu niemal w co drugim domu dzieciaki i młodzież jeżdżą na terenowych motocyklach. Każdy z rodziców drży o ich bezpieczeństwo, gdy ruszają w Gorce (sic!) niestety, często wracają z tych wyjazdów poobijani. Naszym obowiązkiem jako społeczności jest nadanie tej dyscyplinie nowoczesnego formatu, bezpieczeństwa i cywilizowanych standardów; to także opinia przedstawicieli Policji i GOPR-u.
Jeśli pojawia się realna szansa i środki na budowę hali dla wszystkich pasjonatów sportu motorowego, to nie ma się nad czym zastanawiać. Ta inwestycja po prostu się opłaca, a przemawia za nią długa lista konkretnych argumentów. To bezpieczeństwo dzieci i młodzieży; dajmy młodym ludziom legalne i profesjonalnie przygotowane miejsce do ich pasji, zamiast stwarzania zagrożenia w trudnym terenie. A walka z nielegalnym rozjeżdżaniem Gorców? Tworząc profesjonalny tor i legalną bazę (z opcją wynajmu sprzętu na miejscu), damy alternatywę i skuteczny oręż do walki z chuliganami, którzy nadal bezkarnie niszczą podhalańską przyrodę.
To niemały finansowy i wizerunkowy zysk dla miasta i lokalnego biznesu; wystarczy pozyskać częściowe dofinansowanie i zakasać urzędnicze rękawy. Nie bójmy się odważnych decyzji!
Tam na razie jest śmietnisko - może będzie trialowisko...
Spisał: Jacek Sowa






























